- Poniższym tekstem rozpoczynamy autorski cykl „Trzy pytania do. Rozmowy Olimpii Wolf” poruszający ważne tematy w obszarze rynku żywności.
- Zapraszamy również do lektury innych wywiadów z cyklu "Trzy pytania do. Rozmowy Olimpii Wolf".
Olimpia Wolf: Jakie scenariusze rysują się przed nami, jeśli w porę nie zajmiemy się kwestią zanieczyszczeń powietrza, wody i gleby generowanych przez branżę rolno-spożywczą?
Kacper Nosarzewski: Opowiem o dwóch wizjach przyszłości, które mogą być ze sobą powiązane, występować jednocześnie lub zupełnie niezależnie. Pochodzą one z trochę innych porządków. Pierwsza z nich to wizja świata, w którym Unia Europejska znacznie przewartościowuje wspólną politykę rolną (WPR). Możemy sobie wyobrazić, że w przyszłości do WPR zostaną wprowadzone mechanizmy, które uzależnią wysokość świadczeń dla unijnego rynku rolnego od wskaźników z zakresu wpływu środowiskowego rolnictwa. Odbyłoby się to pod naciskiem państw o wysoce innowacyjnym modelu produkcji rolnej i przetwórstwa spożywczego, takich jak Niderlandy, Francja czy Niemcy oraz pod naciskiem politycznym, uzasadnionym wymogami realnego wdrażania zrównoważonego rozwoju. Jeśli więc nie zajmiemy się na poważnie kwestią zanieczyszczeń środowiska generowaną przez firmy, możemy otrzymywać mniejsze dopłaty dla naszej branży rolno-spożywczej. Wyobrażenie sobie takiego scenariusza może być nieprzyjemne. Zdecydowanie nie jest to przyszłość, której byśmy chcieli. Zwłaszcza, gdy myślimy o odbudowie gospodarki po pandemii. Mamy wiele innych problemów do rozwiązania, branżowych, rynkowych czy związanych z konkurencyjnością. A tu pojawiłby się kolejny. To jest wizja, którą od siebie oddalamy i nie chcemy się nią zajmować. Ale taka przyszłość nie jest niemożliwa.
Jak wygląda druga wizja?
Druga wizja dotyczy negatywnych sprzężeń zwrotnych, związanych z rozchwianym, zmieniającym się klimatem. Może to wzmagać problemy, które mamy już dziś. Wiosną ubiegłego roku hydrolodzy, meteorolodzy i analitycy sektora rolniczego bili na alarm mówiąc, że szykuje się rekordowa susza. Na szczęście tak się nie stało. W tym roku susza prawdopodobnie będzie występować regionalnie, np. w środkowej Polsce, gdzie stosunki wodne są najgorsze. Ale rok 2020 i 2021 to tylko dwa punkty na długiej linii czasu, w trendzie, który widzimy i wiemy, że wynika z prowadzonej gospodarki wodnej oraz ze zmian klimatu. Ani w jednym, ani w drugim obszarze nie ma istotnych korzystnych zmian. Nie możemy się więc spodziewać, że ten trend ulegnie zmianie. Posuchy nadal są i będą zmorą producentów roślinnych w Polsce. Zaczną się też dawać we znaki konsumentom. A pomyślmy, co może się stać, jeśli wzmożenie negatywnych zjawisk związanych ze zmianą klimatu zacznie dotyczyć „spichlerzy świata”, takich jak Ukraina, niektóre państwa azjatyckie, afrykańskie, Stany Zjednoczone czy Kanada, w których odbywa się produkcja żywności na szeroką skalę. Aby do tego nie doszło, trzeba podjąć działania powodujące zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych oraz prowadzić zadania adaptacyjne, czyli np. przestawić się na nowe odmiany roślin bardziej tolerancyjne na suszę.
A gdy tego nie zrobimy?
To możemy wyobrazić sobie rzeczywistość, w której dochodzi do kryzysu żywnościowego w skali globalnej. Nasilić go może rosnąca populacja Afryki i Azji oraz presja klimatyczna na produkcję pierwotną. Odbije się to na cenach surowca oraz na przetwórstwie, ponieważ niektóre produkty mogą być niedostępne. Polscy producenci żywności sprowadzają surowiec z każdego regionu świata, między innymi kakao z Afryki, koncentraty i inne produkty z Chin czy Azji południowo-wschodniej. Niech tego obrazu nie przysłania fakt, że w niektórych działach produkcji i przetwórstwa jesteśmy liderami światowymi i wytwarzamy sporo ponad to, czego potrzebujemy – saldo handlu żywnością w bez mała wszystkich kategoriach statystycznych jest dodatnie. To jeszcze nie znaczy, że nie jesteśmy podatni na kryzysy i zaburzenia w innych rejonach świata. Jednym ze skutków kryzysu żywnościowego byłby ogromny wzrost cen żywności na całym świecie, również w Polsce. W konsekwencji wiele osób w naszym kraju nie miałoby wystarczających środków finansowych na kupno jedzenia. To wcale nie jest tak bardzo nierealna wizja, jak może się nam wydawać.


komentarze (1)
Greta Thunberg z brodą? Jakiś nowy wirus?
Odpowiedz