Partnerzy portalu
  • partner portalu
  • partner portalu
  • partner portalu
  • partner portalu
  • partner portalu
  • partner portalu

FRSiH 2017: Naturalność, jakość, bezpieczeństwo – trzy filary produkcji i promocji polskiej żywności

Bezpieczeństwo żywności jest najważniejsze, kontrole nie zawsze służą w dobrej sprawie, a jakość bezpośrednio wiąże się z naturalnością – to główne wnioski sesji "Naturalność, jakość, bezpieczeństwo – trzy filary produkcji i promocji polskiej żywności", która odbyła się 6 listopada 2017 r. w ramach X Forum Rynku Spożywczego i Handlu.

Sesja rozpoczęła się od prezentacji Tomasza Cwołka, dyrektora działu przemysłowych systemów IT Askom, nt. Jakości i bezpieczeństwa produkcji spożywczej dzięki Siemens MOM.

W dyskusji jako pierwszy zabrał głos poseł Marek Jakubiak. Prelegent podkreślił znaczenie małych, lokalnych firm i tradycyjnych metod produkcji żywności. – Polska stoi małym przedsiębiorstwem. Mam nadzieję, że nie odejdziemy od tradycyjnych metod produkcji żywności. To będzie atrakcja, którą za parę lat odkryje Europa – stwierdził.

Panelista odwołał się do sytuacji browarnictwa. Jak przyznał, w Polsce jest mało dużych browarów, ponieważ one ze swojego charakteru monopolizują rynek. – Całe grupy piwowarskie odsprzedawano dużym koncernom, a one optymalizowały produkcję w jednym zakładzie. Tak pozbawiono Polskę znaczącej części tradycji piwowarskiej – stwierdził.

Prezes Grupy Browary Regionalne Jakubiak podkreślił również potrzebę angażowania się przedsiębiorców w politykę. – Przedsiębiorców w Sejmie jest za mało. Nie mamy głosu przebijającego się. Wszędzie, gdzie mogę, apeluję, by przedsiębiorcy dzieli swój czas także na politykę. Jeśli Wy nie zainteresujecie się polityką, to polityka zainteresuje się Wami  – zaznaczył. Jak dodał, od połowy lat 90. przedsiębiorcy kredytują obrót handlowy w wysokości, która przekracza roczny budżet narodowy.

Kolejny głos zabrał Krzysztof Skierkowski, członek zarządu Mondelez International. Odwołał się do słów posła Jakubiaka i przekonywał, że można, będąc dużym koncernem, dbać o małe lokalne marki i na tych markach budować wielkość firmy. Dodał, że Mondelez zaczynał właśnie od takich marek. – Mamy marki, które przetrwały ponad 100 lat.Udało się to dzięki  zachowaniu jakości i bezpieczeństwu – stwierdził.

Jako przykład marki, która skorzystała pod skrzydłami koncernu, członek zarządu Mondelez podał Price Polo. – Price Polo zostało zakupione przez Mondelez w 1993 r. Wszyscy prognozowali, że zakład w Cieszynie zostanie zamknięty i nic się z tą marką dalej nie będzie działo. W 1993 r. produkcja wynosiła 3 tysiące ton. Dziś wynosi 16 tysięcy ton. Zakład znajduje się w samym centrum Cieszyna i nie możemy go rozbudować, ale w tych samych murach produkcja została zwiększona 5-krotnie – zaznaczył. Jak stwierdził, firma zawdzięcza to automatycznym liniom produkcyjnych i ujednoliceniu pewnych systemów produkcyjnych.

Jego zdaniem, aby utrzymać jakość nie potrzeba restrykcyjnej legislacji. Potrzebna jest natomiast kultura produkcji i kultury pracy codziennej. Jest to niezwykle ważne także podczas zwiększenia skali.

Członek zarządu Mondelez wypowiedział się także w kwestii podwójnych  standardów. – Inne są oczekiwania wobec czekolady w Afryce, a inne w małym butiku w Brukseli, gdzie zakładów specjalizujących się w pralinkach jest dużo. Czego innego oczekuje klient w butiku, a czego innego klient, który zechce skosztować czekolady w Afryce i nie chce, by rozpuściła mu się ona w ręku. Nie można rozmawiać na temat podwójnych standardów, nie uwzględniając, czego oczekuje konsument w danym kraju. Produkt musi spełniać oczekiwania – zaakcentował.

Podkreślał, że najważniejsze ze wszystkich standardów są bezpieczeństwo konsumenta i bezpieczeństwo żywności. Przytoczył też dane, według których co roku w Stanach Zjednoczonych na skutek zatruć żywnością umiera 5 tysięcy ludzi. W Polsce udokumentowanych zatruć żywnościowych jest 80 tysięcy. W rzeczywistości jest ich jednak znacznie więcej.  –  Jeżeli my jako przemysł spożywczy wspólnie nie będziemy współpracować na rzecz bezpieczeństwa żywności, to cały czas nasi konsumenci będą potencjalnymi ofiarami zatruć żywnościowych – przestrzegał prelegent X FRSiH.

Jego zdaniem nowo utworzone agencje kontroli nie powinny nękać zakładów wizjami lokalnymi, tylko współpracować dużo wcześniej i pracować nad tym, co można zrobić, by w danym zakładzie produkcja była bezpieczna. – Ewentualnie wizyta kontrolerów może być ostatnim etapem. Dużo wcześniej powinno się współpracować, żeby ustalić normy współdziałania. To jest współdziałanie nas wszystkich na dobro konsumenta. Jesteśmy przemysłem, z którego owoców codziennie korzysta 38 mln obywateli, w tym naszych dzieci. My powinniśmy ustalać standardy i później tych standardów przestrzegać – apelował.

Barbara Woźniak, prezes zarządu, OVOTEK Sp. z o.o.k, przedstawicielka Ferm Drobiu Woźniak, przedstawiła na przykładzie swojej działalności minusy nadmiernych kontroli. Zasugerowała również, że mogą one być narzędziem nieuczciwej walki konkurencyjnej.

– Staliśmy się ofiarą powiadomienia RASFF. Zdrowe kury zostały przekazane do uboju. Zapłacił za to konsument – stwierdziła.

Jak wskazała, problemem są też niejasne zakazy różnych państw. – Nie mogliśmy dostarczać jaj, ponieważ stwierdzono, że występuje u nas rzekomo ptasia grypa – mówiła.

Wideo: Barbara Woźniak na temat walki z czarnym PR-em jaj w wywiadzie wideo z serwisem portalspozywczy.pl

Kolejna prelegentka, Dominika Kozarzewska, prezes Grupy Producentów Owoców "Polskie Jagody" Sp. z o.o. zwróciła uwagę na potrzebę konsolidowania się producentów żywności. – Łączenie się jest potrzebne. Pozwala odpowiadać efektywnie na potrzeby rynku. Konsolidujemy się jako producenci borówki. Jesteśmy pionierami na rynku owoców i warzyw jeśli chodzi o konsolidację –powiedziała.

Prezes Grupy Producentów Owoców "Polskie Jagody" podkreśliła, że podstawą konsolidacji  są standardy jakościowe oraz bezpieczeństwo żywności.– Koncentrujemy się na standardach. Mamy wszystkie możliwe certyfikaty. Schładzamy owoce w ciągu 30 min, dzięki czemu możemy eksportować je na bardzo dalekie rynki. Sprzedajemy do 25 krajów na 4 kontynentach – wymieniła.

Zwróciła także uwagę, że dzisiejsi Millenialsi nie wiedzą, skąd pochodzi żywność. Jej zdaniem należy edukować m.in. na temat produkcji żywności ekologicznej i tłumaczyć, dlaczego kosztuje ona drożej.

Następnie głos zabrał Sławomir Chłoń, prezes zarządu Organic Farma Zdrowia. Także on zwrócił uwagę na to, że zbyt częste kontrole jakości mogą być objawem nieuczciwej walki konkurencyjnej. – Mamy permanentne kontrole w naszych sklepach, zarówno samych sklepów, jak i grup produktowych. Na te setki kontroli wyłapano raptem dwie nieprawidłowości. Zachodzi podejrzenie, że donosy są elementem walki konkurencyjnej. Przepisy i regulacje powinny być, ale dla bezpieczeństwa wszystkich konsumentów powinny równomiernie dotyczyć wszystkich, a nie tylko poszczególnych graczy na rynku – stwierdził.

Dodał jednocześnie, że bezpieczeństwo żywności ekologicznej jest bardzo dobrze uregulowane, cały system działa w Polsce sprawnie, a potencjalne próby obejścia są szybko wyłapywane. Jego zdaniem podobne przepisy powinny działać w całym łańcuchu produkcji i dystrybucji żywności.

Jak wymienił, w Polsce jest 11 jednostek kontrolnych, które zajmują się certyfikacją gospodarstw oraz wszystkich partnerów w procesie dystrybucji, a także bieżącymi kontrolami.

Przypominał również, że uzyskanie certyfikatu żywności ekologicznej wymaga czasu, pracy i nakładów: – Rolnicy muszą ponieść duże nakłady, aby produkować zgodnie z przepisami. Przejść okres przygotowawczy trwający 2-3 lata oraz bardzo pilnować całego procesu produkcyjnego Każdy po kolei (przetwórca, dystrybutor itd.) musi również zachować odpowiednie normy – tłumaczył.

Artur Dubaj, główny technolog Ambra, opowiedział, jak w praktyce wygląda proces kontroli jakości oraz czym dla niego jest "najwyższa jakość".

–  Jesteśmy zobligowani do zapewnienia standardów, przede wszystkim w zakresie bezpieczeństwa. Każdy musi mieć wdrożony system HACCP. Opracowuje się plan, przeprowadza analizę ryzyka i określa krytyczne punkty. Powstaje  system wewnętrznej kontroli procesu i produktu – mówił.

Przyznał, że system kontroli w ostatnich latach zaczyna wykraczać poza pewne ramy. W punktach gastronomicznych i handlowych  producenci idą krok dalej – sami wizytują i kontrolują dostawców surowców. Jako przykład takich działań Artur Dubaj podał reklamę producenta zup w torebkach. W spocie reklamowym przedstawiano sceny, w których z imienia i nazwiska wymieniano rolnika zajmującego się uprawą wykorzystywanego przez producenta surowca.

–  Producenci zaczynają kontrolę od dostawców surowców.  Po dostawie do zakładu uruchamia się procedura. Zazwyczaj w dziale jakości pobierane są próby do kontroli. Surowiec podlega kontrolom. W każdym zakładzie zakres czy rodzaj parametrów jest określone przez technologów. W trakcie całego procesu produkcji badania ukierunkowane są na potwierdzenie bezpieczeństwa. Cała ścieżka składa się z wielu etapów, aby na samym końcu można było odpowiedzialnie i świadomie powiedzieć, ze produkt jest bezpieczny – wymieniał Artur Dubaj.

–  Bezpieczeństwo to jednak dopiero pierwszy stopnień, którego oczekujemy – dodał. Niezwykle istotna jest jakość, która według głównego technologa Ambry wiąże się bezpośrednio z naturalnością: –  Dla mnie naturalność jest najwyższym stopniem jakości. Zawartość składnika podstawowego.  Im krótsza lista składników i im wyższa ilość substancji podstawowej, tym lepiej – powiedział.

Przyznał jednak, że konsumenci nie zawsze podzielają to zdanie i często jako najwyższej jakości uznawane są produkty zawierające różnego rodzaju dodatki. 

Pod koniec debaty Tomasz Cwołek podkreślił jeszcze raz znaczenie wdrażania systemów. Zaznaczył, że głównymi odbiorcami prezentowanych podczas debaty systemów są koncerny międzynarodowe, ale rozwiązania są elastyczne. – Zależy nam na tym, by wdrażać rozwiązania także w małych, polskich firmach. Te rozwiązania są elastyczne i pozwalają małym producentom na zapewnienie takich samych standardów kontroli jakości co dużym koncernom. Rozwiązania są skalowalne – zapewniał.

Jego zdaniem głównym problemem jest mała świadomość małych polskich firm na temat korzyści, jakie mogą im dać systemy. – Polskie firmy koncentrują na zwiększaniu mocy produkcyjnych i na twardych inwestycjach, w budynki, linie produkcyjne, maszyny, namacalne rzeczy. Ciągle jeszcze chyba mentalnie nie przeszliśmy do tego etapu, by zobaczyć ogromny potencjał systemów do zarządzania, wspomagających kontrolę jakości czy wprowadzania nowych produktów – stwierdził.

Debatę poprowadził Andrzej Balicki, Counsel, DLA Piper.

 

Bądź na bieżąco!Subskrybuj nasz newsletter
Obserwuj nas

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!