Nowa, internetowa formuła Forum Rynku Spożywczego i Handlu pozwoliła na utrzymanie dotychczasowego poziomu dyskusji, a uczestnictwo w debatach możliwe było z dowolnego miejsca na świecie, bez żadnego ryzyka epidemicznego. I okazało się, że to dobry format, dostosowany do czasów, w których się znaleźliśmy. Na Internetowe Forum Rynku Spożywczego i Handlu zarejestrowało się ponad 1600 osób, to o 30 proc. więcej niż podczas ubiegłorocznej edycji stacjonarnej.

Internetowe Forum Rynku Spożywczego i Handlu odbyło się w dniach 3-4 listopada 2020 r. Retransmisje debat dostępne są w portalach: portalspozywczy.pl, dlahandlu.pl, horecatrends.pl i na stronie frsih.pl. Oto drugi odcinek najciekawszych opinii z internetowego FRSiH:

Anna Borys-Karwacka, dyrektor ds. relacji korporacyjnych, McDonald's zauważyła, że obecnie wszystkie trendy gwałtowanie przyspieszyły, zaś odpowiedzią McDonald's na obecną sytuację jest umiejętność szybkiej zmiany i adaptacji na potrzeby rynku. – Zmieniło się tempo tej adaptacji, każda konferencja premiera może zmusić firmy do błyskawicznego przeorganizowania pracy. Na umiejętność adaptacji składają się przede wszystkim: kultura wzajemnego zaufania, sprawne przywództwo, podejmowanie szybkich decyzji i profesjonalny zespół – mówiła.

Michał Czerwiński, prezes Purella Superfoods przyznał, że epidemia sprzyja rozwojowi sektora superfoods. – Sprzyja w tym sensie, że konsumenci chcą dzisiaj szczególnie zadbać o właściwą dietę i prozdrowotne odżywianie. A my nie chcemy być premium, chcemy być szeroko dostępni dla jak największej grupy konsumentów. Chcemy, by każdy Polak mógł się zdrowo odżywiać, dlatego też staramy się wchodzić ze swoimi produktami do dużych kategorii – mówił.

– Pandemia przyspieszyła trend rezygnacji z produktów mięsnych. Reprezentujemy branżę, dla której w obecnych czasach trendy rynkowe są wyzwaniem. Z badań wynika, że 41 proc. Polaków od początku pandemii ograniczyło konsumpcję mięsa. Chcemy być zdrowsi, gotować lepiej, jeść więcej warzyw. Branża mięsna nie powinna udawać, że trend na ograniczanie spożycia mięsa nie ma miejsca, że to margines. My od początku mówiliśmy: mniej, ale lepiej. Widzimy to dzisiaj w sytuacji niepewności, pandemii, dbania o siebie i swoje zdrowie – powiedział Paweł Nowak, dyrektor zarządzający Goodvalley Polska.

- Uważam, że odchodzenie od mięsa to kwestia trendu. My, Polacy kochamy wprowadzać u siebie szybko i na siłę rzeczy, które są modne za granicą. Staram się uświadomić ludziom, że trzeba zrównoważyć dietę mięsną i warzywną. (...) Mięso nie zniknie z naszych stołów ani nie będzie grzechem. Jesteśmy wychowani na mięsie i to nie zniknie – ocenił Tomasz Jakubiak, szef kuchni, restaurator, gospodarz programu "Sztuka Mięsa”, ambasador kampanii „Marka Polskie Mięso. Polska Smakuje.

- Trendy rozwoju są sprawą globalną, natomiast mam nadzieję, że pozostawienie pewnej tożsamości kulinarnej pozostanie żywe.  Można jeść ramen japoński, ale żurek też jest bardzo smaczny. Byłoby szkoda, gdyby takie rzeczy zniknęły. Trendy ogólne są bardzo podobne, ale konwergencja trendów kulinarnych na świecie jest rzeczą, której już nie da się zatrzymać – mówił Peter Knauer, dyrektor generalny Hochland Polska.

Zenon Daniłowski, prezes zarządu spółki Makarony Polskie, mówił o trendach na rynku makaronów i wpływie pandemii na sprzedaż produktów typu premium. - Makarony są produktem bardzo tradycyjnym i okazały się bardzo poszukiwane podczas pandemii. Nasza oferta to nie są jednak tylko makarony z pszenicy, ale także wiele produktów wytworzonych z innych surowców. Makarony Polskie proponują makarony z ciecierzycy, soczewicy czy zielonego groszku, które zawierają więcej białka - mówił prezes Makaronów Polskich. Uczestnik debaty dodał, że wszystkie działania firmy nakierowane są na produkcję makaronów premium. - Niestety produkty premium tracą podczas pandemii, ale wierzę w to, że wróci trend na produkty, które zaspokajają nie tylko głód, ale wpływają na naszą formę i zdrowie - dodał.

– Trudno mi sobie wyobrazić, aby roślinne zamienniki wyparły na dużą skalę nabiał czy mięso. Przede wszystkim z powodu tradycji, walorów odżywczych oraz ze względu na smak. Myślę, że nie uda się dokładnie podrobić smaków produktów nabiałowych. Oczywiście, nie lekceważę tego trendu, jako zagrożeń dla mleczarstwa, gdyż coraz mocniejsze są głosy w mediach, które sugerują, że hodowla zwierząt to barbarzyństwo, że rolnictwo niszczy naszą planetę. Niewiele jest w tym obiektywnej prawdy. Natomiast w dzisiejszych czasach, w dobie powszechnej dostępności do Internetu i ogromnej roli mediów społecznościowych, ta obiektywna prawda okazuje się nie najważniejsza dla wyborów konsumenckich – mówił Edwarda Bajko, prezes SM Spomlek i Polskiej Izby Mleka.

- Jestem zadowolony z faktu, że społeczeństwo zaczęło też dostrzegać potrzebę dbania o środowisko. Większość zmian idzie w dobrym kierunku. Ja też jadąc nad morze chciałbym się kąpać w otoczeniu ryb, a nie plastikowych butelek. Uważam, że gdyby społeczeństwo nie wymogło pewnych rzeczy na biznesie, biznes by się w tej sprawie kompletnie nie ograniczał – mówił zaś Marcin Świąć, prezes SuperDrobu.

 - To co jest ciekawe, to przed pandemią dużo mówiło się o zdrowiu planety, o działaniach prośrodowiskowych. W tym momencie, gdy obawy konsumentów są skoncentrowane na sobie i swoim budżecie, to środowisko zeszło na plan dalszy. Konsumenci mówią wprost, że ich własne zdrowie jest ważniejsze niż zdrowie planety – oceniła Honorata Jarocka, Senior Food and Drink Analyst, Mintel.

 - Ochrona środowiska jest niezwykle ważna, ale nic nie wymusi jej na producentach lepiej jak ekonomia. Dopóki klient będzie wybierał tanie, byle jakie opakowanie to zakłady będą mu takie produkowały, bo taka jest ich rola - obserwowanie rynku i dostarczanie tego, co konsumenci sobie życzą – mówił Adam Zdanowski, współwłaściciel, ZM Wierzejki.  

Zenon Daniłowski, prezes Makaronów Polskich także odniósł się do kwestii opakowań. - Epidemia pokazała nam, że ludzie bardzo chętnie kupują dobrze zapakowany produkt. Makarony muszą być zapakowane w opakowania barierowe. Podstawą jest plastik. Podejmujemy próby pakowania w papier, ale jest to trudne. Opakowania papierowe często są wzbogacone o różne inne surowce, w tym plastikowe, które są o wiele trudniejsze do recyklingu. Nie wyrzekniemy się więc plastiku, ale proponuję skupić się właśnie na odpowiednim jego przetwarzaniu - mówił. Dodał, że wśród konsumentów brakuje świadomości wyboru produktów zdrowych i bezpiecznych. - Coraz częściej obserwujemy zjawisko, że osoby o wyższych dochodach reprezentują wyższy poziom świadomości. Osoby o niższych - dokonują decyzji zakupowych kierując się głównie ceną. I tu widzę ogromne pole do pracy dla firm, organizacji i mediów - podkreślił Zenon Daniłowski.

- Musimy pilnie obserwować rynek, słuchać konsumentów, aby zmieniać nasze produkty i wprowadzać nowe rozwiązania - zarówno produktowe, jak i w obszarze komunikacji. To są prawdziwe wyzwania stojące przed branżą spożywczą w czasach pandemii. Zaostrzenie reżimu sanitarnego czy praca zdalna to tylko kosmetyczne zmiany, do których się dostosowaliśmy. Kwestię mycia rąk mamy opanowaną od 30 lat – mówił zaś Marian Owerko, przewodniczący rady nadzorczej Bakallandu.

Maciej Majewski, prezes Stowarzyszenia Sady Grójeckie, opowiedział o tym, co ekologiczne postawy klientów oznaczają dla producentów jabłek. - Wszystkie te postawy eko, prospołecznie, proklimatycznie muszą łączyć się w całość. - Już na etapie zakładania sadu musimy wybrać dla niego odpowiednią lokalizację, następnie musimy wybrać odpowiednie odmiany, które będą bardziej odporne na choroby i szkodniki. Same techniki upraw również mają duże znaczenie. To są elementy stojące po stronie produkcji. Nie dalibyśmy rady tego wszystkiego wdrożyć, gdyby nie długofalowa strategia i partnerstwo organizacji z firmami handlowymi. Dzięki tej współpracy możemy podejmować decyzje, które będą trafne przez kolejne lata – mówił prezes Stowarzyszenia Sady Grójeckie.

Maciej Majewski dodał, że członkowie organizacji od lat ograniczają stosowanie nawozów. - Podstawą certyfikacji jabłka grójeckiego są certyfikaty jakości i bezpieczeństwa żywności. Te standardy narzucają na nas zdroworozsądkowe podejście do stosowania nawozów. Ponadto zbieramy i analizujemy dane ze stacji meteorologicznych, aby ochrona sadów była jak najbardziej skuteczna – wymienił przedstawiciel Sadów Grójeckich i dodał, że ochrona środowiska nie leży tylko po stronie produkcji, ale także przetwórstwa. Jako przykład ekologicznych rozwiązań wskazał wymianę chłodni na takie, które zużywają znacznie mniej energii elektrycznej, inwestycje w instalacje fotowoltaiczne oraz optymalizację transportu jabłek.

Anna Dębicka, dyrektor na Polskę i Europę Centralną MSC, opowiedziała o wpływie znaku MSC na wybory klientów. – Na wstępie muszą zaznaczyć, że ryby już od wielu lat są przeławiane. Niektórzy mogą myśleć, że ma to niewielki wpływ na Polskę, ale trzeba pamiętać, że w skali światowej ryby spożywane są przez połowę społeczeństwa, a załamanie się gospodarki mórz i oceanów to według ONZ drugi najpoważniejszy problem zakaz po zmianach klimatu. Dlatego pozyskiwanie ryb ze zrównoważonych źródeł powinno być dla nas wszystkich bardzo ważne. Jako organizacja pozarządowa zajmująca się certyfikacją ryb, monitorujemy świadomość naszych konsumentów na ponad 20 rynkach. Po raz trzeci w tym roku przeprowadziliśmy badanie wśród polskich konsumentów. Ponad 70 proc. z nich deklaruje, że chce jeść ryby i owoce może ze zrównoważonych źródeł, aby zachować zasoby dla przyszłych pokoleń. Co ważne, Polacy deklarują, że są gotowi do zmian, jeśli chodzi o wybór produktów. 90 proc. badanych mówi, że zamierza wybierać takie, które mają certyfikat – mówiła Anna Dębicka. Przedstawicielka MSC wyjaśniła, że te dane ułatwiają organizacji współpracę z sieciami handlowymi. W Polsce działa już ponad 100 firm, które posiadają certyfikat MSC.

Zdaniem Łukasza Wojciechowskiego, Partnera z Działu Audytu, Lidera Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY, zaobserwować można istotne zmiany zachowań konsumentów w pandemii. Zmiany dotyczą  deklaracji wydatkowych, preferencji zakupowych, czy wartości, którymi konsumenci się kierują. Z badania EY wynika, że Polacy są bardziej sceptyczni wobec swojej sytuacji niż globalny respondent. - Co trzeci Polak uważa, że obecna sytuacja jest gorsza niż miesiąc temu, tylko 4 proc. Polaków twierdzi, że sytuacja się poprawiła względem poprzedniego miesiąca. Natomiast globalnie 16 proc. respondentów ocenia zarówno lepiej jak i gorzej obecną sytuację – mówił Łukasz Wojciechowski.

Z badań wynika, że bardziej obawiamy się o zdrowie swoich bliskich, o swoją pracę, o finanse. Niemal połowa badanych odczuwa dyskomfort podróżując komunikacją miejską, podobna liczba boi się iść do restauracji. Natomiast w przypadku robienia zakupów spożywczych, tylko 18 proc. odczuwa dyskomfort. Jak te obawy przekładają się na trendy zakupowe? - W większości kategorii konsumenckich obserwujemy deklaratywny spadek wydatków. Są one spójne z danymi o sprzedaży detalicznej za 9 miesięcy tego roku, które mówią o spadku o ponad 3 pkt proc. względem 2019 roku. Polacy szukają oszczędności, mniej wydają na kino, wakacje, usługi typu fryzjer, czy towary luksusowe. Oczywiście część wydatków jest ograniczana przez odgórne restrykcje. Więcej natomiast wydajemy na artykuły higieny osobistej, artykuły gospodarstwa domowego, świeżą żywność, domowe środki czystości – wymieniał Partner EY.

Grzegorz Smereka, wiceprezes Impel System Sp. z o.o., dyrektor grupy produktowej Cleaning w Grupie Impel zwracał uwagę na zmiany podejścia konsumentów do kwestii bezpieczeństwa zakupów. - Mam wrażenie, że w kontekście bezpieczeństwa zakupów to, co się obecnie dzieje zmieni branżę chyba już na zawsze. Z naszych obserwacji wynika, że wizyta w sklepie to nadal forma spędzania wolnego czasu. Zachowanie dystansu, czystości na półkach czy w przymierzalni ma duże znaczenie. Zasady bezpieczeństwa, warunki sanitarne to teraz jedno z kryterium wyboru miejsca zakupów przez klientów - dodał.

Podkreślił, że chodzi tu nie tylko o bezpieczeństwo, które zapewni zarządca sklepu, ale też to, które tworzą inni kupujący. - W sytuacji, kiedy mamy 25 tys. zachorowań dziennie, zaufanie do postaw innych kupujących jest kluczowe dla przyszłości handlu stacjonarnego. Niezbędne będzie wyposażenie właścicieli i personelu sklepu w narzędzia, które pozwolą lepiej egzekwować prawo, w którym funkcjonujemy – mówił. - Wyposażamy klientów i pracowników np. w środki do dezynfekcji, rękawiczki, ale nie wyposażamy ich w narzędzia, które zakażą wstępu do sklepu galerii osobie, która bagatelizuje wymogi sanitarne – kontynuował Grzegorz Smereka.

Wiceprezes Impel System przypomniał, że wielu klientów spółki korzysta z usług ochrony. Jego zdaniem, służby ochrony mogłyby mieć wpływ na ograniczenie transmisji wirusa i na komfort kupujących, jeśli miałyby dostęp do odpowiednich narzędzi. - Myślę, że niezbędne jest przygotowanie wytycznych, jak weryfikować osoby, które brak maseczki traktują, jako formę buntu. Z naszego doświadczenia wynika, że coraz częstsze są utarczki miedzy klientami, którzy bagatelizują wymogi sanitarne i kupującymi, którzy mają wysoką świadomość ryzyk. To pokazuje, że wysiłki, które podejmuje cała branża mogą tracić na znaczeniu – choć sami stosujemy się do zasad, to jednak nie zawsze mamy narzędzia, by te zasady wyegzekwować od innych – tłumaczył Grzegorz Smereka.

– Wszyscy jesteśmy elementami dużego eko sytemu i cierpimy na tym, co się dzieje. Mimo że spodziewaliśmy się drugiej fali, to myśleliśmy, że nie będzie aż tak źle, a jest. Patrząc na kryzys ekonomiczny, rozmawiając z szefami kuchni można zauważyć u nich kryzys emocjonalny. Usłyszałam od kilku szefów kuchni, czego bym się nie spodziewała na wiosnę, że jeżeli będą kolejne obostrzenia, to oni zawodowo upadną. Czyli niektóre osoby są już "pod ścianą" i pytanie jest, czy one będą w stanie wytrzymać to emocjonalnie – podkreślała Magdalena Figurna menedżer ds. PR i komunikacji wewnętrznej w Makro Cash & Carry Polska.

– Jeśli chodzi o branżę gastro, to sygnały są dramatyczne. Ok 2/3 restauracji może nie dotrwać do świąt. Wygląda to mało optymistycznie. Nie udało się nam jeszcze odrobić strat wiosennych. Rosną stosy faktur, a spirala zadłużenia się rozkręca. A widmo samej tarczy, pomoc na tym etapie ze strony rządu jest niedoprecyzowana, a nawet jak te kwoty pojawiają się, to są bardzo małe, niewystarczające nawet na zapłatę za elektryczność. Na pewno nie jest to koniec gastronomii, bo po każdym kryzysie gastronomia wstawała na nogi, tyle że w innym składzie, a zatem na wiosnę będziemy w innym składzie w branży. Jednak głęboko wierzę, że znajdzie się jakieś rozwiązanie. Może ten lockdown nie potrwa do wiosny i wrócimy do restauracji już w grudniu lub po nowym roku – mówił Maciej Żakowski, współwłaściciel sieci Orzo.

– Cieszy mnie, że otworzyła się kreatywność wśród gastronomii, wśród właścicieli i pracowników, którzy poszukują nowych źródeł przychodów i otworzyli się na nowy rodzaj pracy. Przykładowo w mojej restauracji sommelierzy czy kelnerzy dzisiaj z uśmiechem na twarzy dostarczają zamówienia do drzwi tak jak kiedyś do stolika. Stali się kurierami. Robią to ochoczo i rozumieją, że w ten sposób możemy mieć jakiś dochód. Natomiast dla takich restauracji, to około 15-20 procent realnego obrotu, jaki możemy wygenerować poprzez obostrzenia logistyczne. Cieszę się z solidarności branży, kreatywności, tego, że polecamy się nawzajem, mimo że jeszcze nie tak dawno byliśmy dla siebie konkurencją. Natomiast mam żal do rządu, ale i do siebie, że uwierzyłem, że jest ktoś, kto chce nam pomoc ze strony rządu – powiedział Tomasz Czudowski, współwłaściciel stołecznych lokali Alewino i Restauracja Forty.

- Moim zdaniem powinien pojawić się nowy format restauracji, bo być może nie jest to ostatni lockdown, który przechodzimy. I byłoby absurdalne, żeby kolejny raz nas zamykać. Trzeba wypracować model, który będzie bezpieczny. A ludzie, którzy pracują w tej branży dbają o najwyższe środki higieny. Gastronomia robi to dobrze. Można przedefiniować model restauracji, żeby coś powstało na zasadzie sklepów restauracyjnych, że restauracja ma regały, oddzielne wejście dla gości i dla kurierów. Też bardzo cieszą mnie start-upy jak np. w aplikacja jaka powstała w Wielkiej Brytanii zrzeszająca restauratorów, którzy przygotowują dania do samodzielnego skomponowania w domu. To wszystko jest do wypracowania – oceniał Tadeusz Muller z  Make Me Food.

- Obecnie mamy fajną i sprzyjającą sytuację w Polsce do inwestowania w spółki start-upowe.  Spółki wspierane prywatnymi pieniędzmi powodują naturalne dążenie do rozwoju spółek. Niestety, jeśli chodzi o branżę spożywczą start-upów jest nadal bardzo mało. Pewnie dlatego, że inne dziedziny życia pokazują, że wyceny są tam wyższe, jest szybsze działanie i możliwość osiągnięcia sukcesu. I to determinuje fokus na te przedsięwzięcia – stwierdził Marian Owerko, przewodniczący rady nadzorczej, Bakalland SA.

- W czasie pierwszych dni lockdownu zauważyliśmy, że zakupy bez wychodzenia z domu są dostępne jedynie dla wybrańców. Nie ukrywam, że jesteśmy dzieckiem COVID-19, jako firma technologiczna stwierdziliśmy, że mamy możliwości, żeby coś z tym zrobić. Od początku mieliśmy cel: dać możliwość mniejszym i większym sklepom rozpocząć wyścig o klientów dla nich nowym kanałem jakim jest e-commerce – mówił Sebastian Wróbel, CEO, ClickCollect.io.

- Inwestorzy jeszcze nie są na takim etapie, że chcą inwestować w start-upy, ponieważ to jest dla nich za mały rynek, ale to się pomału zmienia. I tak np. producenci mięsa chcą inwestować w zamienniki mięsa, chociaż to kilka procent w ich działalności. Pandemia to jednak szansa dla sektora spożywczego – mówił Piotr Grabowski, współzałożyciel, FoodTech.ac.

- Podczas lockdownu EIT Food uruchomiło specjalny fundusz skierowany dla startupów, których działania były ograniczone lub wstrzymane przez COVID-19. Zainteresowanie było ogromne, otrzymaliśmy ok. 500 aplikacji,  dofinansowaliśmy startupy na łączną kwotę 5 mln EURO – wskazała Adriana Bałazy, Business Development Manager,  EIT Food.