Nowa, internetowa formuła Forum Rynku Spożywczego i Handlu pozwoliła na utrzymanie dotychczasowego poziomu dyskusji, a uczestnictwo w debatach możliwe było z dowolnego miejsca na świecie, bez żadnego ryzyka epidemicznego. I okazało się, że to dobry format, dostosowany do czasów, w których się znaleźliśmy. Na Internetowe Forum Rynku Spożywczego i Handlu zarejestrowało się ponad 1600 osób, to o 30 proc. więcej niż podczas ubiegłorocznej edycji stacjonarnej.

Internetowe Forum Rynku Spożywczego i Handlu odbyło się w dniach 3-4 listopada 2020 r. Retransmisje debat dostępne są w portalach: portalspozywczy.pl, dlahandlu.pl, horecatrends.pl i na stronie frsih.pl.

My tymczasem wybraliśmy dla Państwa sporą garść najważniejszych i najciekawszych cytatów z dwóch dni internetowych dyskusji. Dziś przedstawiamy część pierwszą, a za tydzień w poniedziałek, 23 listopada zapraszamy na część drugą najciekawszych opinii:

– Pandemia przyspieszyła tempo zmian w stylu życia ludzi na całym świecie. Zakupy przez Internet zyskały na popularności. To wymusza zmiany w tych branżach, gdzie dotychczas dominował handel stacjonarny. Również robotyzacja procesów wytwórczych jest dla przedsiębiorstw już nie tylko nowinką, jest coraz częściej koniecznością. Te zmiany wymagają od firm inwestycji w cyfrowy rozwój i technologiczną modernizację, aby zachować konkurencyjność. Ta niezbędna zmiana technologiczna musi znaleźć wsparcie ze strony rządu, nie pomijając przy tym małych i średnich przedsiębiorstw – mówił Jarosław Gowin, wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii.

– Istnieje wiele możliwości rozwoju branży rolno-spożywczej w Polsce. Dzięki swojej odporności na kryzysy i takie sytuacje jak COVID-19, może wrócić dość szybko do stanu sprzed kryzysu. Musimy się pogodzić z tym, że pandemia nas szybko nie opuści. Ten moment firmy z branży - od rolników do branży retail czy HoReCa - mogą wykorzystać na innowacje i zmienianie siebie dla konsumentów – mówiła Aleksandra Niżyńska, Project Manager in CEE, EIT Food.

- Jak powiedział Winston Churchill: nie zmarnujmy dobrego kryzysu. A zatem traktujmy ten czas jako okazję. Obserwujmy rozwijające się trendy, bo kryzys minie, a one zostaną z nami na dłużej, jak chociażby silnie postępująca cyfryzacja to krok w dobrą stronę – podkreślał Łukasz Targoszyński, adwokat z kancelarii Baker McKenzie.

- Ten kryzys ma trochę inny charakter i jeśli z tego doświadczenia wyciągniemy odpowiednie wnioski, to będzie nam to procentować, gdy nadejdą spokojniejsze czasy – wskazał Piotr Grauer, dyrektor, Deal Advisory, Zespół Fuzji i Przejęć KPMG.

Bogusław Kowalski, prezes Grupy Graal postrzega okres pandemii jako kryzys, który przeminie. - Proponuję, żeby spojrzeć na okres pandemii jak na większość kryzysów, które przychodzą i przemijają, a z kryzysami trzeba sobie dawać radę. Są nawet potrzebne, bo wyzwalają energię i innowacyjność, które procentują w czasach stabilnych – mówił Bogusław Kowalski.

- Z punktu widzenia społecznego pandemia jest kryzysem, także dla firm. Boimy się o swoje bezpieczeństwo oraz zdrowie. Chcemy jak najbardziej zabezpieczyć przed zagrożeniami naszych pracowników, którzy obecnie pracują w dużo większym stresie niż zazwyczaj. Natomiast z punktu widzenia tego, co dzieje się na rynku, jest to na pewno wyzwanie, które stwarza możliwość. Kryzysem może być wtedy, kiedy jesteśmy niegotowi lub nieelastyczni, żeby odpowiadać na to, co się dzieje – mówiła Agata Partyka, dyrektor ds. rozwoju klientów w Danone.

- Najgorsza jest nieprzewidywalność. Nie wiemy jak długo to wszystko potrwa. Dla nas jest to pewien problem, jak ustawić biznes na najbliższe 4-5 miesięcy, a decyzję o tym, co będę produkował w marcu muszę podjąć dzisiaj. Jeżeli kryzys ma potrwać dłużej, to niestety branża będzie musiała zmniejszyć produkcję, bo mięsa będzie po prostu za dużo - mówił Marcin Świąć, prezes SuperDrobu.

- Nasi ustawodawcy bardzo dbają o "rozrywki" i wyzwania dla polskich przedsiębiorców. Bycie biznesmanem w Polsce oznacza dużą odporność na różnego rodzaju niespodziewane sytuacje. Pandemia może nie okazać się największym złem, które nas spotka w najbliższym czasie – podkreślał Mateusz Kowalewski, prezes, Hortimex.

- Kryzysy bywały i będą - to nieodzowna część biznesu. Łączy je możliwość przetrwania, a to jest możliwe tylko i wyłącznie dzięki relacjom i zespołom. Kryzys obnaża prawdę i ten obnażył relacje międzyludzkie w firmach i funkcjonowanie zespołów. Zarządzanie zdalne nie wymaga specjalnych i szczególnych umiejętności i różni się od tradycyjnego zarządzania tylko brakiem kontaktów osobistych. Pozostałe elementy są niezmienne – mówił Krzysztof Kaliciński, konsultant, wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego, trener biznesu.

Andrzej Szumowski, Prezes Zarządu w Stowarzyszeniu Polska Wódka, wiceprezes Wyborowa Pernod Ricard podkreślił, że w obecnych trudnych czasach wywołanych pandemią koronawirusa znaczenia nabierają budowane przez wiele lat kontakty z partnerami biznesowymi, kontrahentami i innymi osobami, które mogą przedsiębiorcom ułatwić wejście na nowe rynki. – Aby skutecznie działać na międzynarodowej arenie, ważne są dywersyfikacja, elastyczność oraz współpraca polskich firm spożywczych na zagranicznych rynkach – mówił.

– Obecnie nie odbywają się stacjonarne targi branżowe, konferencje ani kongresy. Przed pandemią koronawirusa firmy opracowywały roczny plan spotkań, ustalały, na które targi pojadą, na jaką konferencję. Cały ten proces był usystematyzowany. To wszystko zostało zatrzymane, dlatego jednym z wielu wyzwań dla przedsiębiorstw jest pozyskiwanie nowych kontrahentów w zmienionych warunkach – mówił Robert Kremser, dyrektor rozwoju biznesu, Bisnode Polska.

– Wiele wskazuje, że wartość polskiego eksportu żywności w tym roku przekroczy 33 mld euro. To dowodzi, że polskie firmy spożywcze dobrze sobie radzą na rynkach eksportowych w warunkach pandemii. Niemniej, jeśli przyjrzymy się poszczególnym branżom, to sytuacja jest bardzo zróżnicowana. Są sektory, które wręcz korzystają na pandemii, inne utrzymują dobre wyniki, które są w miarę stabilne na przestrzeni ostatnich lat, ale są i takie sektory, w których eksport wyraźnie spada. Z 24 kategorii, spadek eksportu w ujęciu rocznym obserwujemy aż w siedmiu. Duży spadek zanotował sektor mięsny – mówił Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole.

Piotr Jankowski, kierownik wydziału operacji logistyczno-handlowych w SM Mlekpol powiedział, że wiosenny lockdown sprawił kłopoty w działalności eksportowej Mlekpolu do krajów azjatyckich, aczkolwiek firma nie odnotowała dużych start. – Największe zakłócenia w łańcuchu dostaw przez pandemię koronawirusa dostrzegliśmy na rynku chińskim. Kłopoty w dostawie, zatory czy zamknięcia banków w Chinach sprawiły problemy w dostawie towarów, co zachwiało nasz eksport do Azji. Pojawiły się różne problemy m.in. z kontenerami czy obiegiem dokumentów. Obecnie sytuacja wróciła do normy, a oceniamy ją nawet jako lepszą niż przed kryzysem. Nie tylko w Chinach, ale i innych krajach azjatyckich. Z kolei rynek europejski odbudowuje się wolniej. Bardzo trafna okazała się nasza strategia równoległego budowania sprzedaży na wielu rynkach i podjęte kilka lat temu decyzje inwestycyjne. Dzięki temu Mlekpol nie odnotował dużych strat związanych z pandemią, a z całego tego kryzysu wychodzimy mocniejsi – ocenił przedstawiciel SM Mlekpol.

Małgorzata Wysocka, członek zarządu Polish Dairy mówiła zaś, że sprzedaż produktów nabiałowych będzie rosnąca. - W marcu i kwietniu był dwucyfrowy wzrost spożycia mleka. Na pewno nie będzie krachu, jeżeli chodzi o poziom sprzedaży. Sprzedaż produktów nabiałowych będzie rosnąca. Już zaczynamy kontraktować pierwszy kwartał 2021 roku –  mówiła Małgorzata Wysocka.

– Przedsiębiorcy zdążyli się już przyzwyczaić do funkcjonowania w czasie pandemii koronawirusa, zostały wdrożone różnorodne procedury bezpieczeństwa. Szczęściem w nieszczęściu było dla nas to, że zawsze mieliśmy zdywersyfikowane portfolio klientów i rynków – mówił Filip Hewelke, Development Manager w Przedsiębiorstwie Przemysłu Spożywczego Pepees S.A.

– Duże firmy spożywcze, takie jak Aryzta, zostały niejako zmuszone w czasie pandemii koronawirusa, aby wziąć na siebie obowiązek informowania klientów – zarówno odbiorców, czyli sieci handlowych i sieci restauracji, ale również klientów końcowych, dla konsumentów. Wyjaśnialiśmy więc, dlaczego produkty żywnościowe, w tym pieczywo, są bezpieczne, dlaczego nie należy się ich obawiać. Myślę, że to jest bardzo ciekawy aspekt, którego wcześniej nie było – mówił Waldemar Topolski, dyrektor zarządzający Aryzta Polska.

Piotr Jankowski z Mlekpolu zauważył, że pandemia, oprócz wdrażania procedur bezpieczeństwa i przenoszenia części pracy do trybu online, zapoczątkowała prawdopodobnie trwały proces dostosowywania się firm się do zmian w otoczeniu, które dotychczas wydawało się być stabilne. - Któż z nas uwzględniał wcześniej wpływ sytuacji epidemicznej na biznes? Mamy teraz nową perspektywę i uważam, że pandemia udoskonaliła nas jako organizację, pokazała, że trzeba szybko dostosowywać się do zmian. Nie tylko nam coś zabrała, ale i dała szansę na lepszą współpracę z partnerami. Mamy świadomość, że to nasz wspólny biznes. Staramy się reagować na pilne sytuacje, związane np. z dostawami buforowymi na magazyny, ale po drugiej stronie też widzimy bardzo dużo dobrej woli – mówił Piotr Jankowski.

Gwiazdą koronakryzysu jest e-commerce i niemal wszystkie branże korzystają z tego kanału. Dorota Bachman, współzałożycielka Fundacji Kobiety e-biznesu mówiła, że jest to dobry moment dla wszystkich, aby rozpocząć działalność w e-commerce i biznes online. - Pamiętajmy, że to nie tylko e-sklepy, ale również social media, Instagram, blogi. Konkurencja na tym rynku jest duża i cały czas rośnie. Od marca do końca października powstało 7961 nowych e-sklepów, to o 15 proc. więcej niż rok temu. Wiele z nich nie przetrwa dwóch lat. Uważam, że nie ma sensu zastanawiać się zbyt długo nad ocaleniem biznesu. Pomysły proste są zazwyczaj dobre. Wiele organizacji w związku z lockdownem przestaje słuchać klientów, a to duży błąd. Musimy odpowiadać na potrzeby lokalnych konsumentów, na poziomie mikro jesteśmy w stanie jeszcze lepiej się nie wpasować. Małe organizacje są bardziej elastyczne: szybciej wdrażają nowe funkcjonalności i rozwiązania, to też ich przewaga – mówiła Dorota Bachman. 

Branża alkoholowa od lat bezskutecznie zabiega o możliwość sprzedaży w internecie. - Handel alkoholem w sieci to powinna być oczywista oczywistość. Jesteśmy jedynym krajem w UE, który tego nie robi. Skoro jest to takie jednoznaczne, to znaczy, że jest także naturalne i normalne. Uruchomienie sprzedaży alkoholi w kanale online jest dla rządu bezkosztowe, a spowoduje wzrost przychodów państwa: branża spirytusowa w dużym stopniu zasila przecie budżet wpływami z akcyzy. W przypadku uruchomienia sprzedaży w e-commerce, jej wolumen, co widzimy na przykładzie innych europejskich krajów, nie wzrośnie - raczej nastąpi przesunięcie sprzedaży z innych kanałów. Widać też, że w internecie sprzedają się głównie alkohole droższe  – podkreślał Witold Włodarczyk, prezes zarządu Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego. 

Zdaniem Witolda Włodarczyka ten kanał sprzedaży pomógłby bardzo producentom alkoholi kraftowych oraz producentom bardziej luksusowych i mniej dostępnych marek, którzy poszerzyliby w ten sposób swoją dystrybucję. - Szczególnie dzisiaj, w sytuacji, gdy wiele mniejszych firm stoi na krawędzi bankructwa, zasadne wydaje się być udostępnienie nowych możliwości dotarcia do konsumentów - wskazał. 

Dlaczego sprzedaż alkoholi online wciąż jest problemem w Polsce? - Są w naszym kraju siły, które uważają, że to doprowadzi do rozpijania społeczeństwa. To mit. Dane z innych państw pokazują, że nie nastąpił gwałtowny wzrost, a często nawet żaden wzrost, sprzedaży. Wiele zakupów w e-commerce to eksport, w tym kanale chętnie kupują np. turyści. Kolejny argument na "tak" to bezpieczeństwo. Mamy tutaj kilka bramek weryfikacyjnych - już przy składaniu zamówienia potrzebne są dane z karty, dające pewność, że klient jest pełnoletni. Weryfikuje to również kurier dostarczający przesyłkę. Nie ma tu słabych stron - ocenił Witold Włodarczyk.

Anna Mirek, radca prawny, senior associate, Noerr, podpowiedziała, o czym należy pamiętać rozpoczynając w sieci sprzedaż transgraniczną. - Musimy spełniać takie same wymagania, jak sklepy stacjonarne. Jeśli prowadzimy biznes w Polsce, to spełniamy wymogi polskie i unijne, gdzie prawo żywnościowe jest zharmonizowane. Jeśli natomiast chcemy targetować klientów spoza tego obszaru, musimy wiedzieć, jakie przepisy obowiązują w poszczególnych państwach. Same strony internetowe są kierowane do konsumentów, w związku z tym oferowane produkty muszą być oznakowane w języku danego kraju. Często przedsiębiorcy obawiają się konkurencji z Chin. Z danych UE wynika jednak, że nieuczciwa konkurencja e-commerce’owa w przypadku żywności częściej dotyczy firm z samej Unii, ma charakter lokalny. Z 600 wszczętych postępowań w tym temacie, tylko 70 dotyczyło firm z Chin i USA. Ważne jest również edukowanie społeczeństwa, konsumenci muszą wiedzieć, co i gdzie kupują - tłumaczyła ekspertka.

Anna Mirek przyznała, że rynek żywności jest rynkiem regulowanym, przez co trudnym dla przedsiębiorców z obszaru FMCG. - Handel online dotyczy także produktów termolabilnych, o krótkim terminie przydatności do spożycia. Regulacyjnie i strategicznie trudno to skoordynować. Podzieliłabym obszary uwagi prawnej na trzy kategorie. Pierwsza to przechowywanie produktów, czyli fizyczne przechowywanie w magazynie. Mamy tutaj szereg restrykcyjnych przepisów. Choć mówimy o branży e-commerce, nie zapominajmy, że w magazynie pracują ludzie, którzy mają kontakt z żywnością. Tutaj także mamy szczególne wymagania, związane m.in. z tym, że pracownicy muszą przejść specjalne badania. Drugi obszar to przestrzeń wirtualna: nie możemy w niej wprowadzać konsumenta w błąd, strona internetowa musi mieć swój regulamin i spełniać wymogi prawne. Trzeci obszar to dostawy. W przypadku niektórych kategorii żywności daleka dostawa, która nie ma charakteru door-to-door w ogóle nie wchodzi w grę. Strategia zapewniania łańcucha chłodniczego jest kosztowna, ale odzwierciedla realia - wskazała ekspertka.

O kategorii alkoholi podczas koronakryzysu opowiedział Janusz Palikot, prezes Manufaktury Piwa Wódki i Wina SA, Tenczyńska Okovita SA, właściciel Browaru Tenczynek. Jak stwierdził, najbardziej systemową zmianą na rynku alkoholi podczas koronakryzysu było pojawienie się ogromnej liczby sklepów internetowych handlujących alkoholem.  Jeszcze w lutym wydawało się, że przepisy na to nie pozwalają. – Producenci zaczęli sprzedawać alkohole online na dość niebywałą skalę. My sami otworzyliśmy taki sklep i ma bardzo dobre wyniki sprzedażowe. To pierwsza rzecz kompletnie nowa dla branży alkoholowej. Tego prawie w ogóle nie było wcześniej, a dzisiaj jest bardzo powszechne – mówił Janusz Palikot.

Drugą zmianą podczas pandemii był wyraźny wzrost sprzedaży alkoholi luksusowych, różnych rodzajów whisky, nieprzemysłowych ginów itp, produktów trudno dostępnych, sprzedawanych wcześniej w wąskim kanale. – Nastąpił dość duży wzrost. Czasami ktoś wystawia partię mocnego alkoholu w wysokich cenach (150-200 zł) i sprzedaje w ciągu kilku godzin kilka tysięcy tego typu produktów. Obserwowałem co najmniej 5 takich akcji. To pokazuje, jak rozwinął się segment premium. Wcześniej, szczególnie w wódce, ta kategoria nie istniała. Teraz pojawiły się tego typu oferty – wskazał i dodał, że w kategorii piwa browary rzemieślnicze, które sprzedawały większość w pubach i restauracjach w okolicy miejsca, gdzie funkcjonują, miały poważne problemy. Część z nich zbankrutowała. 

Krzysztof Kouyoumdjian dyrektor ds. relacji zewnętrznych CEDC International Sp. z o.o. stwierdził, że reprezentowany przez niego segment rynku FMCG także mocno ucierpiał na zamknięciu gastronomii.  – Branża alkoholi mocnych jest specyficzna. Od czasu pierwszego lockdownu dużo nauczyliśmy się. Najwięcej o konsumencie. Nauczyliśmy się tego, że nasza branża jest powiązana z tą częścią gospodarki, która mocno ucierpiała, czyli z gastronomią. Branża alkoholi mocnych nie może reklamować się, dlatego gastronomia była dla nas tym kanałem, gdzie można było pokazać alkohole, ich nowe smaki, produkty, jak je pić, z czym mieszać, łączyć. Mogliśmy je promować. Ten kanał był wiosną zamknięty, teraz jest ponownie. Te kilkanaście procent biznesu, ważnego dla nas nie tylko pod względem sprzedażowym, ale i promocji marek, jest dotknięte. Mam nadzieję, że nie na długo, bo utrata w dłuższej perspektywie może być kosztowna – wyjaśnił.

Również Witold Włodarczyk prezes zarządu Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego wyraził obawę, co do przyszłej sprzedaży alkoholi mocnych. - W pierwszej fali klienci kupowali alkohole na zapas, ale później sprzedaż wyhamowała. Wyłączenie rynku HoReCa odczuwamy w sposób dramatyczny. Spowodowało to m.in. zastopowanie, mam nadzieje chwilowe, trendu premiumizacji, który był coraz silniejszy. Wiele zależy od tego, jaką drogą pójdzie Polska w trakcie drugiej fali pandemii. Branża alkoholi jest w dużym stopniu zależna od decyzji rządzących. Na świętach raczej nie zyskamy, nie możemy handlować w internecie. Czekamy na nowy rok i szczepionkę - powiedział prezes ZP PPS.