W rozmowie ex-Muszkieterowie opowiadają jak wyglądała rekrutacja do sieci. Decydujące było czy w rodzinie nie ma prawnika, księgowego lub kogokolwiek kto swoim doświadczeniem mógłby próbować weryfikować to, co mówią przedstawiciele sieci.

– Najważniejsze były pytania o to, skąd się wzięliśmy, kto nas zrekrutował, kim jest nasza rodzina, dlaczego mój ojciec w 1980 roku sprzedał gospodarstwo. Pytania idiotyczne, ale według mnie chodziło o to, czy nie mam w rodzinie prawnika albo kogoś powiązanego politycznie. Człowieka, który wchodził po nas, odrzucono. Teraz już wiem dlaczego – ma żonę księgową. Dziś możemy się z tego śmiać, ale byliśmy przesiąknięci tą socjotechniką – czytamy w Innpoland.pl

Franczyzobiorca nie mógł wcześniej zapoznać się z projektem umowy, która była czytana dopiero u notariusza.

– Nie mogliśmy przeczytać wcześniej umowy. Umowę dostaje się do podpisania u notariusza. W momencie, gdy nie masz już czasu na podjęcie decyzji. I w zasadzie nie masz już pola manewru, bo to jest moment, gdy masz już sprzedane mieszkanie, aport jest wpłacony i pozostaje ci wierzyć, że to jest jedyna słuszna droga, jaką masz podążać – mówi redaktorowi jeden z franczyzobiorców.

Jednym z elementów które „wykończył” biznes franczyzobiorców były horrendalne czynsze od 80 tys. zł do 120 tys. zł. płacone bezpośrednio do Francji”. Do kosztów dochodził program komputerowy za kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie oraz z góry narzucany asortyment, który nie ułatwiał prowadzenia rentownej sprzedaży.

Szukasz lokalu handlowego do wynajęcia? Zobacz oferty na PropertyStock.pl