W ciągu zaledwie kilku dni kokaina trafiła do sklepów na terenie kilku województw. Jak wynika z naszych informacji, na Pomorzu problem z narkotykami ukrytymi w owocach miały sklepy Lidl. Zaledwie dwa dni później kokaina trafiła także do sklepów Biedronki w Toruniu. Po odkryciu podejrzanych pakunków w jednym ze sklepów Jeronimo Martins policjanci przeszukiwali także inne sklepy sieci w okolicy. Biedronka nie zdecydowała się jednak skomentować tej sprawy.

Z kolei Lidl w odpowiedzi na pytania Portalu Spożywczego wydał tylko lakoniczny komunikat: „Z uwagi na dobro śledztwa, nie komentujemy zdarzenia. Podkreślamy, że najważniejsze jest dla nas dobro naszych pracowników oraz klientów, jak i współpraca z odpowiednimi organami w celu wyjaśnienia zdarzenia.”

Banany z "wkładką"

Bez wątpienia niechciane „niespodzianki” w bananach są dla sklepów kłopotem, a przy tym sensacją, którą przez jakiś czas żyją klienci i media. Skąd biorą się narkotyki w bananach i dlaczego trafiają do sklepów? Według informacji, do których dotarliśmy, ta feralna partia bananów, które właśnie odnajdywane są na terenie całego kraju, najprawdopodobniej trafiła do Polski z Holandii. To tam banany przywiezione do portu zakupił polski dystrybutor, który zabrał je do dojrzewalni a następnie wysłał do sklepów na terenie kraju.

O tym, jak mogło dojść do takiej pomyłki, opowiada Marek Szulc, dyrektor zarządzający w firmie Citronex, która zajmuje się m.in. importem bananów. – Jakie jest moje zdanie na ten temat? Ktoś nie odebrał przesyłki w porcie i towar z kokainą rozjechał się po kraju – mówi ekspert.

Jak kokaina trafia do kartonów z bananami?

Podróż bananów do innych krajów zaczyna się w Ameryce Południowej, gdzie producent pakuje je do kartonów. Niestety w tych samych rejonach zaczyna się także podróż kokainy, którą przemytnicy rozsyłają po świecie. Zapakowane kartony z bananami jadą następnie do portu. To pierwszy moment, kiedy samochód można np. zatrzymać i podrzucić do niego dodatkowy pakunek. W portach jest to trudniejsze, bo mają swoją ochronę, państwową policję, sprawdzane są dokumenty, a ładunki pakowane do kontenerów. Im mniejszy port, tym słabsza jego ochrona i także na tym etapie ktoś może wzbogacić pakunki o narkotyki do przemytu.

Kiedy partia owoców przyjedzie na miejsce docelowe, w którym czekają odbiorcy, kontenery mogą się pomylić, a towar jedzie do dojrzewalni z dodatkowym ładunkiem. Za to odbiorca przemytu, który narkotyki miał odebrać, zostaje z pustymi rękami. Tak najprawdopodobniej stało się w tym przypadku.

Najważniejsza jest ochrona

- My mocno stawiamy na ochronę, system monitoringu, ludzi, którzy pilnują pakowania bananów na miejscu, kamery w środkach transportu. Aby zapobiec sytuacjom, kiedy ktoś zatrzymuje ciężarówkę w drodze z plantacji do portu, wszystkie nasze pojazdy mają system GPS, na bieżąco sprawdzamy, co się z nimi dzieje – tłumaczy Marek Szulc.

Jak dodaje dyrektor Citronexu, firmy, które nie mają takich zabezpieczeń, są o wiele bardziej narażone na przemyt. Kiedy ładunek bananów z „niespodzianką” przypłynie do portu, na odbiór czekają przemytnicy. Czasami jednak coś pójdzie nie tak i kontener trafi do odbiorców, którzy nie spodziewają się w środku narkotyków. Prosto z portu banany trafiają do dojrzewalni przewożone w tysiącach kartonów. Na tym etapie nikt już nie sprawdza dokładnie ich zawartości, więc zgubione kartony z przemytem mogą jeszcze odnaleźć się w trakcie rutynowej kontroli, albo trafiają do sklepów.

- W naszym przypadku wszystkie kartony są identyczne, mamy ok. 200 tys. kartonów w magazynie, więc ciężko byłoby znaleźć akurat ten, który jest podejrzany. Kontrola jakości obejmuje zazwyczaj 20-30 kartonów na tysiąc – mówi Marek Szulc. Jak dodaje, najbardziej narażone na oszustwa są mniejsze firmy, które kupują banany od innych importerów i nie wiedzą, jakie są warunki ochrony, co działo się z owocami po drodze.

Pająki w bananach - dlaczego czasami się tam znajdują?

Jednak narkotyki to nie jedyna „niespodzianka”, którą znaleźć można w bananach. Sen z powiek osobom bojącym się pająków, skorpionów i dziwnych owadów spędzają – rzadkie co prawda – doniesienia o zoologicznych znaleziskach w kartonach z bananami. Jak niechciani podróżnicy mogą trafić z Ameryki Południowej do polskiego sklepu?

Banany zerwane z drzewa myje się w wodzie, każda kiść musi być wzięta przez kogoś w rękę i dokładnie wypłukana. Następnie wkładane są do folii, gdzie takich kiści jest około 16. Z folii wyciąga się powietrze, tak aby transportowane były w środowisku beztlenowym. Następnie zapakowane do kartonu owoce w ciągu 3 tygodni płyną do celu. - Jakiekolwiek pająki mogą ewentualnie dostać się do kartonu, między karton i folię i są to bardzo rzadkie przypadki. W transporcie, na statku banany przez 3 tygodnie utrzymywane są w temperaturze 13 stopni, więc tropikalne zwierzaki są po takim czasie raczej na wpół żywe – uspokaja Marek Szulc.

Szukasz magazynu do wynajęcia. Zobacz ogłoszenia na PropertyStock.pl