Odido: format miejski

- Jako pierwsza w mojej rodzinie sklep prowadziła babcia, w Warszawie na Madalińskiego. Potem tata i automatycznie ja – mówi pan Rafał. Jak tłumaczy, sklepy zawsze prowadzili pod własnymi markami. Ale już od lat 90. zaczęli współpracę z Makro jako dostawcą niektórych produktów.

Kiedy pojawiła się możliwość otwarcia sklepów franczyzowych, postanowili spróbować i postawili na taki model działalności. Jak tłumaczy, w tej chwili wraz z rodziną prowadzi jeden sklep Odido w miejskim formacie i jeden sklep pod własną marką.

Lokalizacja sklepu kluczowa dla jego działania

Jak mówi pan Rafał, powodzenie sklepu zależy przede wszystkim od jego lokalizacji.

Kiedy wchodziliśmy w model franczyzowy najważniejsze było dla nas to, że Odido jest franczyzą miękką, więc nie obliguje nas do niczego. W zasadzie nie rozważaliśmy nigdy innego typu franczyzy, bo w pewien sposób ograniczałoby to nasz sposób prowadzenia biznesu

- mówi właściciel sklepu w centrum Warszawy

Oprócz tego, że rodzina pana Rafała mogła korzystać z własnego doświadczenia, które zyskała prowadząc własne sklepy, do otwarcia sklepu pod marką Odido zachęciła ich dłuższa współpraca z Makro jako hurtownią i dostarczycielem towarów.

Pandemia pomogła sklepom małoformatowym

Obydwa sklepy prowadzone przez rodzinę pana Rafała to sklepy małoformatowe. Obroty tego typu sklepów wzrosły w czasie pandemii, kiedy ludzie unikali zatłoczonych miejsc, a zakupy woleli robić koło domu.

Zwłaszcza marzec był takim okresem, kiedy na poważnie mówiło się o Covidzie. Nie było jeszcze wiadomo, jak ta pandemia będzie wyglądać, ludzie wykupowali suche produkty, wodę, czy papier toaletowy. Miesiąc do miesiąca nasze obroty wzrosły o ponad 30 proc. i ewidentnie wynikało to z tego, że klienci robili zapasy

– tłumaczy właściciel dwóch sklepów.

W czasie pandemii klienci robili zakupy większe niż zwykle, a w niektórych sklepach – nawet dużych i świetnie zaopatrzonych – półki świeciły pustkami. - Produktów u nas nie brakowało w ogóle, ale musieliśmy zostawać po godzinach, żeby uzupełniać zapasy, bo klienci wykupowali takie ilości towaru, że pod koniec dnia niektóre półki były wręcz ogołocone – przyznaje pan Rafał.

Po pandemii ważna stała się cena

- Patrząc w perspektywie ostatniego roku, klienci przywiązują teraz wagę do cen. Na pewno oglądają każdy produkt, cenę dużo bardziej niż przed pandemią i w jej trakcie. Zwracają też większą uwagę na jakość produktów i ich skład – mówi właściciel delikatesów i sklepu franczyzowego w Warszawie.

Jego obserwacje potwierdza także pan Tomasz, który dla odmiany prowadzi sklep małoformatowy na wsi - klienci zaczęli przede wszystkim patrzeć na ceny towarów i wyraźnie zaczęli oszczędzać.

Czy ludzie w czasie pandemii przekonali się do sklepów małoformatowych na tyle, żeby zostać ich klientami już po niej? – Myślę, że tak. Nasz sklep Odido jest sklepem typu traffic. Zakładamy więc, że klient, który do nas trafia, często mieszka w innej lokalizacji, a zakupy robi przy okazji przemieszczania się po mieście. Ale widzimy, że mamy też coraz więcej stałych klientów – mówi pan Rafał.

Jak tłumaczy, klienci, którym zależy na czasie, częściej korzystają z Odido, w którym jest tylko jedna kasa i małe kolejki. Osoby, które są zainteresowane większymi zakupami i nie przeszkadza im stanie w kolejce, wybierają raczej delikatesy, dlatego oferta obu sklepów prowadzonych przez pana Rafała jest komplementarna.

Odido: format familijny

Pan Tomasz prowadzi sklep Odido na wsi. - Sklep ma już 30 lat, założyła go mama, więc po jej śmierci zostałem sukcesorem i stanąłem przed dylematem, co z nim zrobić. To był mały sklep, lekko trącący myszką, w dodatku na wsi, w miejscu, w którym nie mieszkałem – mówi.

Postanowił, że poprowadzi go przez jeden sezon i sprawdzi, co się wydarzy i czy biznes jest w ogóle dochodowy. – Pojawiła się u mnie osoba z ramienia Makro, to było 10 lat temu – mówi. Od tej pory sklep funkcjonował już pod tą marką.

Sklep niedawno został odświeżony. Makro wprowadziło dwa nowe formaty sieci i odnowiono go w formacie familijnym. - Nie będę ukrywał, że po przeróbce sklepu był efekt „wow”. Oświetlenie robi super robotę, nie ma wysokich regałów, przestrzeń i świeżość jest podkreślona – mówi pan Tomasz. Zmianę zauważyli także klienci. Mimo lokalizacji "na wsi" sklep stał się bardziej nowoczesny i przyjazny dla kupujących i pracowników.

Im mniejszy sklep, tym szybsze decyzje i rotacja towaru

Jak uważa jego właściciel, największym atutem małych sklepów, prowadzonych jednoosobowo, jest fakt, że towar dociera do nich błyskawicznie, czasami nawet tego samego dnia. Nawet w czasach pandemii udawało się panu Tomaszowi uniknąć braków na półkach, bo – jak mówi – choć towary były nieco reglamentowane, mógł je po prostu zamawiać w różnych hurtowaniach, dywersyfikując sobie źródło dostaw.

Pandemia okazała się też – paradoksalnie – dobrym czasem dla sklepów małoformatowych, gdzie zakupy robi się szybciej i w mniejszym gronie klientów niż np. w dyskontach. To pomagało zachować dystans od innych osób i ograniczyć liczbę kontaktów do niezbędnego minimum. Ale także po pandemii klienci wracają do takich sklepów – z tych samych powodów: zakupy robi się szybko i zazwyczaj blisko domu. Zwłaszcza w małych miejscowościach i wsiach, gdzie sklepów jest niewiele lub są znacznie od siebie i od domów oddalone.

Odido otwarte także w niedziele

Mimo kryzysu obroty może nie spadają w wartościach, ale uwzględniając inflację - już tak. Klientów też ostatnio bywa mniej, chyba szukają przecen i okazji, zaczęli oszczędzać. Ale mogę jedynie narzekać na brak ludzi do pracy

- podkreśla właściciel "wiejskiego" sklepu.

Dużą przewagą sklepów małoformatowych jest także to, że mogą one działać w niedziele wolne od handlu. O ile za ladą i kasą stanie sam właściciel. - Sklep jest zamknięty jedynie przez 3 dni w roku, w niedzielę działamy normalnie. Jakoś sobie z tym radzę, nigdy się tym nie przejmowałem – mówi pan Tomasz.

Szukasz lokalu handlowego do wynajęcia? Zobacz oferty na PropertyStock.pl