Oskar Lis, prezes, Natura Cold Press przyznał, że do tej sceny foodtechowej wybierał się przede wszystkim w poszukiwaniu wszystkich wad czyli całego łańcucha produkcji, logistyki. - Jako, że wcześniej miałem więcej do czynienia ze sceną stratupową technologiczną, to muszę powiedzieć, że możliwość produkowania realnego produkty, który fizycznie istnieje, który gdzieś się wysyła, który ktoś recenzuje i spożywa, który pojawia się na sklepowej półce – jakoś zawsze mnie interesowało i udało się nam to odnaleźć - dodał.

Przyznał, że historia jego firmy jest trochę o tym jak ewoluuje ta branża foodtechowa w Polsce. - Myśmy startowali w 2016 r. ja wtedy uciekałam od świata wielkich technologii. Dzisiaj widać jak zainteresowanie wielkiej sceny startupowej foodtechem rośnie. To nas cieszy. Zwłaszcza, że my przeprowadziliśmy rundę inwestycyjną i udało się nam dołączyć do silnego partnera VC bValue – dodał

Przyznał, że kilka czynników doprowadziło do tego, że jego firma jest w tym punkcie, w którym się znajduje. – Kiedy zaczynaliśmy w 2016 r. to był początek boomu na prozdrowotną żywność, holistyczne podejście do dbania o siebie. A my, wprowadzając produkt naturalny, 100 proc. soki cold press i diety sokowe, odpowiadaliśmy na ten trend. Równolegle, z drugiej strony, trafiliśmy na takie początki w Polsce biznesowego wykorzystania mediów społecznościowych i drzemiącego w tym potencjału biznesowego. My mocno na to postawiliśmy, wyrażało się to w działaniach organicznych, promocyjnych jak i np. w influence marketingu. Poza tym do branży wprowadziliśmy nasze doświadczenia technologiczne, a wówczas kiedy ruszaliśmy z naszym projektem e-commercowym warto dodać, że mieliśmy na przeciwko siebie firmy, które realizowały zamówienia wyłącznie przez telefon, bez automatycznych płatności. Rzeczy, które dzisiaj wydają się podstawą, wówczas były rewolucją. W największym skrócie my stworzyliśmy sklep internetowy, który działał i samo to wówczas było rewolucją – wyliczał Oskar Lis.

Oskar Lis przyznał, że wszystkie aspekty psychologiczne towarzyszące tworzeniu swojego dzieła, niemal „dziecka”, powodują to, że daje się temu ciągle kolejne szanse. - Dlatego zachęcam wszystkich do podchodzenia na chłodno do swoich pomysłów i do zabijania tych, które nie są trafione. W naszym przypadku były na pewno różne ślepe uliczki związane z produktami. Jako osoba z zewnątrz musiałem się nauczyć wszystkiego od początku jeśli chodzi o produkcję. Uważam, że warto postawić na co-foundera, jakiegoś szefa produkcji, który przejmie część rzeczy od nas i wesprze nas lub zastąpi, bo jeśli my sami zabierzemy się za rzeczy, na których nie znamy, to nie wykorzystamy tych swoich naturalnych talentów i predyspozycji – doradził Oskar Lis.

- Powinniśmy jako branża jak najczęściej się spotykać i rozmawiać. Ten kryzys pokazał, że lepiej współpracować niż walczyć - podsumował.

 


 

Szukasz magazynu do wynajęcia. Zobacz ogłoszenia na PropertyStock.pl