Jako pierwsza głos zabrała Małgorzata Cebelińska, dyrektor handlu SM Mlekpol, która mówiła, że to był rok perturbacji, intensywnej pracy w wielu działach. Zdaliśmy ten egzamin i wykorzystaliśmy potencjał znajomości branży, klientów i rynku. - Zamknęliśmy dosyć pozytywnie trzeci kwartał, głównie dzięki eksportowi, wysokiemu euro, lepszego spieniężeniu transakcji, ale również organicznemu rozwojowi – mówiła Małgorzata Cebelińska. – Sytuacja gospodarcza w pierwszym półroczu była całkowicie podporządkowana epidemii koronawirusa. Ograniczenia i zamrożenie gospodarki miały ogromy wpływ na branżę mleczarską. Dla Mlekpolu COVID zaczął się już wraz z rozpoczęciem w Chinach, ponieważ jest to bardzo ważny rynek eksportowy. Pierwsze przeszkody pojawiły się w styczniu i lutym, kiedy na ok. 1,5 miesiąca zupełnie zatrzymane zostały wysyłki naszych towarów. Odczuliśmy to bardzo silnie – podkreśliła dyrektor handlu SM Mlekpol.

Prelegentka przyznała, że trudności było bardzo dużo i na wielu płaszczyznach. W marcu w Polsce obostrzenia spowodowały, że zakupy podstawowych produktów, w szczególności z długim terminem przydatności, się zwielokrotniły. Firmie ciężko było nadążyć z produkcją i z dostawami. Musiała też zagwarantować stały odbiór mleka. Dodatkowo zatrzymał się program „Mleko dla szkół“. – Zostaliśmy z ogromnym zapasem kilkuset palet mleka. Dystrybutorzy z dnia na dzień przestali odbierać, ponieważ placówki szkolne zostały pozamykane – przytoczyła dyrektor handlu SM Mlekpol.

– Szybko musieliśmy zmienić strategie i realizować nowe trendy. Konsumenci byli zainteresowani zakupem bezpiecznie zapakowanych produktów w dużych, ekonomicznych porcjach. Wprowadziliśmy na rynek nowe opakowania i nowe produkty –  wymieniała Małgorzata Cebelińska. –  To był rok perturbacji, intensywnej pracy w wielu działach. Zdaliśmy ten egzamin i wykorzystaliśmy potencjał znajomości branży, klientów i rynku. Zamknęliśmy dosyć pozytywnie trzeci kwartał, głównie dzięki eksportowi, wysokiemu euro, lepszego spieniężeniu transakcji, ale również organicznemu rozwojowi – podsumowała.

Jak ten rok w mleczarskie w perspektywy analityka mówił Jakub Olipra, ekonomista, Departament Analiz Makroekonomicznych, Credit Agricole Bank Polska. Jego zdaniem jak dotąd branża mleczarska przechodzi pandemię w miarę bezobjawowo w porównaniu np. z branżą mięsną. –  Problemy na rynku mleka związane z pandemią zaczęły się relatywnie wcześnie: kiedy koronawirus pojawił się w Chinach, ze względu na rolę Chin jako największego światowego importera produktów mlecznych. To kraj, który nadaje ton światowemu popytowi na produkty mleczne –  rozpoczął ekonomista.

–  Wraz z rozprzestrzenianiem się pandemii na inne kraje widać było dwa zjawiska. W krajach, które mają znaczące nadwyżki w eksporcie artykułów mleczarskich (UE, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone), obserwowane były akumulacje nadwyżek. To wywierało negatywną presję na cenę. Z drugiej strony w krajach, których produkcja jest mniejsza niż krajowe spożycie, obserwowane były wzrosty cen. Spadek cen miał szeroki zakres.  Najbardziej ucierpiały ceny odtłuszczonego mleka w proszku i masła. Widać było, że mleczarnie szukają możliwości przechowania wartości mleka w warunkach zatkanego kanału HoReCa – tłumaczył prelegent.

Zdaniem eksperta Credit Agricole, jak dotąd branża mleczarska przeszła pandemię w miarę bezobjawowo w porównaniu np. z branżą mięsną. – Wyniki finansowe za pierwszą połowę roku nie są takie złe. Jeżeli chodzi o eksport, widać pozrywane łańcuchy dostaw i problemy polskich eksporterów związane z odpadnięciem kanału HoReCa. Jesteśmy na poziomie z zeszłego roku. Nie mamy spadku i nie mamy wzrostu. Jest stabilizacja, choć przyzwyczailiśmy się do lepszych wyników – zaznaczył.
Jakub Olipra dodał również , że sytuacja cen się normalizuje. – Czynnikiem stabilizującym są Chiny. Mamy silny popyt ze strony Chin na produkty mleczne. Ceny masła powróciły do poziomu sprzed pandemii. Gorzej wygląda sytuacja jeżeli chodzi o odtłuszczone mleko w proszku i sery.  Choć i tak są to dobre ceny, jeżeli wziąć pod uwagę wyższą podaż mleka w tym roku na półkuli północnej. Zarówno UE, jak i Stany Zjednoczone zwiększały produkcję. Czynnikiem, który pokazuje, że Unia sobie poradziła z pandemią, było to, że nie obserwowaliśmy takich dramatów jak w Stanach Zjednoczonych – stwierdził. Ocenia, że sytuacja jest relatywnie stabilna.

– Na pewno nie będzie krachu jeżeli chodzi o poziom sprzedaży. Sprzedaż produktów nabiałowych będzie rosnąca. Już zaczynamy kontraktować pierwszy kwartał 2021 roku –  mówiła z kolei Małgorzata Wysocka, członek zarządu, Polish Dairy. – Czwarty kwartał nasza firma ma już zamknięty. Odnotowujemy cały czas wzrost sprzedaży i wzrost zapotrzebowania na produkty – mówiła Małgorzata Wysocka. – Mamy większą ilość zapotrzebowania niż podaż produktów –  podkreśliła.
Trzy czwarte obrotów firmy to sprzedaż poza UE. Do końca roku zamknięto sprzedaż, ponieważ pandemia wymusiła ostrzejsze reguły związane z płatnościami (sprzedaż przez akredytywy). Problemem jest też dziś ograniczona podaż środków transportu (kontenerów). – Na pewno nie będzie krachu jeżeli chodzi o poziom sprzedaży. Sprzedaż produktów nabiałowych będzie rosnąca. Już zaczynamy kontraktować pierwszy kwartał 2021 roku – stwierdziła prelegentka.

Na bezpieczeństwo producentów mleka jak i pracowników zakładów przetwórczych zwrócił uwagę, kolejny prelegent, Peter Knauer, prezes i dyrektor generalny Hochland Polska. - Istnieje realne zagrożenie, że może zabraknąć pracowników w związku z rosnącą liczbą zakażeń i zachorowań. Od samego początku pandemii jako menadżerowie w całej branży musimy mieć na uwadze, iż musimy utrzymać ciągłość produkcji. Musimy pamiętać, że z nami są związane losy kilkuset a czasem nawet tysięcy rolników, którzy muszę mieć zapewnioną sprzedaż swojego mleka – powiedział Peter Knauer. - Z drugiej strony mamy bezpieczeństwo pracowników. Jak znaleźć pomiędzy ciągłością produkcji, a bezpieczeństwem pracowników odpowiedni kompromis – to trudna sprawa – zauważa. - Wiosną ja osobiście dałem obietnicę naszym rolnikom, że co by się nie stało, bez względu na ewentualne kwarantanny, my będziemy skupować u nich mleko. Musimy patrzeć długoterminowo. Musimy wszystkimi sposobami uniknąć sytuacji jak likwidacja stad czy wylewanie mleka na pola. Zorganizowaliśmy produkcję w taki sposób, aby krytyczne działy jak skup mleka, przyjęcie mleka czy aparatownie pracowały z systemie dyżurowym, aby w każdym wypadku móc utrzymać ciągłość produkcji – mówił Peter Knauer.

Zwrócił uwagę, że jest to również przedmiotem współpracy organizacji mleczarskich, które apelują do rządu, aby włączyć sektor mleczarski do infrastruktury krytycznej. - Myślę, że jest to bardzo ważna sprawa. W innych krajach mleczarstwo należące do infrastruktury krytycznej nie podlega zamknięciu zakładów – mówił.

Przyznaje, że firma obawia się problemów związanych z koronawirusem, ale działa, stworzone zostały zmiany i systemy awaryjne. - Duży krok do przodu zrobiła dygitalizacja. Wiele osób przeszło na wideokonferencje, ale nawet zastanawiamy się jak niektórymi procesami sterować zdalnie. Nad tym teraz pracujmy. Działamy i nie dajemy się sparaliżować – podkreśla dyrektor generalny Hochland Polska.

- Polska jest dużym graczem na międzynarodowym rynku mleka. Popyt na produkty długoterminowe jest spory. Mimo, że ceny mleka w proszku mogłyby wyglądać lepiej, to zapotrzebowanie jest duże – mówiła Małgorzata Cebelińska. Zwracała uwagę, że listopad jest zawsze trudnym okresem, kiedy spadki na rynku mleka są największe. - Wiele czynników ma na to wpływ i musimy się liczyć, że mleka w listopadzie będzie mniej do dyspozycji, a zapotrzebowanie na sery jest bardzo duże, na mleko płynne jest bardzo duże. W tym roku spodziewaliśmy się spadków, a mamy kilku procentowe wzrosty – dotyczy to także mleka świeżego, a nie tylko UHT – mówiła Małgorzata Cebelińska. Mlekpol realizuje też program dla szkół, oraz program pomocy dla ubogich w ramach programów europejskich – zatem sytuacja jest bardzo dobra. - Wręcz musimy decydować co i z kim realizujemy. Oczywiście robimy to w poszanowaniu naszych kontrahentów, z którymi rozwijaliśmy się przez lata – zaznaczyła. - Pandemia stworzyła pretekst do współpracy z nowymi rynkami Europy, z którymi do tej pory mieliśmy mniejsze kontakty jak Gruzja, Armenia, Azerbejdżan. To są kraje z którymi dopiero w tym roku mogliśmy nawiązać długotrwałą współpracę – powiedziała dyrektor handlu SM Mlekpol. Dodała, że Chiny będą strategicznym kierunkiem rozwoju eksportu Mlekpolu. - Od lat budowaliśmy naszą pozycję na tym rynku. W tej chwili Chiny mają ogromne zapotrzebowanie na produkty mleczne. Jesteśmy tam obecni, mamy bardzo dobrą reputację i jesteśmy dobrze znani, dobrze kojarzeni. Chcemy współpracować szeroko z tym krajem – potwierdziła dyrektor Cebelińska.

W odmiennym tonie wypowiedział się Andrzej Minarczuk, prezes OSM Kosów Lacki. Zauważył, że problemy które dopadły branżę mleczarską są jednakowe dla wszystkich – i tych większych i tych mniejszych. - Nie podzielam jednak optymizmu części moich kolegów. Niestety jest nam ciężko na rynku. Na wiosnę, w tym pierwszym ograniczeniu spadek sprzedaż odczuliśmy zasadniczo, obecnie nadal choć w mniejszym stopniu. Głównie dlatego, że mieliśmy przez lato czas przygotować się do tego. Natomiast, nie ukrywam tego, że HoReCa dla której dedykowaliśmy 30 proc. naszych serów jest dla nas istotnym obciążeniem, gdyż nie ma normalnej sprzedaży – mówił Andrzej Minarczuk.
Zaznacza, że zagraniczny kontrahenci z Czech, Słowacji , którzy w tym trudnym wiosennym okresie byli z nami, w tej chwili robią zakupy również w ograniczonym zakresie. - Nie chcę fatalizować, ale musimy sobie radzić. Gdybym powiedział, że czas obecny jest trudny, to tak jakbym nic nie powiedział. On jest wyjątkowo trudny, dla takich średnich producentów jak OSM Kosów. Produkujemy blisko pięć tysięcy ton sera rocznie. Pomijam zwiększone wydatki na dezynfekandy, maseczki itp. które są niezwykle istotne, aby reżym sanitarny utrzymać – mówił.

Zapytany o lokalny rynek pracy, powiedział, że choć Kosów Lacki jest malutką dwutysięczną miejscowością, to obok naszej spółdzielni funkcjonuje kilka dużych zakładów jak zakłady mięsne, czy tłocznia oleju, więc od kilku lat mamy zerowe bezrobocie. Trudno w to uwierzyć, ale pracownik który z rożnych powodów straci pracę w mleczarni, natychmiast znajduje zatrudnienie w innej firmie.
- Trzeba w sposób wyważony z pracownikami rozmawiać, aby nie narazić się na masowe odejścia. Jak na razie udaje się nam pilnować, aby zaraza omijała łukiem spółdzielnię. Zważały się epizody związane z kwarantanną wśród rolników, natomiast większych problemów nie ma. Mam nadzieję, że poziom zakażeń zacznie się zmniejszać – mówił prezes OSM Kosów Lacki. - Uczciwie powiem, że spółdzielnia nie jest przygotowana na wielomiesięczną sytuację, gdy będzie wielkie natężenie zachorowań i trudno przewidzieć jakby to się dalej potoczyło, gdyby w zakładzie pojawił się Covid. Pracownicy wymiennie wykonują wiele funkcji, gdyż nie jesteśmy tak dużym zakładem. Ci sami pracownicy pracują i na twarożkarni i na serowni, jak i na konfekcjonowaniu. Mam nadzieję, że wprowadzony reżim sanitarny uda się nam utrzymać i nic przykrego się nie wydarzy – dodał.

Na zmianę nawyków zakupowych, a co za tym idzie na inne wybory konsumenckie zwróciła uwagę Małgorzata Wysocka. - W marcu, gdy była pierwsza panika, ale i obecnie, gdy są wprowadzane kolejne lockdowny, konsumenci chcą rzadziej jeździć do sklepów. Dlatego wybierają te produkty, które mają dłuższy termin przydatności do spożycia – zauważa Małgorzata Wysocka. Podkreśla, że firma ma klientów w różnych miejscach na świecie. - U naszych klientów np. na Filipinach również w tym czasie wzrosło spożycie mleka UHT. W maju mieliśmy lekki spadek, ale nie duży. Generalnie wzrost konsumpcji mleka UHT jest większy i to pomimo że nie było dystrybucji tego mleka w szkołach. Generalnie obserwujemy duże i rosnące zainteresowanie na mleko UHT o dłuższym terminie przydatności do spożycia – dodała.

Zmianę nawyków zakupowych dostrzegają także firmy badawcze. - Epidemia zmieniła nawyki zakupowe Polaków, niektóre po prostu wybrzmiały i stały się silniejsze – począwszy od stylu zakupowego, czyli tego jak zachowujemy się w sklepie. Nasze badanie konsumenckie z września tego roku wskazuje, że konsumenci spędzają w sklepach stacjonarnych mniej czasu – mówiła Honorata Jarocka, Senior Food and Drink Analyst, Mintel. - To wiąże się z obostrzeniami i samoistnymi obawami konsumentów, aby nie być zbyt blisko dużej liczby osób. Aż połowa respondentów mówi, że się obawia i w sklepie spędza mniej czasu. Konsumenci deklarują również bardziej przemyślane zakupy – to wiąże się obawami o przyszłość, więc wydatki stają się bardziej przemyślane – ocenia Honorata Jarocka. Zaznacza, że co ważne – zdrowie i dobre samopoczucie, te trendy widzieliśmy również przed okresem pandemii, ale teraz są one jeszcze silniejsze. - Konsumenci z uwagi na pierwszy lockdown i prawdopodobnie czekający nas drugi lockdown – gdy więcej czas spędzamy w domu, konsumenci obawiają się o swoją wagę. Mamy mniej ruchu i mniej czasu spędzamy poza domem, co jest dobre dla branży mleczarskiej, bo napoje mleczne są świetnym źródłem białka i pomagają w metabolizmie – mówi ekspert Mintel.

Podkreśla, że przed pandemią dużo mówiło się o zdrowiu planety, o działaniach prośrodowiskowych. W tym momencie, gdy obawy konsumentów są skoncentrowane na sobie i swoim budżecie, to środowisko zeszło na plan dalszy. Konsumenci mówią wprost, że ich własne zdrowie jest ważniejsze niż zdrowie planety. Oczywiście od tematów prośrodowiskowych nie uciekniemy, one za jakiś czas będą znowu wybrzmiewały. W związku z tym, działania procentów w tym zakresie są bardzo potrzebne – mówiła Honorata Jarocka. - Ponadto, to co jest istotne, to widzimy, że u konsumentów pojawia się taka duża nostalgia. Ponieważ żyjemy w dużym natężeniu stresu, ten powrót do przeszłości też powoduje, że sięgamy po produkty sprawdzone. Naturalność i prostota mają bardzo dużą siłę, jeśli chodzi o wybory konsumentów. Ta nostalgia, powrót do przeszłości, prostota i naturalność, ale także mocniejsze spojrzenie na własny portfel stawia branżę mleczarską w dobrej sytuacji – uważa.
- Warto wspomnieć o holistycznym podejściu do zdrowia, czyli o zdrowiu mentalnym. Stres czy niepokój wpływają na nasze zdrowie. Relaks czy wyciszenie pod koniec dnia są niesłychanie ważne, co otwiera szerokie możliwości dla żywności funkcjonalnej. Trzeba wspomnieć, że branża nabiałowa została świetnie osadzona, jeśli chodzi o Chiny - różnego rodzaju stowarzyszenia branżowe zaczęły zachęcać, aby konsumenci jedli więcej nabiału z uwagi na rolę nabiału we wzmacnianiu odporności. Także tutaj ta kategoria jest bardzo dobrze pozycjonowana, aby w naturalną funkcjonalność się wpisywać – mówiła Honorata Jarocka.

- Myślę, że trendy są sprawą globalną. Dzisiaj w Polsce jest więcej lokali sushi niż w Niemczech. Uważam, że trendy rozwoju będą globalne, natomiast mam nadzieję na pozostawienie pewnej tożsamości kulinarnej. Można jeść ramen japoński, ale żurek też jest bardzo smaczny. Byłoby szkoda, gdyby takie rzeczy zniknęły - zauważaył Peter Knauer. - Myślę, że trendy ogólne są bardzo podobne, ale konwergencja trendów kulinarnych na świecie jest rzeczą, której już nie da się zatrzymać. To zaczęło się od MacDonalda - dodał. W nawiązaniu do innych wypowiedzi, powiedział, iż zgadza się, że po pandemii konsumpcja poza domem zacznie rosnąć znacznie. - Z drugiej strony mam nadzieję, że ludzie przypomnieli sobie, że można gotować w domu. To pewien fenomen społeczny. My bardzo szybko reagowaliśmy na to, podejmowaliśmy działania w nasze komunikacji. Przypomnienie, iż można gotować w domu, w gronie rodziny wcale nie jest złe i coś z tego zostanie. Będzie to pozytywny ślad tej pandemii – ocenia.

Powiedział, że Hochland gra na polu żywności roślinnej. - Mamy nawet kilka produktów w Niemczech, które bazują na zamiennikach serowych lub na warzywnych propozycjach, czyli są produkty zupełnie inne niż zrobione na bazie białek roślinnych. Nie jest to rzecz, która może zagraża tradycyjnym produktom mlecznym. Jest to bardzo ciekawa rzecz, której trzeba się przyglądać. W Polsce też widzę parę dobrych alternatyw roślinnych – mówił Peter Knauer. Zauważa jednak, że trzeba zwrócić uwagę, że te produkty to trochę obosieczny miecz, gdyż bazują na orzechach lub innych alergenach. - Wiemy, że w mleczarniach nikt nie lubi podawać informacji, że produkt może zawierać ślady alergenów. Jest to ciekawe jak rozwiązać ten problem, ale postawienie swojego biznesu na dodatkowej nodze, która oferuje produkty dla flexitarian, to przyszłość konsumpcji – uważa. Jako przykład podał, iż w Niemczech jest silna marka producenta kiełbasy, która niedawno ogłosiła, że więcej sprzedaje kiełbasy wegańskiej niż tradycyjnej. - Ten trend rozwija się i trzeba go uwzględniać w swoim rozwoju strategicznym – dodał.

Dyrektor handlu SM Mlekpol zwróciła uwagę, że obserwujemy bardzo silny i zarazem światowy trend dotyczy spożywania zdrowych i znanego pochodzenia produktów. Zaznacza, że w jej opinii, nowości nie wyklucza tradycji. - Mlekpol ma odpowiedź na nowe trendy, rozbudowujemy te linie produkcyjne, które posiadamy, ale proponujemy produkty w nowych odsłonach, w nowych opakowaniach, nowych porcjach. Nasze produkty są znane i budzą zaufanie i co ważne poczucie bezpieczeństwa – podkreśla. - Takimi produktami jest znane masło Łaciate, które zaproponowaliśmy w formie znanej i lubianej osełki 500g. Mamy rodzinne opakowania serów w plastrach, ale też ekonomiczne większe opakowania, mamy również małe 100 gramowe opakowania serów w plastrach na jeden posiłek – wymienia dyrektor handlu SM Mlekpol. Zwraca uwagę, że pandemia dodatkowo spowodowała, że Polacy szczególnie poszukują produktów prozdrowotnych i chcą dbać o zdrowie, odporność. - Odpowiadamy na te oczekiwania. Przez platformy społecznościowe podglądamy jak gotują i jak chcą gotować Polacy i do tych oczekiwań dostosowujmy naszą ofertę – mówiła Małgorzata Cebelińska.

Mniej optymistyczne zdaniem w kwestii roślinnych zamienników wyraził prezes OSM kosów Lacki. - Nie zakładam, aby w najbliższej przyszłości produkcja żywności roślinnej, zamienników nabiału była jakimś wiodącym segmentem – mówił Andrzej Minarczuk. - My konsekwentnie produkujemy to co nam dobrze wychodzi. Nie unikamy nowości, natomiast daleki jestem od tego, aby propagować coś innego niż spożywanie mleka. Jego walory są nie do przecenienia. Jednak rozumiem potrzebę nowości i nowy styl życia i szanujemy to – mówił prezes Minarczuk. Zwrócił uwagę, że jeśli dokładnie się wczytać, to przejście na dietę wegańska także rodzi pewne zagrożenia. Eliminuje ona z jadłospisu dużą grupę witamin, dostarcza mniej wapna, cynku, żelaza... Wszystko musi być wyważone. Nie mniej rozumiem, akceptuję i szanuję te firmy, które zdecydowały się w to wejść. Jednak pewnie z produkcji tylko produktów roślinnych – odpowiedników mleczarskich, zapewne nie da się wyżyć – uważa. - Trzeba obserwować jak ten rynek będzie się rozwijał, ale Kosów Lacki będzie jednak kroczył własną drogą – robił to, co robi najlepiej – podkreślił Andrzej Minarczuk.

Zdaniem eksperta firmy Mintel nie uciekniemy jednak przed żywnością roślinną. - Trend roślinny, który coraz mocniej obserwujemy, na pewno nie jest zagrożeniem dla produktów mlecznych, gdyż nie mówimy tutaj o masowym konsumencie. Ale nadal jest to grupa konsumentów rosnąca. Zatem produkty roślinne są ciekawym uzupełnieniem rynku i od tego nie uciekniemy. Na półce sklepowej jest miejsce na oba rodzaje produktów - mówiła Honorata Jarocka.

- Świetną sytuacją, jest to, że producenci nabiału sami wchodzą w produkcję produktów roślinnych np. Jogurty Magda, firma, która teraz jest w pełni roślinna, poprzez graczy oferujących szeroką gamę produktów jak Bakoma, OSM Łowicz czy Polmlek. Widać, że tego typu produkty mogą świetnie funkcjonować obok siebie. Na samym początku przykładem była branża mięsna, gdzie wiodący gracze powoli wprowadzali produkty roślinne. Początkowo wiązało się to z pewnym sceptycyzmem ze strony konsumentów, ponieważ konsumenci wegetariańscy czy wegańscy nie do końca wierzyli w szczere intencje firm mięsnych. Teraz to się zmieniło – widać bardziej elastyczne podejście, zrozumienie, że takie potrzeby są na rynku i nie uciekniemy od tego. Te lekcje świetnie zaimplementowały firmy z branży nabiałowej – uważa Honorata Jarocka. Dodała, iż wydaje się, że tego typu produkty są coraz częściej wybierane przez konsumentów, którzy nie podążają w 100 proc. za dietą roślinną, ale w coraz większym stopniu flexikonsumentów, którzy chętniej sięgają po takie wyroby z uwagi na urozmaicenie, na nowy smak. Nie bez znaczenia są także standardy prośrodowiskowe, dobrostan zwierząt – wszystkie moralne przesłanki są coraz ważniejsze dla dzisiejszych konsumentów.

- Na rynkach zagranicznych pojawiają się także rozwiązania hybrydowe np. miksy napojów roślinnych i mleka. To pokazuje, że konsumenci chcą urozmaicić wartość odżywczą produktów, po które sięgają na co dzień, jak i są otwarci na nowe walory smakowe, gdyż napoje roślinne niosą ze sobą inne atrybuty sensoryczne. Mamy różne potrzeby i ich zrozumienie jest kierunkiem na przyszłość – mówiła Honorata Jarocka.

Ważną sprawą dla polskiego mleczarstwa jest bezpieczny eksport. - Głównym problemem w rozwoju eksportu mleka jest możliwość przetransportowania naszych produktów do innych rejonów świata. Mogą pojawić się różne obostrzenia, tak było w marcu, gdy nasze kontenery stały na redach w różnych częściach świata i nie było wiadomo co z nimi zrobić. To była wielka niewiadoma – powiedziała Małgorzata Wysocka. - Teraz każdy to potrafi ocenić. Zawsze post faktum łatwo się ocenia. Jednak wówczas, my jako firmy handlowe, szefowie mleczarni przed takim pytaniem – co będzie dalej, co teraz trzeba robić, jaki wpływ będzie miała pandemia. Nie było wiadomo czy koronawirus przenosi się na produktach czy nie. Wszystko było nowe. Teraz już jesteśmy nieco mądrzejsi, wiemy więcej. Nie chcę pisać żadnych czarnych scenariuszy, bo jestem raczej optymistycznie nastawiona – mówiła Małgorzata Wysocka.

Podkreślała, że eksport mleczarki będzie się rozwijał i wszystkim na tym zależy. - Obserwujemy jednak przekierowanie tych produktów. Kraje, gdzie dominowała HoReCa, lub które bazowały na turystyce, zamawiają teraz mniej. Natomiast bardzo dużo zamawiają firmy farmaceutyczne z całego świata, gdyż wiele produktów nabiałowych ma w tej dziedzinie swoje zastosowanie. Widzimy, że zapotrzebowanie jest bardzo duże. Uważamy, że to będzie się rozwijało – podkreślała. W jej opinii, dużym problemem jest kwestia finansowa. - Pojawiały się kłopoty z płatnościami, gdyż wielu naszych klientów nie mogło iść do banku – są kraje, gdzie aby zlecić przelew, trzeba fizycznie iść do banku. To jest dla nas dużym kłopotem – my płacimy producentom nabiału, oni muszą zapłacić rolnikom, a czy my odzyskamy te pieniądze od klientów, to czasem jest niewiadoma – zauważa Małgorzata Wysocka. Zaznaczyła również, że kłopotem są także ubezpieczenia należności. - Mieliśmy już zamówione dostawy do jednej z większych linii lotniczych świata i niestety firma ubezpieczeniowa nie ubezpieczyła tej transakcji. Zmarnowane zostało kilka miesięcy na przygotowanie produktu, na próby i ich wysyłki, na negocjacje cen. Niestety nie możemy sprzedać towaru, jeśli transakcja nie jest ubezpieczona. To są dla nas, ogólnie dla firm handlowych, są duże zagrożenia – powiedziała.

W swojej wypowiedzi odniosła się również do kwestii z roślinnymi odpowiednikami produktów mlecznych. - Chcę dodać, że mleko, ser, masło to magiczne produkty i branża powinna bronić tych nazw, aby mleko znaczyło mleko, a masło masło. Podszywanie się pod te nazwy oznacza, że są ona bardzo nośne i musi być ich obrona prawna – dodała.

Jakub Olipra podkreślił, że jako eksporter netto produktów mleczarskich sami nie możemy sobie pozwolić na żadne formy protekcjonizmu. Jeżeli chcemy eksportować, to sami musimy grać fair, w przeciwnym razie nie możemy tego oczekiwać od innych krajów. - W naszym interesie jest, aby swobodny przepływ towarów był cały czas utrzymany, ponieważ my jesteśmy tego beneficjentem, szczególnie patrząc jak zmienia się produkcja mleka. Polska obok Irlandii jest jednym z największych beneficjentów zniesienia kwot mlecznych. Produkcja u nas wyraźnie rośnie, a nasze przewagi komperatywne w produkcji mleka są coraz bardziej wyraźne. To właśnie eksport umożliwia nam rozwój mleczarstwa i sprzedaż nadwyżki produkcji - mówił ekonimista. Podkreślał, że jeśli branża chce się rozwijać, to musi stawiać na eksport. Ważne jest przy tym, aby nie stosować praktyk monopolistycznych. - Takie działania stanowią dla nas samych zagrożenia, gdyż może zmienić nastawienie innych krajów do nas - dodał.

Poruszył również tematykę związaną z Zielonym Ładem. - To bardzo szeroka polityka Komisji Europejskiej, która sprawia, że Wspólna Polityka Rolna w coraz większym stopniu uwzględnia czynniki środowiskowe, w mniejszym stopniu kładzie nacisk na skale, na wielkość produkcji. Tego nie unikniemy, cale szczęście, że Polska ma jeszcze duże możliwości zwiększenia skali produkcji, nie jesteśmy w takiej sytuacji jak np. Holandia, gdzie ze względu na emisję fosforanow, kraj ten jest zmuszony od kilku lat ograniczać produkcję mleka i hodowlę bydła - tam wzrost produkcji wynika ze wzrostu wydajności, a nie ze rozwoju hodowli - mówił Jakub Olipra.

Na zakończenie debaty, każdy z uczestników poproszony został o kilka słów podsumowania. Małgorzata Wysocka podniosła, że działamy w nietypowych czasach. - Nam, jako firmom handlowym potrzeba najbardziej kontaktów bezpośrednich - targów, wystaw, spotkań z naszymi klientami. To nasza linia produkcyjna. Oczywiście możemy rozmawiać on-line, ale nic nie zastąpi bezpośrednich kontaktów. Mamy nadzieję, że ta pandemia szybko się zakończy i będzie można lepiej działać w przyszłości - mówiła.

Małgorzata Cebelińska, zwróciła uwagę, że dobie kryzysu covidowego, jak również Brexitu, który będzie bardzo dotkliwy dla mleczarstwa, Zielonego Ładu, który będzie rolników bardzo dużo kosztował, potrzeba aby rządzący dostrzegli, iż mleczarstwo, produkcja rolna, przetwórstwo spożywcze, to gospodarka narodowa. - Wielkokrotnie podkreślaliśmy, aby tak ją traktować. Trzeba ją traktować strategicznie. Tak trzeba nią kierować, opracowywać niezbędne programy, aby zachęcać rolników do rozwoju. Musimy dobrze wykorzystać warunki do rozwoju hodowli, które jeszcze mamy. Ważne jest aby rozmawiać i społecznie i branżowo z hodowcami, przetwórcami, ale też kalkulować. Ważne jest, aby polityczne decyzje nie wpływały na nasz biznes, na ten silny potencjał, który posiadamy. Życzę sobie i wszystkim, aby ten dialog był pozytywny i dawał dobre rezultaty w kontekście całej polskiej gospodarki - zakończyła swoją wypowiedź dyrektor handlu SM Mlekpol.

- Jako konsument i jako analityk, to chcę podkreślić, że jestem bardzo dumna, z tego co się dzieje na polskiej półce sklepowej - powiedziała Honorata Jarocka. Z kolei Peter Knauer zauważył, że wszelkie wyzwania zawsze zmuszają do znalezienia nowych, kreatywnych rozwiązań. - Takie wyzwania wzywają do połączenia sił. Jestem bardzo zadowolony, że teraz widać w branży mleczarskiej po raz pierwszy od wielu lat, takie silne dążenie do stworzenia wspólnej organizacji, jednego głosu mleczarstwa. Zostało utworzone Porozumienie dla mleczarstwa, w skład którego weszły praktycznie wszystkie organizacje mleczarskie działające w Polsce. Widzę, że warunki zmuszają NAS, do większej kreatywności i wspólnego działania. To dodaje mi optymizmu, że kiedykolwiek skończy się pandemia, to wyjdziemy z niej na pewno silniejsi - uważa dyrektor generalny Hochland Polska.

Natomiast Jakub Olipra był zdania, że podczas pierwszej fali pandemii, branża się wiele nauczyła, zarówno jeśli chodzi o reorientacje swoich kanałów dystrybucji, jak i zarządzanie procesem produkcyjnym. Udało się te doświadczenia, które branża zdobyła podczas I fali, przepracować i mam nadzieję, że zostaną wykorzystane w przyszłości. Wierzę, że II fala jeszcze mniej dotknie ten sektor - puentował ekonomista Credit Agricole.

Andrzej MInarczuk jest zdania, że branża wyszła wzmocniona z tego kryzysu, także wizerunkowo. - Nadal jednak mamy przed sobą wiele nowych rzeczy nieznanych, jak Brexit. Problemem jest także brak rozmowy z rolnikami, niepewność przepisów - uważa prezes OSM Kosów Lacki.

Szukasz magazynu do wynajęcia. Zobacz ogłoszenia na PropertyStock.pl