Wydruk strony Portalu Spożywczego - www.portalspożywczy.pl

Krwiobieg gospodarki musi działać

Transport i logistyka to krwiobieg całej gospodarki. W czasie epidemii koronawirusa nabiera specjalnego znaczenia – jeśli zawiedzie i produkty nie dotrą na czas, zakłady przetwórcze nie będą mogły produkować, a brak żywności na sklepowych półkach może wywołać jeszcze większy społeczny niepokój.


Autor: Roman Wieczorkiewicz, portalspożywczy.pl
Data: 20-03-2020, 16:41
Logistyka to krwioobieg gospodarki /fot. Unsplash

Polski rząd zamknął granice państwa, co więcej Komisja Europejska zamknęła również granice zewnętrzne Unii Europejskiej. Wyjątkami są między innymi kierowcy zawodowi w międzynarodowym transporcie drogowym, którzy nadal mogą wyjeżdżać na zewnątrz – poza Polskę, UE oraz strefę Schengen. Kierujących ciężarówkami stawia się w jednym szeregu z lekarzami czy naukowcami, którzy również mogą przemieszczać się swobodnie. Kierowcy zawodowi są zwolnieni z odbywania 14-dniowej kwarantanny po przekroczeniu granicy Polski. Ponadto Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) nie wskazuje na konieczność stosowania dodatkowych ograniczeń wobec przewozu towarów z rejonów objętych szczególnymi zaleceniami epidemiologicznymi. Co do zasady transport drogowy rzeczy nie jest zatem objęty zakazem przekraczania granic. Kierowcy, świadomi zagrożenia, podróżują po całej Europie. – Pracodawcy, oceniając ryzyko delegacji, mogą zapewnić pracownikowi przebywającemu w trasie środki ochronne takie jak maseczki czy rękawice oraz preparaty dezynfekujące - czyli wszystko to, co ma za zadanie ograniczyć możliwość zarażenia patogenem – mówi Mirosław Tirak, ekspert Gbox.

Jak mówi Agnieszka Joniec, HR & Marketing Manager, Hillebrand Poland, ograniczenia w transporcie wiążą się z zamknięciem granic i naturalną obawą przed podróżowaniem oraz niedoborami pracowników np. z powodu kwarantanny. - Jeśli chodzi o typowo winiarskie kraje, skąd zazwyczaj przywozimy ładunki transportem drogowym, tu, niestety, sytuacja zrobiła się bardzo trudna. Zamknięta jest większość winiarni i miejsc załadunku, kierowcy odmawiają wyjazdów w obawie o zdrowie. Kiedy sytuacja wróci do normy, możemy więc spodziewać się znacznego wzrostu stawek na transport ze względu na wzrost zapotrzebowania na auta i dostawy. W transporcie morskim, z powodu kwarantanny w Chinach, utknęło sporo kontenerów, co przyczyniło się do ich deficytu w Europie. „Chińskie” czyli eksportowe kontenery albo nie powróciły do Europy, albo wracają bardzo powoli ze względu na kongestię w chińskich portach. Ogólny deficyt kontenerów i kongestie w portach oznaczają podwyżkę cen dostawy, co może wpłynąć na ceny różnych towarów, w tym również alkoholi. Obecnie negocjujemy z armatorami i przewoźnikami w sprawie podwyżek cen i dostępności kontenerów i aut, tak aby zachować ciągłość i jakość operacji logistyczno-transportowych. Jak pokazuje nasze doświadczenie, nawet w tak trudnej sytuacji, dzięki zaplanowaniu i elastyczności można znacznie zminimalizować ryzyko dużych strat – wyjaśnia Agnieszka Joniec.

Firmy transportowe bardzo uważnie monitorują rynek europejski także pod kątem podróży kierowców do miejsc szczególnie opanowanych epidemią koronawirusa takich jak Włochy, Niemcy, Francja czy Hiszpania. Zagrożenie płynie z dwóch stron. Z jednej ewentualne restrykcyjne ograniczenia dla transportowców przy przekraczaniu granicy na przykład z Włochami czy Austrią oraz obawy kierujących ciężarówkami o własne zdrowie. - Pojawiają się liczne pytania odnośnie odmowy kierowców wyruszenia w trasę w rejony, gdzie zagrożenie zakażenia się koronawirusem jest szczególnie wysokie. Na przykład nadal spada liczba zleceń realizowanych do Włoch, a stawki liczone za kilometr do Italii wzrosły w ostatnim czasie nawet trzykrotnie – informuje Kamil Wolański z OCRK, ekspert INELO.

W tej sytuacji, obowiązkiem przedsiębiorcy jest podjęcie takich działań, by jak najbardziej minimalizować ekspozycję kierowcy na zagrożenia. W tym wypadku może to być choćby takie zaplanowanie oraz poprowadzenie trasy, by kierujący ciężarówką przebywał w rejonie zakażonym jak najkrócej. - Dodatkowo w obecnej sytuacji zamykania granic i niebotycznych zatorów na przejściach granicznych z Niemcami, Austrią i Czechami, ale także między Francją a Hiszpanią czy Austrią a Włochami, niezwykle pomocne okazują się systemy telematyczne. Dzięki monitorowaniu sytuacji na mapie w czasie rzeczywistym spedytor i przewoźnik mogą reagować na bieżąco na wszelkie niekorzystne zmiany na drogach międzynarodowych – na przykład obrać inny kierunek przejazdu czy wydłużyć trasę, by ominąć kłopotliwy odcinek. Telematyka może w takich przypadkach znacząco usprawnić pracę kierowcy, a pracodawcy pomóc w odpowiedniej logistyce zlecenia – dodaje ekspert INELO.

Zdaniem Agnieszki Joniec trudno dziś jest oszacować wszystkie zyski i straty, przede wszystkim dlatego, że sytuacja wciąż się zmienia. - Nie sprowadzamy dużej ilości alkoholu z Dalekiego Wschodu, to nie jest tradycyjny region winiarski, dlatego nie zauważyliśmy wpływu koronawirusa na wolumeny importowane z Azji. Ale inaczej jest w przypadku eksportu alkoholi, tak jak dostawy piwa do USA, gdzie miesięcznie wysyłamy kilkanaście, a czasem nawet ponad 100 kontenerów. Zaczęliśmy odczuwać brak kontenerów do załadunku. Koronawirus dotknął teraz duże rynki winiarskie i alkoholowe jak Włochy, Niemcy, Francja czy Hiszpania. Jest jednak zbyt wcześnie, aby ocenić skalę wpływu na całą branżę – mówi HR & Marketing Manager z Hillebrand Poland.

E-commerce nie pomoże

Pojawiają się głosy, że na epidemii skorzysta branża e-handlu, a co za tym idzie dostawcy i transport. Jednak, takie rozumowanie nie jest do końca słuszne. - Europa stała się obecnie epicentrum zachorowań na koronawirus, co bardzo osłabi polski transport. Mimo iż, system międzynarodowego transportu drogowego ma pozostać niezakłócony, a kierowcy zawodowi, wykonujący transport rzeczy są wyłączeni z obowiązku poddania się dwutygodniowej kwarantanny po przekroczeniu granic, to przewóz wielu rodzajów ładunków na przykład materiałów budowalnych lub komponentów motoryzacyjnych do hurtowni i fabryk jest zdecydowanie mniejszy - mówi Łukasz Włoch, ekspert OCRK, Grupy Inelo. Transportowcy mogą obecnie doświadczyć wzrostu ładunków wynikających z zamówień online. Jednak e-commerce nie będzie dostateczną dźwignią dla branży. Takie zamówienia obsługują głównie busy, a nie 40-tonowe pojazdy ciężarowe.

Jak podkreśla Agnieszka Joniec, firmy logistyczne muszą być bardzo elastyczne i bardzo szybko reagować na zmiany. - Klientom i partnerom zależy na tym, aby zachować ciągłość pracy operacyjnej i łańcuchów dostaw. Trzeba być też gotowym na odbicie i ożywienie gospodarki, po okresie spowolnienia – dodaje.

Sytuacja w krajach europejskich i na świecie związana z epidemią koronawirusa jest bezprecedensowa, 
co przekłada się na wszystkie aspekty związane z działalnością przedsiębiorstw, w tym transportowych. Warto przypomnieć, że aż 80 proc. transportowanych towarów na świecie odbywa się drogą lądową. Bez transportu samochodowego, półki sklepowe nie byłyby zapełnione. Szczególnie istotny jest obecnie przewóz lekarstw oraz środków ochronnych i komponentów medycznych, a także żywności czy paliwa.

© Portal Spożywczy 2020-06-01 03:15:34