Partnerzy portalu
  • partner portalu
  • partner portalu
  • partner portalu

Bogusław Kowalski, prezes GK Graal - obszerny wywiad

Bogusław Kowalski, prezes Grupy Kapitałowej Graal, największego producenta ryb w Polsce, w rozmowie z serwisem portalspozywczy.pl zdradza plany inwestycyjne Graala związane z kolejnymi przejęciami oraz wejściem w hodowlę ryb, wyjaśnia jakie znaczenie dla branży rybnej mają zmiany w handlu, a także dlaczego szansą dla przetwórców jest dalszy dynamiczny rozwój eksportu.
  • Autor: portalspozywczy.pl
  • Data: 30-10-2015, 11:42
Bogusław Kowalski, prezes GK Graal - obszerny wywiad
Bogusław Kowalski, prezes Grupy Kapitałowej Graal. Fot. Paweł Pawłowski

Szukasz magazynu do wynajęcia. Zobacz ogłoszenia na PropertyStock.pl

Rosja nie jest tradycyjnym rynkiem zbytu dla polskich ryb. We wrześniu rozszerzyła funkcjonujące od ponad roku embargo obejmując nim także konserwy rybne. W jaki sposób można ocenić tę decyzje?

Chcąc nie chcą uczestniczymy w życiu politycznym oraz makroekonomicznym. Jesteśmy immanentną częścią tego wszystkiego, co dzieje się w gospodarce oraz polityce. Niewątpliwe te aspekty są ze sobą powiązane.

Mówiąc bardzo ogólnie sytuacja polityczna jest taka, że nie ma dobrej atmosfery do współpracy z Rosją. Ostatnio wprowadzone embargo dotyczy tylko konserw rybnych. Wcześniej ograniczenia dotyczyły już wyrobów rybnych z wyłączeniem konserw.

Latem tego roku Rosja wprowadziła embargo na konserwy rybne z innych krajów Unii Europejskiej, a konkretnie z Łotwy, Litwy oraz Estonii. Kraje Pribałtyki były wcześniej centrum produkcji na rynek rosyjski szproty wędzonej w puszkach. W związku z sytuacją polityczną, która latem miała miejsce w Estonii a związana była z likwidacją radzieckiego pomnika, wprowadzono embargo na te produkty.

W konsekwencji do Polski zgłaszały się firmy rosyjskie, które nie mogły sprowadzać już produktów z państw bałtyckich. Z tego powodu wprowadzono też embargo na nasze produkty.

Nie powinniśmy się obawiać jego konsekwencji ?

Nie. Eksport na rynek rosyjski zawsze był niewielki. Nawet przed sierpniem 2014 roku, kiedy to Rosja wprowadziła embargo na produkty z państwa zachodnich, nasza sprzedaż na tamtejszy rynek nie odgrywała większego znaczenia.

Wiąże się to z sytuacją, która miała miejsce przed paru laty, kiedy to w związku z napiętą sytuacją polityczną było bardzo trudno wysyłać produkty na rynek rosyjski. Obowiązują tam bardzo wysokie opłaty powodujące, że wysyłka produktów rybnych do Rosji była nieopłacalna. Embargo praktycznie nie dotknęło polskiej branży rybnej.

Rosja jako powód rozszerzenia embarga na konserwy rybne wskazała brak zgody polskich firm przetwórczych na przeprowadzenie kontroli w ich zakładach przez służby rosyjskie. Skąd taka decyzja przedstawicieli polskiej branży rybnej?

Nie chcemy brać udziału w grze politycznej. Nie chcemy być instrumentem, czy pionkiem, którym można rozgrywać. Uznaliśmy, że lepiej będzie, gdy zalegalizujemy to, co de facto i tak istnieje, a co mogłoby być powodem niepotrzebnych komentarzy.

Które zatem rynki z perspektywy polskiego sektora przetwórstwa ryb wydają się najbardziej perspektywiczne?

Rynki są różne dla różnych produktów. Generalnie można powiedzieć, że są to rynki europejskie, przede wszystkim zaś Unii Europejskiej. W tym przypadku są to produkty mrożone oraz chłodzone. Marynaty cieszą się popularnością przede wszystkim w północnej oraz środkowej części Starego Kontynentu. Konserwy rybne trafiają natomiast na cały świat. Poza Europą produkty te eksportujemy m.in. do Australii, Stanów Zjednoczonych, Kanady oraz Japonii.

Szansą rozwoju branży jest eksport?

Niewątpliwie. Polska jest stosunkowo niewielkim rynkiem w związku z tym, że kultura spożycia ryb nie jest jeszcze na wysokim poziomie. Konsumuje się u nasz około 13 kg ryb rocznie w przeliczeniu na osobę. Dla porównania średnia w Unii Europejskiej wynosi 22 kilogramy, nie mówiąc już o krajach, których kultura spożycia ryb jest znacznie wyższa, takich jak Portugalia, Hiszpania czy Norwegia, gdzie w przeliczeniu na mieszkańca roczne spożycie ryb wynosi od 45 do blisko 60 kilogramów.

W Polsce, pomimo iż pod względem liczby mieszkańców jesteśmy średnim państwem, spożycie ryb jest nadal niewielkie. W związku z tym rynek dla przetwórców też jest niewielki. Dla nas najlepszym rozwiązaniem jest eksport. Nie oznacza to oczywiście, że polski rynek jest nieistotny. W swojej masie i skali ma on znaczenie, stąd w naszej polityce zakładamy rozwój zarówno w Polsce, jak i sprzedaż poza granicami kraju.

Ze względu na ciągle niskie spożycie ryb w naszym kraju polski rynek nadal pozostaje perspektywiczny. Co jednak zrobić, aby Polacy jedli więcej ryb?

Musimy sobie zadać pytanie co oprócz względów stricte kulturowych, jesteśmy przecież krajem mięsnym, leży u podstaw niskiego spożycia ryb w Polsce.

Po pierwsze jest to cena. Ryby są droższe od produktów przemysłu mięsnego. Po drugie w konsumentach wciąż wyraźna jest obawa przed ościami. Ludzie nie są w stanie wyzbyć się tego strachu. Wiadomym jest, że ryby zawierają ości. Wcześniej przez długi czas przemysł nie potrafił sobie poradzić z tym problemem. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Problem ości praktycznie nie istnieje. Dzięki wysoko zaawansowanym technologiom jesteśmy w stanie w łatwy sposób pozbyć się ości. Niestety jednak mentalność konsumentów nie nadąża za tymi zmianami. Do ich percepcji nie dotarło jeszcze, że produkty rybne są bezpieczne. Nadal funkcjonuje obraz ryby obfitej w ości, co wywołuje nieprzyjemne skojarzenia, a nawet poczucie niebezpieczeństwa. Trzecim istotnym czynnikiem, jest umiejętność przyrządzenia ryb. Wielu osobom wydaje się to trudne, wbrew pozorom jest to jednak bardzo łatwe, prostsze nawet niż przyrządzanie mięsa. To właśnie trzy wskazane elementy powodują, że spożycie ryb w Polsce nadal jest niskie.

Patrząc jak się zmienia świat, w którym kierunku się rozwija, jak zmienia się świadomość konsumenta, myślę, że popularność ryb w naszym kraju będzie rosła. Świat staje się bardziej otwarty. Ludzie migrują. Polacy coraz więcej podróżują. Przyjmujemy kulturę spożywania ryb z tych krajów, w których wygląda ona zupełnie inaczej, jest na znacznie wyższym poziomie. Jednocześnie do naszego kraju przyjeżdża coraz więcej zagranicznych gości, którzy również wprowadzają pewne zwyczaje żywieniowe.
Widoczna jest moda związana ze zdrowym odżywianiem. Dziś konsumenci chcą jeść coraz zdrowsze produkty, a ryba jest przecież synonimem zdrowego żywienia. Z perspektywy spożycia ryb w naszym kraju trend ten należy oceniać bardzo pozytywnie.

Na te przeobrażenia warto także spojrzeć w kontekście bogacenia się polskiego społeczeństwa. Wystarczy spojrzeć, jaki był poziom życia Polaków dwadzieścia, piętnaście, czy nawet dziesięć lat temu, a jaki jest obecnie. Jeżeli ten trend się utrzyma, to na pewno znaczenie barier o których mówiłem będzie malało. Tym samym spożycie ryb w naszym kraju powinno rosnąć.

Wiele osób uważa, że to właśnie cena jest głównym czynnikiem hamującym spożycie ryb w naszym kraju. Konsumenci wolą kurczaka za 10 zł od łososia, za kilogram którego muszą zapłacić 40 zł?

Nie. Proszę zwrócić uwagę, że jeszcze parę lat temu łosoś był rybą dla elit. Nie każdego było stać na to żeby łososia kupić. Dzisiaj łosoś stał się rybą zupełnie powszechną. Świadczy to o tym, że jako społeczeństwo doceniamy walory ryb. Jesteśmy nawet w stanie wydać więcej pieniędzy, niż w przypadku przysłowiowego kurczaka po to, aby urozmaicić nasze menu żywieniowe oraz skorzystać z tych wszystkich niezastąpionych wartości, które dają nam ryby.

Jak zatem zmieniają się oczekiwania konsumentów w odniesieniu do produktów rybnych? Jaki główne trendy można w tej chwili dostrzec na rynku?

Zależy to od grupy wiekowej. Ostatnio przeprowadzone badania pokazały, że ludzie starsi kupują przede wszystkim rybę mrożoną, podczas gdy ludzie młodzi chętniej wybierają świeże ryby. Świadomość tego, że ryba jest „świeża” nie tylko z nazwy, lecz że jest już naprawdę świeża - posiada określone walory smakowe oraz wysoką jakość - jest na wyższym poziomie wśród młodych ludzi.

Dzisiaj możemy wydłużyć terminy przydatności do spożycia ryb świeżych wyłącznie poprzez nowe technologie pakowania, bez stosowania konserwantów. Możemy zapakować rybę stosując technologię MAP, czyli w zmodyfikowanej atmosferze, co powoduje, że zachowuje ona swoją świeżość oraz inne walory znacznie dłużej niż w przypadku standardowej sprzedaży.

Świadomość młodych konsumentów faktycznie jest wyższa, stąd może skłonność do zakupu ryb świeżych jest w ich przypadku większa niż w starszych grupach wiekowych. Jest to na pewno trend, który będzie nadawał ton sprzedaży i konsumpcji ryb w Polsce. Będziemy zmierzać w kierunku większego wykorzystania ryb świeżych, ryb łatwych do przyrządzenia w domu, a także częściowo lub w całości gotowych do spożycia.

Łosoś jest tutaj dobrym przykładem ponieważ jest rybą, którą można łatwo przygotować. Nie ma ości, można go z powodzeniem i bez większego problemu przyrządzić w domu – usmażyć, ugotować, upiec – albo też spożyć w zupełnie innej, gotowej postaci na przykład łososia wędzonego na zimno bądź na gorąco.

Większa świadomość konsumentów oraz ich zróżnicowanie stanowi także wyzwanie dla całej branży rybnej, w tym również dla Graala. Poszczególni odbiorcy mają różne gusta. W większym stopniu stają się indywidualistami. Oferta musi być zdywersyfikowana, tak aby trafiała w oczekiwania wielu grup.

Oczywiście. Pomimo tego, że jesteśmy największą firmą rybną w Polsce cały czas zwiększamy naszą sprzedaż, co nie jest łatwe. Jeżeli ktoś jest liderem rynku, to każdy procent więcej w sprzedaży stanowi określony, duży wolumen. Pomimo tego każdego roku nasza sprzedaż rośnie od 10 do 20 proc. Jest to stosunkowo dużo, zwłaszcza gdy uwzględnimy ciągłą stagnacje spożycia ryb w Polsce.

To pokazuje pewien obraz strategii, którą obraliśmy. Z jednej strony patrzymy na to, co się dzieje na rynku. Naszą misją jest jednak jego zmienianie. Staramy się kierunkować sposoby zachowania, czy preferencje zakupowe konsumentów.

Bardzo istotne jest to, aby nasze produkty były bezpieczne i spełniały pewne standardy. W tym kierunku zmierza świat. Wytwarzanie bezpiecznych produktów jest kluczowym czynnikiem. Wiąże się to z bardzo dużymi inwestycjami. Wymaga najnowocześniejszych technologii oraz zastosowania urządzeń, które na etapie produkcji będą w stanie wyeliminować produkty stwarzające pewne zagrożenie. Są to miliony złotych wydane na badania oraz maszyny i urządzenia. Żeby konkurować nie tylko w Polsce, ale także na rynku światowym musimy spełniać najwyższe standardy, bez których nie mielibyśmy najmniejszych szans na rozwój.

Ryba świeża, najczęściej pakowana w zmodyfikowanej atmosferze oraz wyroby przetworzone, gotowe do spożycia jakimi są na przykład konserwy rybne, a także ryba wędzona. Są to główne segmenty, w których dostrzegam znaczące perspektywy rozwoju.

Gusta konsumentów zmieniają się także jeżeli chodzi o popularność poszczególnych gatunków ryb. Gwałtowanie rośnie spożycie łososia, spada natomiast konsumpcja tradycyjnego w Polsce śledzia. Możemy już dzisiaj mówić w naszym kraju o kryzysie śledzia?

Nie nazwałbym tego kryzysem śledzia. Nie tyle zmieniają się preferencje konsumentów w stosunku do poszczególnych gatunków ryb. To rynek stwarza większe możliwości dokonywania wyboru. Doskonale pamiętamy czasy, gdy śledź dominował na polskim rynku, ale wynikało to z faktu, że nie było tak szerokiej oferty z jaką mamy do czynienia dzisiaj.

Przyczyn tego zjawiska jest kilka. Warto wskazać dwie podstawowe. Po pierwsze ze względu na położenie naszego kraju ograniczona była dostępności poszczególnych gatunków ryb. Po drugie społeczeństwo było uboższe, a śledź był rybą odpowiednią na każdą kieszeń.

W ostatnich latach obserwujemy gwałtowne przeobrażenia rynku. Oferta staje bogata, zmieniają się oczekiwania konsumentów, którzy stają się bardziej świadomi i wymagający. Jest to naturalny czynnik wpływający na wzrost lub spadek spożycia niektórych gatunków ryb. Konsumpcja ryb w naszym kraju cały czas utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie, jednak w ciągu najbliższych lat powinna stopniowo wzrastać. Dostrzec możemy fluktuacje w przypadku poszczególnych gatunków ryb. Spożycie śledzia nie będzie się gwałtownie zwiększało, ale w przypadku innych gatunków ryb będziemy obserwować dynamiczne wzrosty konsumpcji. Spowoduje to, że procentowy udział śledzia będzie stopniowo spadał.

Śledź jest podstawowym surowcem w segmencie ryb marynowanych. Spadek jego spożycia wynika także ze spadku popularności marynat rybnych. Możemy dostrzec odwrót szczególnie młodszej części społeczeństwa nie tyle od pewnych gatunków ryb, ile od smaków. Śledź jest bardzo dobrą rybą, zdrową oraz smaczną, jednak duży wolumen w jego przetwórstwie stanowią coraz mniej popularne marynaty.

Szeroka oferta produktów rybnych to szansa dla przetwórstwa ryb w Polsce, czy raczej zagrożenie związane z dużą konkurencją, trudnościami z zaistnieniem na półce sklepowej, a także koniecznością ciągłego szukania innowacji asortymentowych?

Jest to duża szansa dla tych firm, których strategią jest wzrost poprzez inwestycje, stały rozwój swoich produktów. Z drugiej strony jest to istotna bariera dla mniejszych przedsiębiorstw, które będą zmuszone szukać wyłącznie nisz rynkowych. Taka sytuacja ma miejsce w krajach zachodnich, gdzie funkcjonuje 2-3 dużych graczy oraz kilku niszowych producentów.

Nowy produkt wiąże się z nową technologią. Ciągle nie doceniamy segmentu rynku, który jest bardzo ważny nie tylko dla branży rybnej, ale dla całego przetwórstwa. Chodzi tutaj o segment opakowań. Technologia pakowania produktów zmienia się bardzo szybko i gwałtownie. Pieniądze zainwestowane dzisiaj już za dwa, trzy lata mogą okazać się niewystarczające, co wynika z tempa obserwowanych zmian. Coś co jeszcze kilka lat temu było przez rynek akceptowane jako opakowanie, obecnie nie znajduje szerszego zastosowania.

Poczynione dotychczas inwestycje były oczywiście konieczne, ale trzeba znaleźć kolejne fundusze, aby nie zostać w tyle za konkurencją. Jest to widoczne przede wszystkim właśnie w opakowaniach. Duży wpływ na wygląd opakowań ma rozwój sieci dyskontowych. To ten segment rynku detalicznego kreuje sposób pakowania produktów spożywczych. Wymusza to na przetwórcach dodatkowe nakłady przeznaczane na inwestycje w technologie, ale także na sposób zaprezentowania produktu konsumentom. Warto dodać, że koncentracja na rynku detalicznym leży u podstaw zmian na rynku producentów.

Przy tak dużej koncentracji rynkowej z jaką mamy obecnie do czynienia mały przedsiębiorca, czy mała firma przetwórcza nie mają możliwości zaopatrzenia całego rynku. Wiąże się to z poczuciem bezpieczeństwa wśród detalistów. Nasi odbiorcy mają świadomość, że produkty muszą być bezpieczne przez cały okres przydatności do spożycia. Z tego wynikają audyty oraz stała kontrola jakości produktów.

Można sobie wyobrazić co by się działo, gdyby rynek dostawców był mocno rozdrobniony, a jakaś sieć handlowa miała w danym segmencie przykładowo 50 współpracujących firm przetwórczych. Zapanowanie nad bezpieczeństwem produktu oraz dostaw byłoby niemożliwe. Bezpieczeństwo to także stałe inwestowanie.

Bez kolejnych inwestycji dalszy rozwój branży rybnej w Polsce będzie niemożliwy?

To nie ulega najmniejszej wątpliwości. Polskie przetwórstwo ryb dokonało dużego skoku dzięki znaczącym inwestycjom poczynionym po wejściu do Unii Europejskiej. Najnowsza unijna perspektywa finansowa jest ostatnią, w której tak duże środki europejskie popłyną do naszego kraju. Jest to olbrzymia szansa, ale także wyzwanie. Pojawia się bowiem pytanie co dalej? Znam wiele firm z branży rybnej, które mają nowoczesne zakłady, dobrze umaszynowione, ale z powodu różnych ograniczeń mają problemy ze sprzedażą swoich produktów. Wynika to przykładowo z braku odpowiednich rozwiązań technologicznych, koniecznych środków obrotowych, czy generalnie umiejętności poruszania się we współczesnym świecie.

Problemem nie jest wybudowanie zakładu oraz zakupienie dobrych maszyn, zwłaszcza jeżeli dostaje się na ten cel pokaźne dotacje unijne. Jest to stosunkowo łatwe. Problemy pojawiają się później. Zakłady oraz maszyny trzeba utrzymać. To kosztuje. Przetwórcy muszą też spełniać kryteria, których oczekuje od nich rynek. Stąd właśnie tak duże przetasowania na polskim rynku. Jest wiele firm, które znikają. Świat ciągle idzie do przodu i o tym nie można zapominać.

Firmy nie potrafią sobie poradzić z wyzwaniami, które są przecież zmienne a nie stałe. Inwestycje poczynione dzisiaj nie są dane raz na zawsze. Stanowią przewagę konkurencyjną, ale tylko przez pewien czas. Dalsze inwestycje są nieodzowne.

Polska branża rybna jest zróżnicowana. Większości firm nie stać na to, aby być obecnym w wszystkich głównych segmentach. Graal jednak skutecznie rozwija się w każdym z nich.

To prawda. Przetwórstwo rybne dzieli się na cztery segmenty całej branży rybnej w Polsce. Są to konserwy rybne, marynaty, ryby wędzone oraz ryby świeże i mrożone. Każdy z tych segmentów ma swoją własną specyfikę, głównie poprzez technologię produkcji, ale też logistykę, cały sposób przechowywania oraz przewożenia ryb. Mrożonki trzeba transportować w zupełnie inny sposób. Jak sama nazwa wskazuje w formie zamrożonej. Marynaty są to produkty chłodzone, a konserwy - to tak zwane produkty suche, czyli nie wymagające stosowania specjalnych temperatur. To wszystko bardzo różnicuje całą branżę rybną. Mówiąc o całej branży musimy wejść w poszczególne segmenty.

W Polsce, za wyjątkiem Graala, nie ma firm, które działają we wszystkich segmentach branży rybnej. Nie bez powodu. Zróżnicowanie poszczególnych segmentów jest tak duże i istotne, że bardzo ciężko prowadzić każdy z nich. Nie oznacza to jednak, że jest to nieopłacalne. Ze względu na występowanie obszarów wspólnych dla poszczególnych segmentów możliwe jest osiągnięcie pewnych synergii. Przykładowo wspólne jest źródło surowców. Wspólnym obszarem jest także sprzedaż oraz szereg działów administracyjnych typu księgowość, technologie, czy dział utrzymania ruchu. Są to te obszary, które mogą być wspólne, co oczywiście wykorzystujemy.

Trudno jest pogodzić wszystkie segmenty ze sobą. Potwierdzają to doświadczenia rynkowe wielu firm. Było kilka prób łączenia poszczególnych segmentów. Przykładowo Seko, specjalizujące się w produkcji marynat, chciało kupić Wilbo, czyli firmę nastawioną przede wszystkim na mrożonki oraz konserwy rybne. Zakończyło się to niepowodzeniem. Podobnie zresztą jak zakup przez Wilbo spółki Proryb. Tworzy to obraz trudności związanych z funkcjonowaniem na polskim rynku. Nie oznacza to, iż łączenie segmentów nie jest opłacalne. Oczywiście jest ono opłacalne, jednak bardzo trudne do wykorzystania.

Jakie udziały rynkowe ma Graal w poszczególnych segmentach branży rybnej? Który z segmentów jest w tej chwili kluczowy dla Państwa działalności?

W konserwach rybnych mamy zdecydowaną przewagę. Posiadamy 38 proc. udziałów rynkowych, podczas gdy nasz największy konkurent zaledwie 11 proc. Udziały pozostałych firm nie przekraczają 10 proc. Dystans dzielący nas od konkurencji jest naprawdę ogromny. Wynika to po części z faktu, że zaczynaliśmy od konserw rybnych, co nie oznacza, że to konserwy stanowią dzisiaj największy wolumen naszej sprzedaży.

Największy wolumen stanowią razem ryby świeże oraz wędzone. W przypadku produktów świeżych trudno mówić o marce, gdyż często są to produkty nieoznaczone brandem. Nie przeprowadza się tu nawet badań rynkowych, ponieważ ciągle jest to zbyt płytki rynek. Niemniej w tym segmencie także jesteśmy zdecydowanym liderem. Cały czas umacniamy naszą pozycję między innymi poprzez ciągłe inwestycje w maszyny i urządzenia. Nieprzerwanie spoglądamy do przodu, staramy się przewidzieć to, co będzie się działo nawet nie za rok, ale za pięć lat. W tym kierunku zmierzają wszystkie nasze inwestycje. Z tego też powodu w przypadku ryb świeżych zamierzamy zdobyć podobną pozycję do tej, którą zajmujemy w konserwach. Chcemy, aby nasza przewaga nad konkurencją była równie wysoka. Nieprzypadkowo znaczące środki finansowe inwestujemy w rozwój właśnie tych produktów.

Z odmienną sytuacją mamy do czynienia w przypadku marynat, których spożycie z różnych powodów maleje. Są to produkty znane niemal wyłącznie w północnej oraz wschodniej Europie. Na południu oraz zachodzie Starego Kontynentu, za wyjątkiem Niemiec oraz częściowo Holandii, jest to produkt zupełnie nieznany, czy wręcz nieakceptowany. Przez migracje ludności ten niszowy, specyficzny tylko dla wybranych krajów produkt, umiera niejako śmiercią naturalną. Drugim powodem jest to, że ludzie mają już inne preferencje smakowe. Nie chcą jeść ostrych, mocnych produktów często w zalewach octowych. Chętniej sięgają po produkty uważane za bardziej nowoczesne. W związku z obserwowanymi przeobrażeniami nie będziemy mocno inwestowali w segment marynat rybnych. Oczywiście nie oznacza to, że zdecydujemy się na całkowitą rezygnację z ich produkcji. Jest to dla nas nadal duże wyzwanie. Chcemy zachować istotną pozycję w marynatach, niemniej perspektywy ich rozwoju są znacząco niższe niż pozostałych produktów.

Bardzo istotnym segmentem w naszej działalności są ryby wędzone. Od pewnego czasu obserwujemy tutaj dywersyfikację jeżeli chodzi o wykorzystanie poszczególnych gatunków ryb. W przyszłości mniej będzie się sprzedawało makreli wędzonej, wzrośnie natomiast sprzedaż innych ryb. Swoją pozycję będzie wzmacniał łosoś. Już teraz coraz lepiej sprzedają się wędzone mieczniki, tuńczyki a także pstrągi. Pojawiają i na pewno nadal będą pojawiać się nowe gatunki ryb, które dotychczas nie były w Polsce znane a są bardzo dobre. Segment ryb wędzonych jest bardzo perspektywiczny, jednak spotyka się z dość dużymi barierami konkurencyjnymi.

Jakie to są bariery?

Przykładowo wędzony łosoś jest drogim produktem, który wymaga zaangażowania ogromnych środków obrotowych. Warto pamiętać o tym, że nowe technologie są na bardzo wysokim poziomie, a ich wdrożenie wiąże się z zakupem drogich maszyn. Nie wszystkich będzie stać na to żeby zainwestować kilka czy kilkanaście milionów złotych rocznie w maszyny i urządzenia.

Wspomniane technologie są związane z bezpieczeństwem produktu, ale także z wydajnościami. W przypadku drogich ryb wydajność jest bardzo istotna. Każdy procent wydajności więcej ma swoją istotną wagę i przekłada się w bezpośredni sposób na opłacalność produkcji. Z tego też powodu celem rozwoju technologii jest zwiększanie wydajności, gdyż finalnie obniża to cenę produktu na rynku i czyni go bardziej konkurencyjnym. Kto nie będzie inwestował w maszyny i urządzenia na pewno nie będzie w stanie utrzymać się na rynku.

Jeszcze kilka lat temu mówiło się o tym, że czas konserw rybnych bezpowrotnie przemija. Stają się mniej popularne, a znaczenie całego segmentu będzie systematycznie spadało. Okazało się jednak, że opinie te się nie potwierdziły.

Kilka lat temu faktycznie pojawiały się wątpliwości, co do perspektyw dla segmentu konserw. Wynikało to z faktu, iż konserwy rybne były postrzegane jako produkty tanie oraz słabe jakościowo. Rynek poszedł jednak w zupełnie innym kierunku. Dzisiaj przyrządzenie konserw rybnych, sposób doboru składników oraz wykorzystywane sosy stoją na wysokim poziomie. Są bardzo dobre. Konsument bez żadnych obaw kupuje konserwy, tym bardziej, że wbrew nieco niefortunnej nazwie, konserwa rybna nie zawiera konserwantów. Jest konserwowana wyłącznie termicznie. Tak jak kiedyś nasze babcie robiły kompoty, tak teraz produkuje się konserwy rybne. Jest to dokładnie ta sama technologia z tą jednak różnicą, że wykorzystuje się ją w sposób przemysłowy.

Na sukces konserw wpływają także inne elementy. Chodzi tu o bezpieczeństwo produktu, a także jego powtarzalność, która w przypadku przetworów rybnych jest niezwykle trudna do osiągnięcia. Ryba w zależności od sezonu i od miejsca połowu ma różny poziom tłuszczów. W tej samej rybie poziom tłuszczu się zmienia. To właśnie tłuszcz ma wpływ na smak. Żeby zachować pewną powtarzalność smaku musimy stosować różne wysoko zaawansowane technologie. Już samo zbadanie zawartości tłuszczy nie jest łatwe i wymaga zaangażowania sporych środków finansowych. Poprzez zastosowanie różnych technologii jesteśmy w stanie utrzymać taki sam, powtarzalny smak. Konsument, który kupuje jakiś produkt wybiera go między innym ze względu na określone walory smakowe. Szybko się do nich przyzwyczaja, dlatego przez cały czas, 365 dni w roku nasze produkty muszą smakować dokładnie tak samo.

Graal z dobrym skutkiem produkuje także dania obiadowe.

W produkcji dań obiadowych startowaliśmy kilka lat temu z niskiej pozycji, by obecnie osiągnąć trzecie miejsce na rynku w Polsce. Wzrost sprzedaży w firmie produkującej dania obiadowe to nawet 50-60 proc. w skali roku. Potrafiliśmy wykorzystać naszą wiedze i umiejętności z innych obszarów oraz przenieść je na grunt związany z produkcją dań obiadowych. Dzięki umiejętności obniżenia kosztów przy zachowaniu poziomu jakości, stworzyliśmy gamę produktów, które łączą relatywnie niską ceną oraz bardzo dobrą jakość. Nasze wyroby zostały bardzo dobrze przyjęte przez rynek a konsumenci szybko zdecydowali się na ponowny zakup produktów naszej marki. Zobaczyli, że nie są one drogie, są tańsze niż przynajmniej część produktów konkurencji, a jednocześnie charakteryzują się wyższą jakością. To legło u podstaw dobrych wyników w kategorii dań gotowych. Nadal dostrzegamy znaczące perspektywy jej rozwoju, dlatego zamierzamy dalej inwestować w ten segment naszej produkcji.

Jak wpływ na branżę rybną ma sytuacja na rynku surowcowym?

Ceny surowców oczywiście mają ogromny wpływ na cenę wyrobu gotowego, a co za tym idzie także na wielkość popytu. Istotnym jest, aby w dłuższym okresie nie przekroczyć pewnej bariery cenowej, ponieważ konsument po prostu odejdzie od pewnej grupy produktów. Później będzie trudno wrócić na podobny poziom sprzedaży.

Dobrym przykładem jest tuńczyk. Cena surowca dłużej niż rok utrzymywała się na bardzo wysokim poziomie w granicach 2,3 – 2,5 tys. dolarów za tonę. Wcześniej ceny były o około tysiąc dolarów niższe i wahały się od 1,3 do 1,5 tys. dolarów. Skok cenowy był bardzo duży i odbył się w stosunkowo krótkim czasie. Później przez długi okres ta wysoka cena była utrzymana. Efektem było zmniejszenie zapotrzebowania na światowym rynku. Popyt na tuńczyka zmalał, szczególnie na rynkach amerykańskim oraz europejskim, właśnie ze względu na przekroczenie pewnej bariery cenowej akceptowanej przez konsumenta. Jeżeli nałożymy na to trudną sytuację polityczną na Bliskim Wschodzie, który jest trzecim bardzo istotnym rynkiem dla konserw z tuńczyka, to mamy obraz tego, do czego mogą prowadzić zawirowania na rynku surowców.

Na trzech ogromnych rynkach z różnych powodów, politycznych - tak jak na Bliskim Wschodzie, czy przekroczenia bariery cenowej, tak jak w Europie i Ameryce, spożycie tuńczyka gwałtownie spadło. Dzisiaj pomimo niższych cen surowca popyt wcale nie wzrósł. Producenci tuńczyka zmagają się z ogromnymi problemami ponieważ mają moce produkcyjne, które są wykorzystywane w niewielkim zakresie. Produkcja się obniża. Ze względu na niską cenę surowca także firmy połowowe mają poważne problemy z tuńczykiem. Wszystko to jest konsekwencją przekroczenia pewnej granicy cenowej w dłuższym czasie. Konsument zdążył już zauważyć i przyzwyczaić się do tego, że tuńczyk jest drogi. Z tego powodu przerzucił się na inne produkty. Do tuńczyka wcale chętnie nie wraca.

Z inną sytuacją mamy do czynienia na rynku łososia, gdzie cena surowca ma jeszcze większy wpływ na cenę wyrobu gotowego. W przypadku łososia aż 80 proc. kosztów wytworzenia produktów pochłania cena surowca. Tylko 20 proc. to koszty związane z przygotowaniem produktu finalnego. Nie możemy zapominać, że łosoś jest poddany spekulacji cenowej. Norwegia totalnie zdominowała produkcję łososia. Odpowiada za ponad 60 proc. jego światowej produkcji. To właśnie ta koncentracja sprzyja różnego rodzaju działaniom o charakterze spekulacyjnym. Cena łososia ulega znaczącym wahaniom w stosunkowo krótkich odstępach czasu. W przeciągu dwóch miesięcy kilogram tej ryby może kosztować powyżej 6 euro, spaść do 4 – 4,5 euro, a następnie ponownie zdrożeć i przekroczyć granicę 5 euro. Wahania cen w granicach 30 – 40 proc. w dużym stopniu wpływają na koszty wytworzenia, a także wyniki firm zajmujących się przetwórstwem łososia. Jest to istotna bariera, gdyż nie wszystkich stać na to, aby w okresach wzrostu cen surowca pozwolić sobie na straty. Bywały takie okresy, ostatnio w 2013 roku, gdzie wszyscy producenci łososia wędzonego mieli ogromne straty. W pierwszym półroczu 2013 r. Morpol, który był jeszcze wtedy notowany na giełdzie, w zaledwie sześć miesięcy odnotował stratę w wysokości prawie 50 mln euro.

Czy istnieje możliwość przynajmniej częściowego uniezależnienia się od sytuacji na rynkach surowcowych ?

Pewne uniezależnienie się jest niewątpliwe czymś dobrym. Szansę na to dostrzegam w inwestycję w akwakulturę. Dzięki niej możemy w większym stopniu zapanować nad sytuacją surowcową. W tym kierunku zmierza także nasz strategia.

Graal chce zainwestować w akwakulturę po to właśnie, aby w pewnym sensie uniezależnić się od wahnięć cenowych. Jesteśmy nastawieni na produkcję ekologiczną. Dbamy o to żeby rynek rybny był zrównoważony. Chcemy, aby nasze produkty były utożsamiane ze zrównoważonym rybołówstwem, a także etycznym biznesem, co w przypadku branży rybnej jest niezwykle istotne.

Dużo dyskutuje się na temat przełowienia poszczególnych gatunków ryb, a także wprowadzania kwot połowowych. Potrzebne są w tym względnie dobre praktyki i rozsądna polityka wielu państw na świecie. Wszystko to ma wpływ także na położenie nas, przetwórców. Nasza firma kupuje surowiec tylko ze sprawdzonych źródeł, w przypadku których mamy pewność, że nie dochodzi do różnego rodzaju negatywnych zjawisk.

Jak zaawansowane są przygotowania do wejścia w hodowlę ryb? Kiedy możemy spodziewać się konkretnych decyzji?

Jesteśmy na etapie prowadzenia rozmów z hodowcami. Mogę powiedzieć, że niektóre z nich są bardzo zaawansowane. Na razie nie możemy jednak mówić o jakiejś perspektywie czasowej. Sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie. Ewentualna transakcja jest uzależniona od ceny surowca. Koszty zakupu farmy rosną, gdy cena surowca jest wysoka. Jest to bardzo korzystne dla hodowców. Gdy cena surowca spada, spadają także ceny farm. Musimy dobrać odpowiedni moment zakupu.

Jakie gatunki ryb chcecie hodować?

Chcemy zainwestować w farmy pstrąga oraz łososia. Naturalnie farm łososia szukamy w innych krajach. Hodowla pstrąga możliwa jest w Polsce. Obecnie nie możemy jeszcze zdradzać zbyt wielu szczegółów.

Jaki może być koszt takich inwestycji?

Farmy pstrąga są nieporównywalnie tańsze od farm łososi ponieważ kosztują w granicach kilku milionów złotych. Zakup farmy łososia to koszt rzędu 100 milionów złotych. Dysproporcje cenowe są bardzo duże.

Decyzja o wejściu przez Graala w hodowlę może być przełomowa dla branży. Myśli Pan, że inne polskie firmy będą podążały waszym śladem?

Trudno mi komentować strategie innych firm. Jednak znaczącą barierą dla wielu z nich może być zarówno kapitał, jak i wystarczająca wiedza. Niemniej nie ulega wątpliwości, że integracja pionowa w tym obszarze może przynieść wiele synergii.

Zajmijmy się na chwilę handlem. W jaki sposób sieci handlowe wpływają na sytuację w branży przetwórstwa ryb? Firmy przetwórcze odczuwają presję z ich strony?

Dzięki naszemu doświadczeniu, wielkości ale także podejściu do handlu mamy pozytywne doświadczenia we wzajemnych relacjach z sieciami. Dla Graala współpraca z handlem to partnerstwo, wzajemne zrozumienie i szacunek oraz otwarcie na potrzeby. Kiedy zrozumienie jest na wysokim poziomie, gdy firma ma argumenty do tego żeby bronić swojej pozycji i wykazać słuszność swojego zdania, ale z drugiej strony rozumie potrzeby rynku i zna aktualne tendencje rynkowe, to ta współpraca naprawdę może się układać bardzo dobrze. Jest to korzystne dla obu stron. Wzrost naszej sprzedaży jest dowodem na to, że potrafimy, chcemy i możemy współpracować z handlem.

Oczywiście nie wykorzystujemy naszej pozycji do tego by wywierać wpływ na sieci abyśmy mogli drożej sprzedawać nasze produkty. My też musimy się dostosować do warunków rynkowych. To właśnie rynek jest dla nas wyznacznikiem. Nasza firma idzie jednak w kierunku pokazywania handlowi walorów czegoś nowego, czegoś co nie musi być wcale najtańsze, ale ma szereg innych czynników decydujących o zakupie. Jest to na pewno jakość i bezpieczeństwo produktu, stabilność, zaufanie do produktu ale też do producenta czy marki. Są to te elementy, na bazie których budujemy naszą strategię oraz przyszłość.
Cena jest bardzo ważna, musimy przecież odpowiadać na oczekiwania rynkowe. Nie jest jednak najważniejszym czynnikiem determinującym wielkość sprzedaży.

Jaki jest udział handlu tradycyjnego oraz handlu nowoczesnego w strukturze sprzedaży Graala?

Kanał nowoczesny to 60 proc. naszej sprzedaży, a do kanału tradycyjnego sprzedajemy 40 proc.. Struktura jest wiec podobna do trendów występujących na całym naszym rynku. Mówię tu tylko o proporcjach sprzedaży na rynku krajowym. Oprócz tego wiele wyrobów eksportujemy poza nasze granice. Na dzień dzisiejszy jest to 30 proc. naszej całej produkcji, ale z roku na rok udział eksportu znacząco rośnie.

W jaki sposób można ocenić rozwój produktów private label w Polsce? Jeszcze kilka lat temu produkty występujące pod marką własną sieci handlowych kojarzyły się przede wszystkim z niższą ceną, ale też z gorszą jakością w stosunku do produktów brandowych. Obecnie to podejście się zmieniło.

Zdecydowanie taki sposób postrzegania marek własnych sieci handlowych mamy już za sobą. Wiele firm stosujących politykę najniższej ceny kosztem jakości już nie istniej na polskim rynku. Dzisiaj nikt nie może sobie pozwolić na to, aby marka własna była utożsamiana z niską jakością i to pomimo stosunkowo niskiej ceny. Wręcz przeciwnie. Jakość jest ważniejsza od niskiej ceny. Produkty private label w Polsce wcale nie są najtańsze. Nie oznacza to, że w przypadku marek własnych stosunek jakości do ceny nie jest korzystny. Oczywiście jest on bardzo korzystny. Obecnie marki własne charakteryzują się bardzo wysoką jakością w relatywnie dobrej cenie. W tym kierunku zmierzają praktycznie wszyscy. Graal także uczestniczy w tej tendencji, która jest przecież wywołana przez rynek. To konsument decyduje o tym, co chce kupić. Jeszcze dziesięć lat temu to cena była najważniejszym czynnikiem, przez co jakość nie była już tak istotna. Rynek się zmienia. Ewoluuje. Konsument nie oczekuje wcale najniższej ceny za produkt byle jaki. Chce raczej kupić produkt bardzo dobry jakościowo w przystępnej cenie.

Czy zawsze da się to połączyć ?

Do tego dążymy. Naturalnie nie może być tak, że cena jest najniższa a jakość najwyższa. Tych dwóch skrajności nie można połączyć. Zapewnienie wysokiej jakości produktu oraz atrakcyjnej ceny nie jest łatwe. Ma na to wpływ szereg czynników, a w przypadku Graala jest to wszystko to, co stanowi nasze przewagi konkurencyjne.

Po pierwsze jest to synergia w zakupach. Poprzez swoją skalę potrafimy uzyskiwać bardzo dobre ceny surowców, często niemożliwe do uzyskania przez naszą konkurencję. Po drugie technologia oraz dział badań i rozwoju. W ten obszar inwestujemy bardzo duże środki. Stale wprowadzamy nowości, szukamy nisz rynkowych. Konsument chciałby od czasu do czasu otrzymać coś nowego. Współcześni konsumenci szukają atrakcyjności, produktów które będą pewnym urozmaiceniem. Jest to oczywiście dla nas wyzwanie. Staramy się podążać za oczekiwaniami konsumentów, a nawet w pewnym stopniu je kreować, dlatego musimy znaczące środki przeznaczać na badania i funkcjonowanie działu rozwoju produktów.

Graal ma pozycję unikalną w branży rybnej. Działamy w czterech głównych segmentach tej branży. Posiadamy kilka firm, których działy technologii ze sobą współpracują. Wiedza uzyskana w jednym z działów jest automatycznie wykorzystywana w całej grupie. Wymiana doświadczeń pomiędzy technologami również wpływa na to, że możemy zachować bardzo dobrą jakość i przy tym obniżyć koszty produkcji.

Ciągłe szukanie nowości, poszukiwanie wyzwań jest ryzykowne bo wiąże się z wysokimi kosztami finansowymi. Na początku trzeba wyłożyć znaczące środki. W przypadku bardzo dużej organizacji szukanie oszczędności w każdym miejscu przynosi także pewne efekty synergii. Obrazowo mówiąc w przypadku małej firmy oszczędności będą niewielkie. W dużej firmie w tych samych obszarach, takie same działania przekładają się na naprawdę duże pieniądze. Takich miejsc powstawania kosztów w dużej firmie są tysiące. Dostrzeganie tego i umiejętność kontroli to klucz do sukcesu. Suma drobnych kosztów zazwyczaj jest bardzo wysoka. Zapanowanie nad nimi daje w efekcie możliwość wytworzenia produktu o bardzo wysokiej jakości, a przy tym w bardzo dobrej cenie.

Wszystkie wymienione czynniki na samym końcu decydują o tym, że założona strategia przynosi efekty. Jej realizacja jest bardzo trudna. Cały czas trzeba pracować na bardzo wysokich obrotach. Nawet na chwilę nie możemy sobie odpuścić. O tym też decyduje pewna kultura pracy, to co się nazywa misją. System wartości istniejący firmie nie może być spisany wyłącznie na papierze. O tym musi wiedzieć każdy pracownik, na każdym poziomie. Wszyscy muszą utożsamiać się z misją firmy. Wiedzieć, w którym kierunku zmierzamy, co jest dla nas istotne i w jaki sposób chcemy to osiągnąć. W dużym stopniu wiąże się to z etyką biznesu i systemem wartości każdego człowieka.

Marki własne będą się dalej rozwijały?

W ostatnich latach rozwój marek własnych był znaczący i szybki. Nadal mamy do czynienia z ich rozwojem, jednak nie jest on tak dynamiczny jak jeszcze kilka lat temu.

W przypadku marek własnych możemy wskazać plusy i minusy ich funkcjonowania. Przykładowo mówi się o przywiązaniu klienta do brandów, czy możliwości reklamowania produktów markowych. Konsument musi mieć możliwość wyboru. Nie można go aż tak mocno nakierowywać. Niemniej marki własne są i niewątpliwe dalej będą. Ciężko będzie przetrwać na rynku tym producentom, którzy nie chcą się pogodzić z takim stanem rzeczy.

Firmom takim jak chociażby Graal zależy jednak także na rozwoju produktów brandowych.

Oczywiście. Generalnie możemy wyróżnić dwie drogi realizacji celów biznesowych. Z jednej strony jest to inwestowanie w bardzo silną markę i budowanie na jej bazie swojej pozycji rynkowej. Odmiennym sposobem jest maksymalne cięcie kosztów i nastawienie się na produkcję marek własnych. Chodzi tu o produkowanie możliwie najtańszych wyrobów, oczywiście przy zachowaniu określonej jakości. Oba modele mogą prowadzić do sukcesu i realizacji celów biznesowych.

Graal jest trochę inną firmą. Jako jedyni w Polsce konsolidujemy rynek rybny. Jednocześnie realizujemy oba wskazane modele biznesu – mocno współpracujemy z sieciami handlowymi w zakresie marek własnych, ale z drugiej strony budujemy pozycję rynkową w oparciu o nasze brandy. Jest to trudne, ale możliwe do pogodzenia.

Wielu przedstawicieli branży skarży się, że sieci handlowe oczekują od producentów ryb podpisywania długoterminowych kontraktów, co jest dla nich niekorzystne ze względu na dynamiczną sytuację na rynku surowcowym. Problem ten jest nadal odczuwalny?

Każdy z graczy rynkowych chce dla siebie ugrać jak najwięcej. Wytwórcy zawsze będą dążyli do tego żeby posiadać określone środki. Mogą je przeznaczyć na inwestycje, na zapasy surowców, ale także chociażby na wypłatę dywidendy. Po drugiej stronie jest rynek, który także rządzi się swoimi prawami. Nie ma tutaj próżni, w której każdy arbitralnie może ustalać długoterminowo ceny produktów. To konkurencja rynkowa determinuje sposób działalności. Te wszystkie czynniki wspólnie wpływają na efekt końcowy.

Potrafimy dawać sobie radę z kontraktami długoterminowymi, ponieważ takie same umowy możemy również zawierać z dostawcami surowców. Musimy wręcz gromadzić pewien zapas niektórych surowców rybnych, choćby ze względu na ich sezonowość. Jest to kosztowne pod względem zaangażowania środków własnych, ale w dłużej perspektywie może przynosić korzyści. Nas po prostu na to stać. Ponadto ze względu na skalę naszej działalności kupujemy bardzo duże ilość surowca. Jesteśmy więc atrakcyjnym partnerem dla każdego dostawcy. Możemy podpisywać kontrakty długoterminowe, dzięki czemu mamy gwarancję ceny w długim okresie czasu, bez względu na sytuację na rynkach surowcowych. Uniezależniamy się od pewnych zjawisk, na co nie mogą sobie pozwolić mniejsze firmy.

Z roku na rok Graal dynamicznie się rozwija. Ze względu na wielkość firmy oraz jej pozycję rynkową trudno sobie wyobrazić, aby tak dobre wyniki mogły być notowane cały czas. Na pewno zadawał Pan sobie pytanie, co dalej.

Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że zachowanie dwucyfrowego rocznego przyrostu przez kilka lat będzie niezwykle trudne. W pewnym momencie nastąpi naturalne spowolnienie. Mamy tego świadomość oraz pokorę, dzięki której nie poprzestajemy na sukcesach. Cały czas czujemy konkurencję. Moja polityka zakłada istnienie konkurencji, która jest ważnym motorem i stymulacją wzrostu. Gdyby nie było konkurencji, to presja na to żeby być lepszym nie byłaby aż taka duża. Pomimo tego, że jesteśmy liderem w poszczególnych segmentach branży rybnej, to nadal mamy szacunek dla naszej konkurencji. Wiemy, że taka sytuacja, gdzie mamy 15-20 procentowe przyrosty sprzedaży nie musi trwać wiecznie. Z tego powodu ciągle szukamy innowacji, przewag konkurencyjnych oraz nowych rozwiązań. Szukamy też, z dużym sukcesem, nowych rynków zbytu poza granicami naszego kraju. Tu widzimy duży potencjał wzrostowy.

Jakiś czas temu wspomniał Pan, że celem Graala jest osiągnięcie 1 mld złotych przychodu. W ubiegłym roku wasze przychody przekroczyły 860 mln zł. Czy osiągnięcie zakładanego celu jest możliwe poprzez dalszy rozwój organiczny?

Jest to realne, chociaż nie jest to cel sam w sobie. 1 mld złotych przychodu to pewnego rodzaju bariera psychologiczna, jednak przekroczenie tej granicy nie jest dla mnie najważniejsze. Przyznam nawet, że w ogóle się tym nie kierujemy. Wykonujemy pewne zadania, realizujemy założone cele, z myślą o rozwoju całej grupy. Nie robimy nic za wszelką cenę. Gdybym chciał, aby Graal osiągnął 1 mld złotych przychodu to naprawdę zrobilibyśmy to bez większych problemów. Wystarczyłoby obniżyć cenę naszych wybranych produktów w tych obszarach, w których pozycję rynkową zdobywa się poprzez wygrywanie przetargów. Takich rynków jest dużo, szczególnie Europie Zachodniej. W takiej sytuacji wystarczyłoby wygrać jeden duży przetarg i granicę miliarda złotych przekroczylibyśmy bez najmniejszego problemu. Oczywiście moglibyśmy to osiągnąć kosztem albo dużego ryzyka, albo obniżenia rentowności, ale to nie jest nasz cel.

Jesteśmy notowani na Giełdzie Papierów Wartościowych. Musimy zachować zasady ładu korporacyjnego. Graal musi być firmą transparentną, proekologiczną, ale także dbającą o interesy swoich akcjonariuszy. Dla akcjonariuszy najważniejszy jest zysk, który w największym stopniu ma wpływ na cenę akcji. Nie możemy o tym zapominać. Z tego powodu planując działania musimy zachować zdrowy rozsądek oraz rozważać co jest dla nas najważniejsze.

Gdy mówiłem kilka lat temu o naszym celu w postaci osiągnięcia przychodów w wysokości 1 mld złotych spodziewałem się, że konieczne będą dalsze akwizycje, że nie będzie to możliwe poprzez rozwój organiczny. Życie zweryfikowało to założenie. W ubiegłym roku nasze przychody zbliżyły się do zakładanej granicy, co udało się osiągnąć właśnie poprzez rozwój organiczny. Jeszcze 3 – 4 lata temu wydawało się to niezwykle trudne. Poprzez konsekwentną realizację naszej strategii, dzięki wychodzeniu naprzeciw oczekiwaniom rynkowym, a nawet ich kreowaniu, wypracowaliśmy model biznesowy, który się sprawdza.

Z drugiej strony rozwój organiczny może nie być wystarczający. Chcemy nadal umacniać naszą pozycję rynkową, dlatego też raczej nieodzowne wydają się dalsze akwizycje.

Światowe statystyki pokazują, że potrzeba około 3 lat do tego, aby skutecznie zintegrować daną firmę z całą grupą. My w ciągu trzech lat, od 2005 do 2008 roku kupiliśmy 8 spółek. Ogromnym wysiłkiem było dla nas zbudowanie jednej sprawnie działającej organizacji. Robiliśmy to na żywym organizmie. Trzeba było nadążać za wymaganiami rynkowymi, a z drugiej strony tworzyć grupę dającą silne podstawy bezpieczeństwa oraz bazę do dalszego rozwoju.

Proces budowania i reorganizacji grupy zajął nam sporo czasu. W ciągu trzech lat przeprowadziliśmy transakcje, dalsze cztery lata to integracja i reorganizacja wewnętrzna. Każda spółka, którą kupiliśmy miała własny styl, sposób zarzadzania. Inną kulturę organizacyjną oraz sposób patrzenia na rynek. Część z tych firm miała długą tradycję, przez co zmiana organizacji a przede wszystkim mentalności ludzi była długim i żmudnym procesem.

Chcieliśmy, aby każdy pracownik poczuł się odpowiedzialny nie tylko za zakład w którym pracuje, ale żeby patrzył na rozwój całej grupy. Chodziło o to, aby czuł się częścią zespołu w dużo większym obszarze niż tylko jedno przedsiębiorstwo. Polega to na udzielaniu pomocy w tych samych obszarach, ale w różnych firmach. Udało nam się coś takiego stworzyć. Mamy zespoły, których członkowie współpracują ze sobą, pracują na tym samym polu, ale w różnych spółkach. Organizowane są cykliczne spotkania, a nasi pracownicy wymieniają się doświadczeniami oraz rozwiązują wspólnie problemy.

Przeprowadzamy także wzajemne audyty i sprawdzamy, czy poszczególne obszary w poszczególnych zakładach Grupy wymagają poprawy. Tego typu audyty nie odbywają się na takiej zasadzie, że ktoś musi coś ukrywać. Wszyscy doskonale wiedzą, że odbywa się to z korzyścią dla nas, dla rozwoju całej grupy.
Udało nam się stworzyć zespół ludzi, którzy mają jeden cel. Dzisiaj możemy powiedzieć, że jesteśmy gotowi do dalszego rozwoju. Każdego roku zwiększamy nasze obroty. Najlepsze rezultaty osiągamy jednak od momentu zakończenia procesu budowy jednej zwartej Grupy Kapitałowej, czyli od roku 2012. Budowanie świadomości i kultury firmy jest najważniejszym czynnikiem decydującym o rozwoju. Niemożliwym jest permanentne i szybkie rozwijanie się tylko w sposób organiczny, więc dziś jesteśmy dużo bardziej przygotowani do tego, żeby kupić kolejne firmy. Chodzi tutaj tak o przygotowanie organizacyjne, jak i personalnie, co jest równie istotne. Podejmując różne strategiczne decyzje, musiałem być pewny, że spełnimy oczekiwania rynku. Nie pozwoliłbym sobie na rozwój nie mając pewności, że sprostamy tym oczekiwaniom. Nie chcę, aby Graal był efemerydą, kometą, która wystartuje i potem szybko zgaśnie. Staram się patrzeć długofalowo. Z perspektywy Zarządu patrzę nie tylko na najbliższą przyszłośc, ale przede wszystkim na to, co będzie za pięć-dziesięć lat.

W ciągu ostatnich kilku lat byliśmy mocno skoncentrowani na budowaniu silnej organizacji. Dzisiaj dojrzeliśmy do tego żeby zrobić następny duży krok. Dlatego nie ukrywam, że jesteśmy gotowi do kolejnych akwizycji.

Graal chce dalej konsolidować polską branżę rybną, czy interesują Pana firmy zagraniczne?

Interesują nas firmy zarówno w Polsce, jak i za granicą, jednak na rynku krajowym osiągnęliśmy już bardzo dużo. Kolejne przejęcia nie stworzą dla nas tak znaczącej wartości dodanej. Dlatego też dziś prowadzimy rozmowy z firmami zagranicznymi, konkretnie z Europy Zachodniej. Takie przejęcia pozwolą nam na realizację naszego celu strategicznego, którym jest rozwój eksportu.
Kupując jakąś firmę nie możemy się tylko jej przyglądać. Muszą tam też być nasi eksperci od zarządzania, którzy doprowadzą do rzeczywistego połączenia z całą grupą. Firma musi pasować do naszej strategii, naszej kultury, tak aby uzyskać jak najwięcej synergii. To nie może być jakiś satelita zupełnie oderwany od całości.

Kiedy zatem możemy się spodziewać kolejnych przejęć? W tym roku jest to już raczej niemożliwe.

Nie, w tym roku jest już zbyt późno na zamknięcie transakcji. Zbliża się ponadto sezon w branży rybnej, w związku z czym będziemy zbyt zaabsorbowani tym, aby sprostać oczekiwaniom rynkowym. Tak naprawdę obecnie trudno powiedzieć kiedy nastąpi kolejne przejęcie. Dzisiaj nie jesteśmy aż tak zdeterminowani jaki kiedyś, kiedy naszym celem było uzyskanie wiodącej pozycji we wszystkich segmentach branży rybnej.

Kolejne przejęcia są możliwe już w przyszłym roku. Nie mówimy tutaj o wstępnym etapie rozmów. Negocjacje są w toku i mogę powiedzieć, że są zaawansowane. Odbyliśmy już wiele spotkań. Oczywiście rozmowy nie są łatwe. Nie chcemy popełnić żadnego błędu, dlatego wolimy dłużej rozmawiać. Pozwoli to znaczy – dobrze i dokładnie poznać potencjalne firmy, które możemy przejmować. Niezbędna jest też w takich przypadkach pewnego rodzaju chemia. Chodzi o to, aby wszystko pasowało do naszej wizji, naszego systemu wartości, ale także spełniało nasze potrzeby.

W latach 2005-2008 celem, który nam przyświecał była pozycja lidera bądź jednego z wiodących graczy we wszystkich czterech segmentach branży rybnej. Ten cel strategiczny udało nam się osiągnąć. Zaistnieliśmy we wszystkich segmentach, stąd tak dużo akwizycji w tak krótkim czasie. Oczywiście mogliśmy budować rynek także organicznie, poprzez zakładanie nowych fabryk, ale ten model biznesu wymaga jednak długiego czasu, nawet kilkunastu lat do tego żeby osiągnąć znaczącą pozycję rynkową.
Prościej jest kupić firmę, która już posiada określone udziały rynkowe i możliwości produkcyjne. Tak też uczyniliśmy. Jest to oczywiście dużo bardziej niebezpieczne zważywszy na fakt, że 70 proc. akwizycji na świcie kończy się niepowodzeniem. Ryzyko akwirowania jest ogromne. Nam jednak, dzięki tytanicznej pracy całego zespołu ludzi, udało się zakończyć wszystkie przejęcia w sposób pozytywny. W naszym przypadku było to o tyle łatwe, że podejmowane działania od razu przynosiły określone rezultaty. Rozwijaliśmy się, widząc jednocześnie jak rosną nasze udziały rynkowe, jak dużo zmienia się wewnątrz firmy. Każdy dostrzegał efekty swojej pracy. To budujące.

Jakiego rodzaju firmy znajdują się w kręgu zainteresowań Graala? Chcecie przejąć firmę produkcyjną, czy może dystrybucyjną?

W tej chwili prowadzimy rozmowy z firmami produkcyjnymi, które też posiadają określone udziały rynkowe. Jest to połączenie możliwości produkcyjnych z rynkowymi. Dostrzegamy możliwość wprowadzenia w przejmowanych podmiotach naszych rozwiązań, które są już sprawdzone. Oczywiście nie wszędzie będzie to możliwe. Musimy brać pod uwagę uwarunkowania rynkowe. Przykładowo na Zachodzie są znacząco wyższe wynagrodzenia. Dużo jeżdżę po świecie, oglądam także zakłady produkcyjne. Widzę, które rozwiązania oraz technologie stosowane przez nas możemy tam wprowadzić, ale jednocześnie staram się dostrzec co możemy zaadoptować do pozostałych firm w grupie. Owa synergia jest w tego typu transakcjach wartością dodaną. Oprócz tego, że zdobywamy rynek, to przecież zyskujemy także kapitał ludzki, często wybitnych fachowców, którzy mogą przenieść swoją wiedzę do już istniejących zakładów. W dalszej perspektywie ograniczamy także koszty. Na początku trzeba znaleźć fundusze na przeprowadzenie transakcji. Gdy jednak pewne obszary są wspólne dla kilku zakładów to koszty znacząco spadają.

Przy akwirowaniu bierzemy to wszystko pod uwagę. Oczywiście zdobywamy rynek, zwiększamy możliwości produkcyjne oraz sprzedażowe, ale także zyskujemy pewnego rodzaju wartość dodaną, która finalnie wpływa na zdobywanie przewag konkurencyjnych.

Nie mamy takiej presji jak kiedyś żeby zaistnieć na każdym rynku. Chcemy bardziej selektywnie dobierać te firmy, które będą pasowały do naszego modelu biznesu i do naszej strategii. Nowe akwizycje będą bardziej ukierunkowane. Graal, jako firma matka nie musi już kupować kolejnej spółki. Planujemy, że w przyszłości to jedna ze spółek wchodząca w skład naszej grupy kapitałowej działająca w danym segmencie rynku będzie kupowała spółkę właśnie z tego segmentu.

Tak zatem Koral zajmie się akwizycjami jeżeli chodzi o łososia, a Graal przejęciami firm z segmentu konserw rybnych. Chodzi o pewną specjalizację, koncentrację na określonych segmentach rynku.

Wspomniane farmy łososia będzie przejmował Koral?

Tak, w przypadku Korala mówimy z pewnością o hodowli łososia. Dzisiaj jesteśmy już po inwestycji w rozwój możliwości produkcyjnych. Koral posiada dwie fabryki. Do ubiegłego roku działała tylko jedna fabryka, której moce produkcyjne były w pełni wykorzystywane. W roku 2008, kiedy kupiliśmy Korala była to zupełnie nowa fabryka łososia wędzonego, wybudowana zaledwie rok przed naszą akwizycją. Moce produkcyjne wykorzystywane były w zaledwie 20 proc., przy czym park maszynowy był znacznie uboższy niż w chwili obecnej. Obroty w tym segmencie wynosiły wtedy zaledwie 20 mln złotych. W roku 2014 odnotowaliśmy obroty przekraczające 400 mln złotych. W ciągu 6 lat, które minęły od przejęcia Korala, zwiększyliśmy sprzedaż aż dwudziestokrotnie. Wiązało się to z całkowitym wykorzystaniem mocy produkcyjnych w tym miejscu. Aby dalej się rozwijać, mieliśmy do wyboru dwie drogi. Zastanawialiśmy się nad wybudowaniem nowej hali produkcyjnej, tuż obok już istniejącej. Prowadziliśmy nawet rozmowy z właścicielem sąsiednich nieruchomości. Budowanie od podstaw nowej hali wiązałoby się jednak z bardzo dużą inwestycją, której skutki byłoby odwleczone w czasie. Jednocześnie pojawiało się ryzyko związane z koncentracją dużej ilości osób w jednym miejscu. Mówi się, że w Polsce jest bezrobocie, jednak często po prostu brakuje ludzi do pracy. Oficjalne dane podawane przez Główny Urząd Statystyczny nie zawsze znajdują potwierdzenie w rzeczywistości.

Drugą możliwością było wykorzystanie firmy już istniejącej i działającej w ramach grupy. W toku prowadzonych akwizycji w naszym portfelu znalazło się wiele nieruchomości. Niektóre spółki posiadały przykładowo dwa, a nawet trzy obiekty. postanowiliśmy więc wykorzystać coś, co już istnieje. W związku z tym zamknęliśmy produkcję marynat w największym polskim zakładzie przetwórstwa rybnego SuperFish. Było to rozwiązanie optymalne ze względu na spadek sprzedaży marynat rybnych w naszym kraju. W fabryce tej rozpoczęliśmy produkcję łososia. Było tam pełne zaplecze potrzebne do procesu produkcji, urządzenia, chłodzona hala produkcyjna, chłodnie w których można przechowywać surowiec oraz gotowe wyroby. Inwestując stosunkowo niewiele pieniędzy mogliśmy w bardzo krótkim czasie rozpocząć produkcję najpierw łososia świeżego oraz mrożonego, a później także ryb wędzonych.
Obecnie moce produkcyjne są trzy razy większe niż rok temu. Z tego powodu, w przypadku Korala nie ma konieczność rozbudowy czy akwirowania firm na terenie Polski w celu dalszego zwiększania dostępnych mocy produkcyjnych. Koral jest zainteresowany zakupem farm. W tym kierunku będziemy podążać.

Jeżeli chodzi o inne możliwe akwizycje, to myślimy o zakupie producenta ryb świeżych i wędzonych w jednym z krajów Europy Zachodniej. Pozwoli nam to zaistnieć na tamtejszym rynku. Nie musi to być bardzo duża firma. Jesteśmy bardziej zainteresowani rozwojem istniejącej firmy niż kupowaniem lidera rynkowego. Chcemy wykorzystać posiadane doświadczenie oraz wiedzę i przenieść je na jeden z tamtejszych rynków.

Czy bezpieczniejszym rozwiązaniem nie byłby zakup firmy dystrybucyjnej, która pomogłaby Graalowi mocniej zaistnieć na rynku docelowym, a dopiero później wejście w produkcję ?

Taki model rozwoju także jest możliwy. To wszystko zależy od kraju, otoczenia rynkowego w którym mielibyśmy się pojawić. Nie mówimy tutaj o rozwoju tylko na jednym z rynków zachodnich. Wszystko jest otwarte. Każdy kraj ma inną specyfikę. Europa to duży i bardzo zróżnicowany kontynent. Być może na jakimś rynku zakupimy firmę dystrybucyjną, na innym otworzymy nasze biuro bez przejmowania podmiotów miejscowych, a w jeszcze innym kraju przejmiemy producenta i uruchomimy produkcję. Wiele zależy od możliwości, uwarunkowań, a przede wszystkim od zainteresowania drugiej strony. W tej sytuacji praktycznie niemożliwym jest, aby założyć sobie jakiś jeden konkretny model działania i tylko w ten sposób go realizować. Ewentualne przejęcia w Europie Zachodniej nie zależą wyłącznie od nas.

Jak w tej chwili wygląda wykorzystanie mocy produkcyjnych w GK Graal? Wiele firm ciągle ma z tym niemałe problemy.

Wiele firm w naszej branży boryka się z problemem niewykorzystanych mocy produkcyjnych. Jest to bardzo niebezpieczne zjawisko, ponieważ koszty ponoszone w tym obszarze są ogromne i muszą mieć wpływ na finalną cenę wszystkich wytwarzanych wyrobów, a to powoduje, że ich oferty nie są atrakcyjne. W naszej grupie kładziemy duży nacisk na optymalizację inwestycji, które muszą iść w parze wraz ze wzrostem sprzedaży. Dziś w skali całej grupy nasze możliwości produkcyjne wykorzystane są w około 80 proc. W ostatnich latach znacząco zwiększyliśmy nasze moce poprzez zakup wysokowydajnych i zaawansowanych technologicznie maszyn i urządzeń. Jest to element naszej polityki. Każdego roku inwestujemy w ten obszar od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych. Sukcesywnie modernizujemy i zwiększamy nasz park maszynowy, w zależności oczywiście od potrzeb rynkowych, zmieniających się technologii, czy innowacji, które wciąż wprowadzamy. Nie jest to tylko kwestia planów, czy zamierzeń, lecz nasza codzienna działalność – taka jest nasza strategia. Praktycznie każdego miesiąca kupujemy jakieś urządzenia.

Graal mocno inwestuje w rozwój oferty asortymentowej. Czy konsumenci mogą się spodziewać kolejnych nowości?

Słuszną okazała się strategia, którą przyjęliśmy i konsekwentnie realizujemy. Cały czas inwestujemy w kilka obszarów: bezpieczeństwo, jakość i powtarzalność produktów oraz innowacyjność. Każdego roku w całej grupie inwestujemy w te obszary od kilkunastu do ponad 20 milionów złotych. Zakładamy zachowanie tego poziomu inwestycji.

Bardzo mocno stawiamy na rozwój produktów. Posiadamy własne laboratoria, które są bardzo dobrze wyposażone, a także ludzi doskonale czujących smaki oraz potrafiących tworzyć nowe produkty. Opracowując innowacje asortymentowe trzeba spełniać warunki technologiczne, które są opisane w specyfikacji produktu, ale także właściwości organoleptyczne, czyli potocznie mówiąc - smakowe. Na pewno dalej będziemy rozwijać naszą ofertę. Nie jest to kwestia jednego produktu, ale tak jak chociażby w przypadku naszej nowości Salatino - całej grupy produktów w konserwach rybnych.

Powstanie gamy produktów Salatino jest naszą odpowiedzią na zmieniający się rynek. Chcemy kreować pewne tendencje, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom przede wszystkim młodszej części naszego społeczeństwa. Młodzi ludzie są w permanentnym biegu. Nie mają zbyt dużo czasu, aby przygotować sobie posiłek, a jednocześnie chcą jeść zdrową żywność. Linia Salatino jest stworzona właśnie z myślą o nich. Każdy może otworzyć puszkę i nie tylko zaspokoić swoje zapotrzebowanie energetyczne, ale także spróbować czegoś nowego, smacznego. Stąd zaoferowaliśmy intrygujące połączenia smakowe, które powinny przypaść do gustu konsumentom.

Nie zamierzamy na tym poprzestać. Za jakiś czas, za rok, być może dwa, pojawi się potrzeba wymyślenia czegoś nowego, zmiany smaków. Ciągle szukamy pewnych nisz, w których chcemy także zaistnieć. Przyświecało nam to, gdy wprowadzaliśmy linię produktów rybnych dla dzieci - Graalki. Produkty zostały tak stworzone, aby sprostać oczekiwaniom i gustom smakowym najmłodszych, a przy tym zachować walory zdrowotne ryb. Tym bardziej, że wiemy jak ważnym składnikiem menu, szczególnie dla dzieci, jest ryba. Musimy nauczyć nasze dzieci jeść ryby, ale aby to zrobić, musimy zaoferować im coś, co mocno przypadnie im do gustu, o co będą prosić swoich rodziców. Linia produktów fit była natomiast odpowiedzią na zapotrzebowanie tej części społeczeństwa, dla której najważniejsza jest dieta uboga w tłuszcze, a jednocześnie smaczna. Ważne jest też to, że produkty o których mówię, nie zawierają konserwantów. Ryba kojarzy się ze zdrowiem i zdrowym żywieniem. Naszym celem jest aktywne włączenie się w propagowanie takiego stylu życia.

Chcemy nie tylko odpowiadać na oczekiwania rynkowe, ale chcemy kreować pewne tendencje, zachowania oraz zapotrzebowanie. Jeszcze w tym roku planujemy zaskoczyć rynek nowym produktem z segmentu ryb wędzonych. Cały projekt związany jest z maszyną, której w Polsce jeszcze nikt nie posiada. Jesteśmy już po zakończeniu negocjacji. Maszyna jest teraz specjalnie dla nas przygotowywana. Pod koniec tego roku będziemy gotowi rozpocząć produkcję.

 

 

 

 

Dalsza część artykułu jest dostępna dla subskrybentów Strefy Premium PortaluSpożywczego.pl lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie

Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum
  • Obserwator 2015-10-30 17:06:23

    Pan Kowalski nie da się ukryć WIELKIM biznesmenem, strategiem i pionierem z tym jak się mówi konsolidacji branży rybne. Jednak sądzę że zbyt buńczucznie podchodzi do tematu pozycji LIDERA. Panie Kowalski takie bałwochwalstwo nie popłaca. Zobaczymy co pokażecie ? Konserwy nr.1, wędzone nr.1, marynaty nr.1 mrożone i świeże nr.1 we wszystkim jesteście numer jeden a oprócz konserw i trochę łososi Was nie widać. Coś tu nie gra. Ale niech Wam się wiedzie jak najlepiej. Pamiętajcie jednak o buńczuczności i aby nie przesadzić z propagandą sukcesu.

    Odpowiedz
  • Techn. Przetw. Rybnego 2015-11-16 12:58:56

    Z wypowiedzia p.Kowalskiego zgadzam sie tylkow tym kontekscie w ktorym mowi: i tu cytuje“Chcąc nie chcą uczestniczymy w życiu politycznym oraz makroekonomicznym. Jesteśmy immanentną częścią tego wszystkiego, co dzieje się w gospodarce oraz polityce. Niewątpliwe te aspekty... itd“ To, ze embargo, tu rosyjskie nie spowoduje zadnych reperkusji w przemysle przetworczym nie zgadzam sie. Juz sewego czasu wczesniej twierdzil to samo jedna z najbardziej znanych osob w polskim przetworstwie rybnym. A potem nastapily nawolywania i apele jednego z ministrow w Polsce ktory nawolywal „kupujcie polskiego szprota” a w domysle dodam: bo rosjanie objeli go embargiem. Jaka wiec jest relacja miedzy tym co twierdzi p. Kowalski a rzeczywistoscia rynku ? Panie Kowalski, Rosja jest zbyt duzym rynkiem aby nie miala wplywu na to co dzieje sie na innych rynkach innych krajow. Do tego Rosja jest wschodnim sasiadem Polsi i jak zapewne wie pan od zarania dziejow znaczacym partnerem habdlowym dla Polski. W tym kontekscie chce pan powiedziec, ze Rosjanie nic nie znacza ? Wiele lat jezdzilem miedzy innymi do Rosji i krajow rosyjsko jezycznych zabiegajac o to aby kupowali u nas. Znam dobrze ten rynek, jego chlonnos, zapotrzebowania i ogromny potencjal. Twierdzenia tego typu, ze nam nie zaszkodza, obedziemy sie bez nich itp. sa dyletanckie i niezbyt dobrze swiadcza o prezesie badz co badz jednego z wiekszych zakladow Produkcyjnych w PL ktory do tego chce pelnic wiodaca role w Polskim Przemysle Przetworstwa Rybnego. Pisalem kiedys o „KACZCE” i „ORLE”. Wydaje mi sie w kontekscie wypowiedzi p. Kowalskiego, ze niestety jest on „kaczka” ktora nie jest w stanie w szerokim tegio slowa znaczeniu objac caloksztaltu relacji na rynkach miezynarodowych.... A szkoda, bo od kogos pretendujacego do czolowki busines’u wymagalo by sie czegos innego. W moich oczach takie wypowiedzi dyskredytuja go jako kogos kto moze na ten temat mowic. No ale coz, .... jest jak jest. W zasadzie to „wkurza” mnie takie ignorandzwo” bo swiadczy o tym, ze ktos tam nie dorosl do tego co zamierza robic i swa osoba nie reprezentuje piastowanego stanowiska. Pamietajmy o tym, ze Rosja jest olbrzymim rynkiem zbytu, rynkiem ktory duzo chlonie i dynamicznie rozwija sie i ktory ma i z pewnoscia bedzie mial duzy wplyw na swiecie na to co dzieje sie nie tylko na rynkach przetworstwa spozywczego ale i w innych dziedzinach gospodarki i polityka. Powiedzianmo przeciez tu, ze polityka i gospodarka powiazane sa ze soba i nie mozna jednego od drugiego oddzielac.... Warto zatem miec rynek ten jako sojusznika a nie wypinac sie na niego i powiadac „bez was tez damy rade” Wielu bylo takich ktorzy tak mowili i mowia a teraz wzywaja o pomoc.

    Odpowiedz

Powiązane tematy:

Partner serwisu
  • partner portalu
Masz pytania? Napisz!
premium@portalspozywczy.pl
subskrybuj portalspozywczy.pl

Portal Spożywczy: polub nas na Facebooku



Obserwuj Portal Spożywczy na Twitterze


NEWSLETTER

Zamów newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami naszego portalu.
Bądź na bieżąco!Subskrybuj nasz newsletter
Obserwuj nas

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do odwołania zgody oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem.

W dowolnym czasie możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej.

Jeśli zgadzasz się na wykorzystanie technologii plików cookies wystarczy kliknąć poniższy przycisk „Przejdź do serwisu”.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!