- Ograniczenie handlu w niedzielę uratowało polski, drobny handel. Ci, którzy jeszcze niedawno myśleli o zamykaniu sklepów, mają wreszcie szansę na zarobek, na pracę, na normalne życie - opowiada money.pl pani Beata, która prowadzi sklep przy jednej z największych ulic w Warszawie.

W styczniu i lutym 2018 roku (czyli przed wprowadzeniem zakazu handlu) w niedzielę miała 70 - 80 klientów. Utarg wynosił nie więcej niż 1000 zł. W marcu, w pierwszą niedzielę niehandlową zrobiła 7,3 tys. zł. Prawie dziesięć razy więcej niż tydzień wcześniej. Kolejna niedziela niehandlowa? 6,4 tys. zł utargu. W kwietniu przez trzy kolejne niedziele utarg nie spadł poniżej 7 tys. zł. A w sklepie pojawiało się po 600 - 700 osób w ciągu dnia. 

Money.pl przytacza także historię pani Dominiki, która w Krakowie od 16 lat prowadzi sklep z mężem i synem. Niewielki, ok. 50 mkw. Jej pierwsza niedziela z zakazem handlu to… o 1875 proc. większy obrót. Zwykle na kasie fiskalnej nabijała nie więcej niż 800 zł. - W pierwszą niedzielę niehandlową mieliśmy utarg 15 tys. 400 zł. Do dziś pamiętam dokładnie kwotę. Ograniczenie handlu dla takich sklepikarzy jak ja, to ratunek - mówi.

Czytaj więcej w money.pl

Szukasz lokalu handlowego do wynajęcia? Zobacz oferty na PropertyStock.pl