Zwraca uwagę, że rynek mleka, podobnie jak wiele innych rynków rolnych charakteryzuje się cyklicznością, czyli okresami wysokich cen przeplatanymi okresami niskich cen. Cykliczność na rynku surowców rolnych wynika z tego, iż w krótkim okresie rolnicy na ogół nie są w stanie dostosować wielkości swojej produkcji do nagłych zmian popytu.

Konsekwencją niewystarczającej podaży mleka jest wzrost jego cen, z kolei gdy na rynku pojawia się nadpodaż mamy do czynienia z ich spadkiem. W warunkach wolnego rynku istnieją naturalne mechanizmy, które automatycznie przywracają jego równowagę popytowo-podażową. Przykładowo silny wzrost cen mleka oraz opłacalności jego wytwarzania zachęca rolników do zwiększenia produkcji. Co więcej osoby, które do tej pory nie zajmowały się produkcją mleka widząc jej wysoką opłacalność decydują się na rozpoczęcie jego produkcji. Z kolei gdy ceny mleka spadają część rolników, dla których stała się ona nieopłacalna chcąc zminimalizować dalsze straty decyduje się na zmniejszenie lub nawet całkowite zaprzestanie jego produkcji i rozpoczęcie innej działalności. Cena skupu mleka, przy której produkcja mleka staje się nieopłacalna jest indywidualna dla poszczególnych producentów. Zależy ona przede wszystkim od ich efektywności kosztowej. Dla jednego producenta określona cena skupu mleka pozwala na uzyskanie satysfakcjonującej marży, dla drugiego ta sama cena nie pokrywa nawet kosztów jego wyprodukowania. - Tym samym na podstawie wysokości ceny skupu mleka początek kryzysu jest bardzo trudny do określenia, gdyż zdefiniowanie granicznej ceny skupu musiałoby być arbitralne. Dlatego moim zdaniem najbardziej trafne byłoby określenie początku kryzysu jako momentu, w którym mamy do czynienia ze spadkiem produkcji mleka w ujęciu rocznym na poziomie całego kraju, będącej konsekwencją utrzymujących się jego niskich cen. Spadek produkcji na poziomie całego kraju świadczy bowiem o szerokiej skali nieopłacalności produkcji mleka – mówi Jakub Olipra.

Przenosząc tę definicję na światowy rynek mleka z kryzysem (według mojej definicji) mamy do czynienia obecnie w Nowej Zelandii, Australii oraz Argentynie, gdzie odnotowywany jest spadek produkcji w ujęciu rocznym. - Główną wadą przedstawionej przeze mnie definicji jest to, że bardzo wąsko określa ona kryzys. Jej podstawową zaletą jest jednak jednoznaczne określenie jego początku bez przyjmowania dodatkowych założeń – mówi ekonomista.

Jego zdaniem, alternatywą mogłoby być ustalenie średniej marży w oparciu o przeciętne koszty produkcji mleka w danym kraju i cenę jego skupu i ustalenie wysokości marży oznaczającej kryzys. Jednakże w takim przypadku należałoby przyjąć wiele założeń, co znacząco obniżyłoby przejrzystość definicji.

Szukasz magazynu do wynajęcia. Zobacz ogłoszenia na PropertyStock.pl