Z własnej inicjatywy NIK przeprowadziła w drugiej połowie zeszłego roku kontrolę dotyczącą stosowania biopaliw i biokomponentów w transporcie. Pod lupą kontrolerów znalazła się realizacja programu promocji biopaliw i innych paliw odnawialnych w latach 2008-14, który został przyjęty przez rząd PiS w połowie 2007 r. Ten program miał ułatwić zastosowanie w Polsce przepisów Unii Europejskiej, która chce, aby do 2020 r. biopaliwa i biokomponenty stanowiły 10 proc. w paliwach silnikowych zużywanych w Unii. Chodzi głównie o etanol dolewany do benzyny oraz estry olejów roślinnych dodawane do oleju napędowego.

NIK krytycznie oceniła program. Według Izby nie wskazano w nim mierników i kryteriów, które pozwoliłyby ocenić, w jaki sposób wypełniane są założenia tego programu. Nie przewidziano w nim nawet okresowej kontroli postępów we wdrażaniu programu i jego ewentualnej korekty. A tych mankamentów nie usunął rząd premiera Donalda Tuska, w którym za wprowadzanie programu odpowiadali ministrowie gospodarki z PSL: Waldemar Pawlak, a następnie Janusz Piechociński.

Według NIK początkowo udawało się tylko spełnić wymóg stosowania określonej ilości biododatków w paliwach stosowanych w Polsce. W 2011 r. zgodnie z założeniami stanowiły one 6,2 proc. zawartości paliw silnikowych sprzedanych w naszym kraju - głównie ze względu na wysokie kary finansowe, jakie groziły sprzedawcom paliw za niewypełnienie tego obowiązku. Ale już w 2012 r. biododatki stanowiły tylko 5,8 proc. paliw sprzedanych w Polsce zamiast 6,65 proc. Stało się tak, bo rząd wprowadził specjalne "przeliczniki redukcyjne", umożliwiając ograniczenie dodatku biokomponentów.