- Dawno temu wymyślono Wspólną politykę rolną (WPR) po to, aby po II wojnie światowej Europejczycy mieli zapewnioną żywność. Można zadać pytanie, po co powstała strategia Zielonego Ładu i do czego ona może doprowadzić – mówił Andrzej Gantner, dyrektor generalny, wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności Związku Pracodawców.

Dodał, że w kierunku, który wyznacza Zielony Ład, powinien iść cały świat, ale tak się zapewne w najbliższym czasie nie stanie.

Prelegent tłumaczył, że  trzeba spojrzeć na konkretne założenia strategii "Od pola do stołu", z których część wydaje się być niepokojąca. Nie mogą bowiem obowiązywać te same zasady dla wszystkich państw Unii Europejskiej, ponieważ UE nie jest monolitem ani gospodarczo, ani społecznie, ani pod względem struktury rolnej, ani produkcji rolnej.

– Są potężne różnice pomiędzy siłą nabywczą konsumentów, pomiędzy strukturą produkcji rolnej, potężne różnice w stopniu zorganizowania rynków rolnych. To, co jest dobre dla Holendrów, może zniszczyć polskie rolnictwo. Przestaniemy być konkurencyjni, chcąc wdrożyć te założenia. Diabeł tkwi w szczegółach – tłumaczył.

Podkreślił, że ważne jest, abyśmy mogli wszyscy zapoznać się z oceną skutków Zielonego Ładu dla każdego kraju. Może się bowiem okazać, że skutkiem wdrożenia tej strategii będą straty w rolnictwie, wzrost kosztów surowca i zwiększenie cen żywności.

– Chciałbym zobaczyć skutki 25 proc. powierzchni gruntów rolnych pod uprawę ekologiczną: jaki będzie spadek plonów, jaka będzie ilość dostępnych surowców, jaki będzie wzrost cen dla konsumentów, jakie będą straty w produkcji żywności. Chciałbym zobaczyć, czy polski konsument będzie w stanie kupować tę żywność – wymieniał.

Jego zdaniem, jeżeli Polska przyjęłaby wszystkie założenia strategii „Od pola do stołu”, oznaczałoby to zwiększenie kosztów produkcji, cen surowców, a w konsekwencji cen produktów żywnościowych.

– Chciałbym zobaczyć porównanie, jak takie zwiększenie zniesie polski konsument i z czego zapłaci, a jak zniesie je konsument holenderski albo niemiecki – mówił Andrzej Gantner.

– Bardzo ambitne cele, nieuwzględniające obecnej sytuacji, nieuwzględniające tego, co się stało z gospodarką w czasach COVID, nieuwzględniające siły nabywczej, konkurencyjności poszczególnych krajów. Nie będzie dobrze, jeśli UE poprzez swoją strategię zafunduje nam niebywale drogą produkcję żywności, a zarazem popodpisuje umowy z bardzo wieloma obszarami wolnego handlu, które produkują żywność dużo taniej (bo nie muszą spełniać tych warunków). Źle by się stało, gdybyśmy jako Unia byli obszarem, który produkuje bardzo wyrafinowaną żywność dla bardzo niewielkiej grupy ludzi, a całą resztę kupowali w Brazylii, Nowej Zelandii, czy Australii. To wielka rola polskiego rządu, ale też organizacji przedsiębiorców i przetwórców, żeby patrzeć na ręce Komisji Europejskiej, co tak naprawdę zamierza zrobić i czy zamierza zrobić ocenę skutków regulacji – stwierdził.

Na zakończenie panelu wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności Związku Pracodawców stwierdził, że od strategii Zielonego Ładu nie ma odwrotu. To konieczność, jeżeli chcemy zachować środowisko naturalne w Unii Europejskiej i wesprzeć ochronę środowiska naturalnego na całym świecie, ale bardzo ważne jest, żeby ta strategia w fazie realizacji była szyta na miarę: żeby każdy kraj czuł się z nią dobrze i faktycznie służyła rozwojowi i ochronie środowiska, a nie przyniosła zupełnie odwrotnych skutków.

Andrzej Gantner był był prelegentem sesji "Rolnictwo i przemysł spożywczy wobec zmian klimatu", która odbyła się 4 września 2020 roku w Katowicach w ramach XII Europejskiego Kongresu Gospodarczego.