Partnerzy portalu
  • partner portalu
  • partner portalu
  • partner portalu

Branża mięsna w sieci wyzwań na FRSiH 2021

  • Autor: Adam Tubilewicz
  • Data: 16-11-2021, 08:05
Pandemia, grypa ptaków, ASF, brexit i inflacja - to główne czynniki determinujące kondycję branży mięsnej w 2021 roku. Jak te wyzwania wpływają na strategie rynkowych liderów? Rozmawialiśmy o tym podczas sesji "Mięso w sieci wyzwań" na Forum Rynku Spożywczego i Handlu 2021.
Branża mięsna w sieci wyzwań na FRSiH 2021
Uczestnicy sesji "Mięso w sieci wyzwań" podczas Forum Rynku Spożywczego i Handlu 2021. fot. PTWP

Czego konsument oczekuje dziś od mięsa?

Debatę poprzedziła rozmowa z Jurkiem Sobieniakiem, szefem kuchni, technologiem, restauratorem i pasjonatem kuchni. 

- Czego konsument oczekuje dziś od mięsa? Z perspektywy osoby, która prowadzi trzy restauracje, które odwiedza 1500 osób dziennie, na pewno oczekuje jakości. To szerokie pojęcie. Mieliśmy w menu danie "mięso po polsku": policzki wieprzowe, puree ziemniaczane i buraki marynowane - jedna z trzech najlepiej sprzedających się pozycji. Uznaliśmy, że pójdziemy z trendem na "zdrowe jedzenie" i zamieniliśmy ziemniaki na kaszę: paloną grykę. Po kwartale okazało się, że sprzedażowo danie spadło z trzeciego na 12 miejsce. Tak więc o trendzie na jakość i zdrowe odżywianie dużo się mówi, a realny efekt jest jaki jest - dodał.

Sobieniak uważa, że konsument szuka obecnie jakości, ale też ceny.

- Mamy z tym problem, bo wszystko idzie do góry i produkt stanie się trzecią wartością. Nie będzie najdroższy i to nie on będzie dyktował cenę. Cenę produktu będzie determinować po pierwsze praca, po drugie sposób jej wykonania, a następnie...działania naszego rządu. Konsument szuka autentyczności w produkcie i jakości, natomiast dzisiaj to nie ja dyktuję trend. Robią to osoby trzecie: trendsetterzy i youtuberzy. W efekcie za chwilę jak powiem, że lubię kiełbasę śląską z musztardą to będzie wstyd. A bigos? A dobry schabowy? 

Sobieniak przyznał, że odpowiedzią na ten trend jest środek: fleksitarianizm.

- Moglibyśmy się zastanowić nad skutkami naszych decyzji. Ok, nie będę jadł mięsa, a więc ludzie przestają pracować, nie ma transportu. Tak robię ja, a tymczasem 15-16 latek dostaje informację, że nie powinien jeść mięsa i nikt nie mówi czemu nie powinien i co się z tym wiąże. Życie nie jest czarno-białe. Wychowujemy kolejne pokolenia i to do nich trzeba dotrzeć. Czy wiecie, że mięso jest również dobrym prebiotykiem? Że bulion długo gotowany w okresie jesienno-zimowym służy zdrowiu? Ilu mamy trendsetterów, którzy o tym mówią? Ja mam program w telewizji i parę osób, które go oglądają nam wtóruje, a inni ludzie publicznie mówią głupoty i nikt tego nie weryfikuje. Kto odpowiada za to, że na rynku kupić można steki drobiowe - nie ma czegoś takiego! albo 8-9 odmian kiełbasy śląskiej, która w dodatku jest zrobiona z dodatkiem mięsa drobiowego? Powinny być spisy, jeśli ich nie ma to zróbmy i napiszmy, bo niedługo żurek zamiast z butelki będzie z torebki i tak to będą pamiętać nasze dzieci. Dziś musimy uczyć ludzi na nowo jedzenia mięsa. Zaczynamy na minusie i sytuacji, w której ludzie nie jedzą mięsa, bo przestaje być to trendy - podsumował.

Polskie drobiarstwo. Krajobraz po pandemii

Po rozmowie z Jurkiem Sobieniakiem rozpoczęliśmy debatę. O aktualnych wyzwaniach dla sektora drobiarskiego opowiedziała Katarzyna Gawrońska, dyrektor generalna Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz. 

- Sytuację na rynku determinują dwa tzw. czarne łabędzie: Pierwszy to pandemia, przez którą straciliśmy rynek europejski. Wysoki stopień uzależnienia drobiarstwa od eksportu spowodował, że  automatycznie zostaliśmy zblokowani z uwagi na niski poziom elastyczności w porównaniu do naszej konkurencji globalnej. Nie byliśmy w stanie zareagować zmniejszeniem produkcji i z perspektywy makro z pandemią poradziliśmy sobie fatalnie ponosząc duże straty. Nawet jeśli gdzieś próbowaliśmy wypychać towar i utrzymaliśmy poziomy wolumenów z lat ubiegłych, ponosiliśmy straty finansowe. Branża poniosła straty w eksporcie na poziomie 1 mld zł. W skali mikro różnie to wyglądało. Odbiorcą polskiego eksportu drobiu jest głównie Horeca, a więc surowiec o niskiej cenie i dobrej jakości do dalszego przetworzenia, sprzedawany przez hurtowników - dodała.

Gawrońska zaznaczyła, że po pandemii polska branża drobiarska strzepnęła z siebie popiół i działa dalej.

- Pokazują to wyniki wolumenowe i wartościowe eksportu. Drugi czynnik to grypa ptaków. Może to zabrzmi kontrowersyjnie, ale my od samego początku uważaliśmy, że mimo tak ogromnej skali rynek szybko sobie z tym poradzi. Przez dwa miesiące ceny skupu rosły, ale szybko zostało to odbudowane i prognozy, że ceny mięsa będą rosły do rekordowych historycznie poziomów okazały się nieprawdą. Ciągle borykamy się z nadpodażą produkcji, co we wciąż nienormalnych warunkach będzie skutkować kiepskimi cenami - dodała.

W ocenie dyrektor generalnej KIPDiP najważniejszym wyzwaniem dla polskiego drobiarstwa jest brexit.

- Jest to czynnik długoterminowy, który nie będzie wybuchał jak grypa ptaków. Brexit będzie nas powoli i systematycznie podgryzał. Wielka Brytania to nasz drugi największy odbiorca. Nie chodzi tu tak naprawdę o problemy administracyjne czy logistyczne, które firmy już mają. Kluczowe jest to, że na tym rynku tracimy pozycję uprzywilejowaną. Brytyjczycy negocjują z Brazylijczykami umowy dwustronne, a z tą konkurencją nie jesteśmy w stanie wygrać. Ukraina ma już dostęp do tego rynku, z USA Londyn też może się dogadać i wtedy nasz handel gotowymi produktami przetworzonymi będzie mocno zagrożony - podsumowała.

Brexit. Czy polski drób obroni się w Wielkiej Brytanii?

Michał Bitner, koordynator zarządu Indykpol SA ma przekonanie, że polski drób obroni się na rynku brytyjskim.

- Obecnie jedyną przeszkodą w eksporcie do Wielkiej Brytanii są dodatkowe odprawy celne. Brytyjczycy stali się ofiarami populizmu i choć chcieli się uniezależnić od importu żywności, de facto bardziej się od niego uzależnili. My chcielibyśmy kontynuować ten biznes, bo Wielka Brytania to ważny rynek. Mam przekonanie, że polski drób się obroni, a nasza jakość i możliwości logistyczne świeżych produktów, a nie mrożonych, pozwolą nam na kontynuację dobrej tradycji. Jestem optymistą - dodał.

Przedstawiciel Indykpolu wskazał, że rynek drobiarski wciąż funkcjonuje w cieniu dwóch pandemii.

- Sytuacja w związku z ptasią grypą jest niebywale frustrująca. Jeśli chodzi o podaż żywca nie jest najgorzej, natomiast największym problemem jest odcięcie nas od rynków trzecich. Traktujemy Europę jako rynek wewnętrzny, natomiast to rynki trzecie pozwalają polskiemu drobiarstwu się trochę odrodzić i zdobywać nowe przestrzenie. Pamiętajmy, że eksportujemy 50 proc. produkcji, a więc są nam one niezbędne do życia. Mam nadzieję, że zadbamy o pełną bioasekurację, aparaty rządowe będą permanentnie i dokładnie gasiły ogniska, a w przyszłości zadbamy także o regionalizację. Mam nadzieję, że wspólnie uda się to wypracować - dodał.

Jak zaznaczył, Indykpol odczuł mocno pandemię poprzez wyłączenie z działania rynku foodservice.

- To był także szereg bezprecedensowych wyzwań dla zakładów produkcyjnych, które działy bez przerw. W tej chwili jest dobrze – mamy już 75 proc. pracowników zaszczepionych i jesteśmy z tego dumni - mówił Michał Bitner.

- Inflacja to duże wyzwania dla całej branży. Ostatnia tak duża inflacja występowała na przełomie lat 90. i dwutysięcznych. Koszty rosły, ale mogliśmy podnosić ceny. Dzisiaj ceny paliw, zbóż czy materiałów rosną wykładniczo, a ceny żywca czy wyrobów są niższe niż w 2019 r. W tej chwili mięso jest za tanie i ceny nie odzwierciedlają realnych kosztów firm. To nie jest zdrowa sytuacja i musimy znaleźć zdrowy bilans łącznie z sieciami, w którym zadbamy żeby wszyscy na tym korzystali. Sieci mówią, że ich koszty też rosną, ale my też mamy ludzi, którym chcemy zaproponować godne warunki, podnosić im płace. To też są ich klienci. - mówił.

Grypa ptaków. Choroba, z którą branża będzie musiała żyć

Tomasz Brus, członek zarządu SuperDrob SA wskazał, że cykle cen żywca w ostatnim czasie zupełnie się poodwracały. 

- W kwietniu, kiedy nastąpiło największe uderzenie grypy ptaków, mieliśmy bardzo duże problemy w stadach rodzicielskich, co przyniosło zachwianie dostępności surowca w maju i czerwcu. Przewidywałem, że polskie drobiarstwo odbuduje się, ale nastąpiło to dużo szybciej. Podchodząc od strony matematycznej musiałoby minąć 9-10 miesięcy. Tymczasem dzisiaj mamy już trzeci miesiąc z rzędu, gdzie wracamy do rekordowych ilości wstawień piskląt. 113-119-116 mln to poziomy z 2019, który był rokiem normalnym - dodał.

Brus zgodził się z Katarzyną Gawrońską, że ptasia grypa to coś, z czym  branża będzie musiała żyć. 

- Zamknięcia rynków to problem, ale to nie jest nic niespodziewanego. Natomiast brexit to problem skomplikowany. Jeżeli Wielka Brytania podejdzie do zasad handlu podobnie jak wcześniej do rozmów z UE to możemy mieć problemy logistyczne i bariery wejścia poprzez ograniczenia ilościowe. Byłem niedawno w UK i w dyskontach i dużych sieciach większość świeżego drobiu jest już oznakowana flagami brytyjskimi. Możemy mówić. że naszą przewagą jest dostarczanie dobrego drobiu chłodzonego, ale konkurujemy tu z mięsem lokalnym, które jest chronione. Może to wywołać zachwianie w naszym biznesie w długim terminie. W samym 2021 r. nic się nie wydarzyło. Sprzedajemy coraz więcej do UK, a wszystkie fale w związku z przesuwaniem wejścia nowych przepisów w życie powodują, że klienci brytyjscy towarują się ponad miarę. 2022 pokaże nam z czym będziemy się mierzyć. W długim okresie jestem optymistą, bo z wieloma rzeczami sobie poradziliśmy -dodał.

Branża mięsna nie jest rozpieszczana przez rynek

Tomasz Brandt, dyrektor komercyjny Madej Wróbel Sp. z o.o. przyznał, że branża mięsa nie jest przez rynek rozpieszczana.

- Mam nawet wrażenie, że stała się workiem bokserskim i kto może to w ten worek uderza. Nie jesteśmy w dobrym trendzie, mięso jest passe i przestaje być eleganckie jego spożywanie, szczególnie na zewnątrz, poza domem - dodał.

Zdaniem Tomasza Brandta, ciosy, które dostaje branża mięsna to częste skoki cen surowców, rosnący na sile trend wegański i wegetariański oraz opinie naukowców, którzy twierdzą, że chów zwierząt jest największym generatorem emisji CO2. 

- Niestety, w dzisiejszych czasach może tak się stać, że cena surowca będzie miała nieduży wpływ na cenę produktów, głównie ze względu na znaczny wzrost kosztów pracy, transportu i innych. Bardzo trudno zarządzać ceną, a mięso w sklepach jest zdecydowanie za tanie - mówił. 

Tomasz Brandt postawił pod znakiem zapytania jakość wielu produktów wegetariańskich.

– Warto to sprawdzać na etykietach. Może 2-3 firmy mają wysoką je jakość, reszta jej nie ma. Madej Wróbel nie widzi się w tym trendzie. Chcemy pozycjonować się jako producent dobrej jakości wędlin z tradycjami. Byłoby to niezgodne z naszą strategią. Chcemy być dobrym dostawcą wędlin ze Śląska - dodał.

Polskie mięso ma eksportowy potencjał

Jolanta Ciechomska, kierownik ds. systemu QAFP, Unia Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego wskazała, że branża mięsna gra w filmie akcji, którego reżyserem jest pandemia, a zmieniają się jedynie wątki.

- My też w tej "akcji" bierzemy udział jako UPEMI. Zmieniły nam się cele. Musieliśmy zredefiniować wiele naszych działań związanych z prowadzeniem wizyt studyjnych i promowaniem polskiego mięsa zagranicą. Zabieraliśmy także głos w sprawach ważnych dla branży, jak przewagi kontraktowe czy wypracowanie procedur dla zakładów mięsnych wspólnie z GIS - dodała.

Ciechomska wskazała, że jednym z celów strategicznych dla UPEMI jest promocja polskiego mięsa wieprzowego i wołowego na rynkach krajów trzecich.

- Polskie mięso na duży potencjał jeśli chodzi o eksport i jakość. Aktualnie prowadzimy kampanię promocyjną mięsa wołowego "Polska wołowina na japońskim stole", która cieszy się dużym zainteresowaniem jako alternatywa dla wołowiny, którą Japończycy sprowadzają z Australii czy USA. Uruchamiamy też kolejną kampanię na rynek Hongkongu i Japonii - dodała.

Kierownik ds. systemu QAFP w UPEMI podkreśliła, że w I połowie 2021 r. wartość polskiego eksportu mięsa i produktów mięsnych wyniosła 3,2 mld euro.

- To pokazuje jaki jest potencjał w polskim mięsie. Warto to wspierać. Z niepokojem obserwujemy sytuację na rynku drobiarskim i trzody chlewnej. Rosnące ceny pasz, spadające ceny skupu tuczników nie zachęcają rolników do utrzymania hodowli i spora część z nich rezygnuje. Z drugiej strony Chiny intensywnie odbudowują pogłowie, przez co Europa może stać się mało atrakcyjna jeśli chodzi o dostawy wieprzowiny na rynku chińskim - dodała.

ASF. 2021 najtrudniejszy w historii?

Łukasz Dominiak, dyrektor ds. Public i Government Relations Animex Foods Sp. z o.o. przyznał, że jeśli chodzi ASF 2021 jest najtrudniejszym rokiem w historii Polski.

- Jeśli chodzi o same statystyki na temat liczby ognisk, można to jeszcze porównać do 2020 r., ale diabeł tkwi w szczegółach. Ogniska wybuchły bowiem w miejscach, które stanowią o polskim sektorze wieprzowym. To zagłębia hodowli: południowa część województwa łódzkiego, linia Żuromin-Lubawa i południowa Wielkopolska z woj. lubuskim. Uderzenie w te obszary oznacza, że 30-35 proc. pogłowia trzody znalazło się w trzeciej strefie - dodał.

Dominiak wskazał, że problem nie polega na samych ogniskach.

- Mamy określony system dla hodowców, rekompensaty. To, że spora część ferm, które realizują produkcję znalazła się z trzeciej strefie oznacza, że podaż żywca przekłada się w dużo większej skali i ten skok miał miejsce w okresie wakacji i w III kwartale. To mocno nas dotknęło jako największego producenta w kraju. Na początku sierpnia tylko jeden nasz zakład zajmował się skupem trzody z trzeciej strefy, a pod koniec miesiąca była to już większość zakładów. Wynikało to z sytuacji rynkowej, ale i odpowiedzialności Grupy Animex - dodał.

W ocenie Dominiaka tak duża podaż mięsa z III strefy napotkała na nie do końca udrożnione kanały dystrybucji. 

- Zrodziło to konieczność współpracy z sieciami żeby dotrzeć do konsumenta. Niestety, takie mięso nie może być eksportowane nawet na rynki państw UE, co jest wielkim problemem i nie tylko w przypadku mięsa. Warto przypomnieć, że 25 proc. tucznika to uboczne produkty typu pet food. Zagospodarowanie tej ćwierci nieprzeznaczonej dla człowieka też zostało nam utrudnione. Podsumowując, ze statystyk nie wygląda to tak groźnie, ale miejsce gdzie ogniska się znalazły determinują problem jeśli chodzi o ASF i ograniczenia eksportowe - dodał.

Przedstawiciel Grupy Animex zauważył, że w 2021 r. ASF statystycznie dotknął mniejsze gospodarstwa, które mniej skutecznie radziły sobie z bioasekuracją. 

- Jaka będzie przyszłość? Ważne jest dla nas to, że jako branża nauczyliśmy się pracować z mięsem z III strefy. ASF i grypa ptaków to dwa zjawiska chorobowe, które stają się pewną normą, chociaż o grypie mówiliśmy jeszcze 3-4 lata temu jako o zjawisku okresowym, sezonowym. Teraz praktycznie dwa miesiące byliśmy od niej wolni i to tylko dlatego, że zmieniły się przepisy. Na dobrą sprawę żyjemy w permanentnym okresie tych zjawisk i to jeden z głównych problemów branży poza pandemią. Wciąż problemem pozostaje stopień redukcji pogłowia dzików, natomiast kontynuujemy dobrą współpracę z weterynarią czy bioasekurację. Nie napawa optymizmem, że ASF rozprzestrzenia się w innych krajach UE, np. wschodnie Niemcy. Jeśli nałożymy na to kwestie rynkowe, jak polityka Chin, stawia nas to w bardzo trudnej sytuacji. Mam nadzieję, że z pasją i umiejętnościami polskiego sektora mięsnego uda nam się z tym skutecznie walczyć - podsumował.

Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Powiązane tematy:

Bądź na bieżąco!Subskrybuj nasz newsletter
Obserwuj nas

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!