Marcin Mucha był jednym z prelegentów sesji, którą moderowali w Katowicach Iwona Dyba – redaktor naczelna portalu farmer.pl i Radosław Iwański – redaktor naczelny magazynu „Farmer”.

 Zaproszeni goście, w tym również Janusz Wojciechowski, komisarz ds. rolnictwa, dyskutowali na temat zmian, które mają wprowadzić ambitne wymagania Europejskiego Zielonego Ładu (EZŁ). Przypominamy, że mówią one m.in. o redukcji do 2030 r. o 50 proc. zużycia środków ochrony roślin.

- Proces wycofywania substancji jest problematyczny dla rolników, co znacznie ogranicza możliwości skutecznej i efektywnej ochrony roślin. Jeśli patrzymy w szerszym kontekście Europejskiego Zielonego Ładu to zdecydowanie to nie pomaga. Jeżeli ambitne cele, które EZŁ przed nami stawia, mają być zrealizowane, to tam też jest kwestia dotycząca m.in. dochodowości dla gospodarstw rolnych, a wycofywanie poszczególnych substancji, raczej odwraca tę sytuację. Ponieważ pewnych substancji nie da się zastąpić jeden do jednego. Nie ma alternatyw. Wymagane jest nawet większe zużycie środków do ochrony. Trochę idziemy w kierunku odwrotnym do zamierzonego. Myślę, że nie ma wątpliwości, że zmiana jest potrzebna. Natomiast trzeba to zrobić bardzo rozsądnie i racjonalnie – mówił podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego Marcin Mucha.

Koszty wprowadzenia Europejskiego Zielonego Ładu

Na spotkaniu podkreślano, że wiele uwagi poświęca się wymaganiom EZŁ, ale mało jest informacji na temat kosztów ich wprowadzenia. Ponad rok temu raport w tej sprawie został przygotowany przez Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA). Dyrektor PSOR w czasie EEC odniósł się do innego zestawienia, którego wyniki poznamy niebawem.

- Chcę zwrócić uwagę na raport Polityka Insight, który jest na ukończeniu. Raport, który przy współudziale naukowców, ekspertów przeprowadził analizę dotyczącą skutków Europejskiego Zielonego Ładu dla Polski i tam jest kilka ciekawych wniosków. W scenariuszach, które są tam założone, rolnictwo precyzyjne pełni kluczową rolę – mówił Mucha.

Poza tym odniósł się też do założeń początkowych wymogów EZŁ, które w jego opinii są nierealne do wprowadzenia. – Trzeba poszukać innej opcji. Przy czym warianty alternatywne, które w tym raporcie zostały przywołane też pokazują negatywne konsekwencje. Troszeczkę mniej drastyczne, ale one nadal są - podkreślał Marcin Mucha.

- Z raportu wysnuć można bardzo mało optymistyczne wnioski jeżeli zdecydujemy się na pełne wdrożenie tych założeń. Trzeba tak je zrealizować, żeby EZŁ nie został wdrożony kosztem rolników i całego społeczeństwa – dodawał.

Alternatywy dla chemicznych środków ochrony roślin

Dyrektor PSOR został zapytany o drugą wersję projektu Krajowego Planu Strategicznego, gdzie widnieją takie zapisy jak fakt, że w jednym z ekoschematów biologiczna ochrona upraw przeznaczony areał uprawy to 5 tys. ha, dla ekoprodukcji – 523 tys. ha, a dla integrowanej produkcji ok. 21 tys. ha. Czy te powierzchnie są wystarczające, aby wspierać rozwiązania biologiczne, które mają być alternatywą dla środków chemicznych?

- Musimy wyjść od innego punktu. Tradycyjni rolnicy wykorzystują w dużej mierze chemiczne środki ochrony roślin. A teraz w dużej mierze kładzie się nacisk na innego rodzaju ochronę, czyli wykorzystywanie tych elementów biologicznych. To jest dobra droga, którą też należy uwzględnić. Takie też jest oczekiwanie społeczne i polityczne – zaznaczał Marcin Mucha.

I jak podkreślał, jeżeli ta droga miałaby być jedną z prowadzących nas do spełnienia założeń Europejskiego Zielonego Ładu, to musi być ona dofinansowana. Tak jak to już ma miejsce np. w Niemczech.

Zaznaczał, że środki biologiczne nie zastąpią konwencjonalnych środków ochrony roślin, bo te muszą być wykorzystywane w ochronie roślin. - Ale w Polsce zużycie substancji czynnej na hektar jest dosyć niskie w stosunku do średniej unijnej. Jeśli chcemy wyjść naprzeciw ambitnym celom EZŁ to powinniśmy się skupić nie na prostej redukcji, tylko na zapewnieniu odpowiedniego ich stosowania. To jest klucz do sukcesu – podsumował Marcin Mucha.