- Wchodzimy w epokę szamaństwa. Polega to na tym, że ktoś zna się na czymś tylko dlatego, że jest sławny. Udział celebrytów to dobry sposób na marketing, jednak często z powodów marketingowych rodzą się mity żywieniowe - mówił.

Jako przykład dał tzw. superfoods typu nasiona chia i olej kokosowy. - Okazuje się, że superfoods pochodzące z innych stref klimatycznych niekoniecznie nam odpowiada. Nasiona chia są niedozwolone do stosowania w produktach mleczarskich, a jak zbadano olej kokosowy ma właściwości podobne do oleju rzepakowego. Kreując trendy, musimy sprawdzić, co mówią na ten temat przepisy prawa. Mamy ciekawe czasy dla wysokiej kreatywności, ale nie można promować właściwości produktu, jeśli produkt tych właściwości nie ma. Także dlatego, że konsumenci są coraz bardziej świadomi i nie dają się łatwo nabrać - mówił.

- Jeden dobry profil na Instagramie może wywrócić do góry nogami niejeden biznes i z drugiej strony zbudować niejeden biznes. Tak na przykład pojawiła się popularność produktów bezglutenowych. Kilku celebrytów w Stanach Zjednoczonych chciało się wypromować w ten sposób, że popularyzowało tę dietę, choć nie miało to podłoża naukowego. W Polsce mamy około 2 proc. osób z celiakią – dodał.

Z drugiej strony trzeba wykorzystywać nowe możliwości, jakie dają mody na produkty dozwolone w Polsce. – Na przykład żywność liofilizowana, która jest znana od kilkudziesięciu lat, ale teraz mamy boom na te produkty. Z jednej strony, trzeba uważać, z drugiej, łapać szansę. Musimy też bardzo pilnie śledzić co się pokazuje na Instagramie i Facebooku – podsumował.