O fałszowaniu żywności "Bloomberg Businessweek Polska" rozmawiał z wieloma osobami znającymi kulisy branży spożywczej. W zdecydowanej większości żądali anonimowości. Żadna firma nie chce się kojarzyć z tym tematem

Sposobów na oszustwa jest mnóstwo. Najpopularniejszy i najprostszy to zwykła podmiana droższego składnika na tańszy. Gdy w USA organizacja non profit Oceana zbadała ryby w sklepach i restauracjach, stwierdziła, że co trzecia była oznakowana jako inny gatunek. Są też metody bardziej wyrafinowane. Mięso zastępuje się skrobią, tłuszczem czy białkiem sojowym. Najtańszego kurczaka w Polsce masowo używa się do fałszowania wyrobów zgoła niedrobiowych. Można z niego zrobić nawet wieprzowe kabanosy albo słynne już na całą Polskę parówki z "cielęciną".

Do wędlin dodawana jest sól przemysłowa. Podrabiany susz jajeczny ma śladową ilość jajek, za to dużą ilość suszu rybnego z dodatkiem wapnia i kurkumy. Do serów dodaje się oleje roślinne - co powoduje, że potem w przyspieszonym tempie jełczeją (niechlubnym zwycięzcą tych zawodów wydaje się na razie pewien ser gouda, niedawno namierzony przez kontrolerów - miał 91 proc. tłuszczu roślinnego). To tylko kilka przykładów z ostatnich miesięcy.

Najczęściej fałszowanym nabiałem jest masło. Zgodnie z normami powinno zawierać 82 proc. tłuszczu zwierzęcego i wodę. W rekordowym 2010 roku Państwowa Inspekcja Handlowa kwestionowała aż 60 proc. kostek masła. I wbrew pozorom dotyczy to nie tylko wyrobów firm krzaków.