O początku tegorocznych połowów śledzi poinformował PAP w poniedziałek Piotr Kasza z Lokalnej Grupy Rybackiej Zalew Wiślany. Dla miejscowych rybaków i ich rodzin "śledziowe żniwa" są pierwszą po zimie szansą na pracę, przynoszącą stabilne zarobki.

Według rybaków tegoroczny sezon jest opóźniony. W ostatnich latach połowy zaczynały się już pod koniec marca. Jednak od grudnia Zalew Wiślany był skuty grubą taflą lodu. Jeszcze kilka dni temu wolny od lodu był tylko mały skrawek tego zbiornika przy ujściu rzeki Pasłęki.

Śledzie wpływają do Zalewu Wiślanego na tarło wczesną wiosną, gdy woda ma temperaturę 6-8 stopni. Po złożeniu ikry wracają do Morza Bałtyckiego.

"Przy obecnej pogodzie wody Zalewu bardzo szybko się nagrzewają. Lód dopiero stopniał, ale woda ma już temperaturę 5,7 stopnia. Jeśli tak dalej pójdzie, to tarło będzie intensywne i szybkie, a to oznacza krótki sezon śledziowy" - ocenił Piotr Kasza.

Specjalne sieci na śledzie zastawia większość z 88 załóg rybackich, które wypływają na Zalew Wiślany. Najlepsze połowy notowane są we wschodniej części akwenu, tuż przy granicy z obwodem kaliningradzkim.

Rybacy z Fromborka i Pasłęki potrafią wyłowić i przewieźć jedną łodzią w ciągu doby nawet 20 ton śledzi. Ryby transportują do chłodni w Elblągu lub przetwórni w okolicach Trójmiasta, co zmusza ich do ograniczania wielkości połowów. Za kg śledzi w ubiegłym roku płacono 1,2 zł, teraz ceny sięgają 1,4-1,6 zł.

Przed rokiem rybacy znad Zalewu złowili ponad 2,2 tys. ton śledzi. Był to jeden z najlepszych sezonów połowowych. Tegoroczny limit połowu tych ryb wyznaczono na 1,7 tys. ton. Rybacy starają się w Ministerstwie Rolnictwa o zwiększenie dopuszczalnej wielkości połowów w następnych latach.