W pierwszej części panelu „Innowacje w czasach koronawirusa. Co z nadziejami start-upów?” zaproszeni eksperci i rozmówcy – obecni zarówno w naszym studio nagrań jak i online – zostali poproszeni o wprowadzenie do tematu i diagnozę polskiego rynku foodtechowych startupów.

Marian Owerko, przewodniczący rady nadzorczej, Bakalland SA na początku przyznał, że obecnie mamy fajną i sprzyjającą sytuację w Polsce do inwestowania w spółki start-upowe. Spółki wspierane prywatnymi pieniędzmi powodują naturalne dążenie do rozwoju spółek. - Niestety, jeśli chodzi o branżę spożywczą start-upów jest nadal bardzo mało. Pewnie dlatego, że inne dziedziny życia pokazują, że wyceny są tam wyższe, jest szybsze działanie i możliwość osiągnięcia sukcesu. I to determinuje fokus na te przedsięwzięcia. Natomiast oczywiście są też takie spółki jak np. spółka Oskara Lisa Natura Cold Press, która jest przykładem zaprzeczającym tej regule. To oznacza, że można znaleźć obszar, który jest w branży spożywczej fajnym biznesem i zainteresuje inwestorów. Jest kilka takich spółek które widzę, którym się przyglądam – ocenił Marian Owerko.

Dodał, że widzi dużo rozwiązań w obszarze dystrybucyjnym opartych np. o e-commerce, które powodują zainteresowanie inwestorów. - Natomiast uważam, że branża spożywcza nie jest największym odbiorcą pieniędzy start-upowych – dodał przewodniczący rady nadzorczej Bakalland SA.

Piotr Grabowski, współzałożyciel, FoodTech.ac dodał, że faktycznie inwestorzy jeszcze nie są na takim etapie, że chcą inwestować w start-upy, ponieważ to jest dla nich za mały rynek.

- Chociaż to zmienia się pomału. I tak np. producenci mięsa chcą inwestować w zamienniki mięsa, chociaż to kilka procent w ich działalności – powiedział Piotr Grabowski, współzałożyciel FoodTech.ac, w trakcie debaty „Innowacje w czasach koronawirusa. Co z nadziejami start-upów?“ podczas Internetowego Forum Rynku Spożywczego i Handlu.

Zdaniem Piotra Grabowskiego nie jest łatwe namówienie firm z sektora spożywczego do inwestowania w start-upy.

– Wiele osób mówi nam, że ten temat jest na bardzo wczesnym etapie rozwoju i my się z tym zgadzamy, i uważamy, że jest to dla nas akurat dobrze. Szukamy osób, które zechcą zainwestować w środowisko start-upów. Akurat w branży spożywczej nie jest to łatwe – ze względu na to, że w produkcji żywności nie da się ominąć pewnych kosztów stałych jak np. centra dystrybucji, logistyczne, które muszą powstać. Prawda jest taka, że fundusze inwestycyjne w Polsce nie są jeszcze zainteresowane tym kierunkiem inwestycji. Branża spożywcza nie jest traktowana start-upowo. Natomiast to zmienia się na plus – ocenił Piotr Grabowski.

Jego zdaniem bardzo ważna jest edukacja inwestorów, żeby zmienili swoje podejście do start-upów. – To się już dzieje pomału. I tak np. producenci mięsa chcą inwestować w zamienniki mięsa, chociaż zdają sobie sprawę, że docelowo będzie to stanowić kilka procent w ich działalności. Dobre przykłady idą zza granicy i pomagają edukować ludzi w Polsce – dodał.

Czy startupy są covidoodporne? - Pandemia to szansa dla spożywki. Sektor produktowy cały czas się mocno rozwija, nie przeszkodziły zamknięte sklepy. Ludzie jedzą i będą jeść zawsze. Sektor usług również się ładnie rozwija w pandemii – e-commerce, delivery. Gastronomia mocno odczuła lockdown i jego konsekwencje ale też wykazała się kreatywnością – wyliczał ekspert.

Adriana Bałazy, Business Development Manager,  EIT Food opowiedziała o tym, że podczas lockdownu EIT Food uruchomiło specjalny fundusz skierowany dla startupów, których działania były ograniczone lub wstrzymane przez COVID-19. - Zainteresowanie było ogromne, otrzymaliśmy ok. 500 aplikacji, dofinansowaliśmy startupy na łączną kwotę 5 mln EURO - dodała.

EIT Food wspiera pomysłodawców od początku, od powstania idei. - Są to np. takie projekty typu Challenge Labs – gdzie zapraszamy przedstawicieli firm rolno-spożywczych oraz osoby indywidualne, naukowców i ekspertów - i oni razem tworzą za pomocą kreatywnych metodologii nowe rozwiązania, które później staramy się wspierać i wdrażać.  Poza tym parujemy polskie startupy z rolnikami z innych krajów – wyliczała podczas debaty Adriana Bałazy.

Z kolei Malka Kafka, właścicielka, TelAviv Urban Food opowiedziała o swojej historii związanej z gastronomią i startupami.

- 10 lat temu otwierałam Tel Aviv Urban Food, dziś wiem, że to nie był start-up. Wtedy byłam restauratorką dziś jestem business person a to jest zupełnie inne myślenie o biznesie i gastronomii. Te 10 lat przygotowywało mnie do tego, żeby w ogóle nauczyć się czym jest gastronomia. Dzisiaj widzę jak ważna jest wiedza dot. tego czego dotyczy dany startup.  Mogę powiedzieć, że dopiero od trzech lat mam strat-up, wcześniej byłam restauratorką. Na początku bawiłam się w gastronomię i restaurację, polegałam na własnej intuicji a nie twardych danych finansowych i mocnych wskaźnikach ekonomicznych – jak to się dzieje obecnie. Dzisiaj dzień zaczynam od Excella, od sprawdzenia wyników finansowych w poszczególnych lokalach, jak jest realizowany budżet, czy jest odpowiednia marża czy mamy cash flow, jak długo będziemy w stanie przetrwać kryzys. Takie są moje doświadczenia – wyliczała Malka Kafka. 

Następnie zwróciła uwagę jak ważne jest zbudowanie modelu – który jest jasny, zwinny, prosty do powielenia. – Niezwykle istotne jest również przygotowanie rzetelnej strategii. Na początku drogi moim zdaniem trzeba również zadecydować czy chce się bawić i fajnie spędzać czas robiąc jedzenie czy chce się fajnie bawić ale równocześnie zarabiać poważne pieniądze – mówiła podczas sesji.

Następnie głos zabrali przedstawiciele start-upów.

Oskar Lis, prezes, Natura Cold Press przyznał, że do tej sceny foodtechowej wybierał się przede wszystkim w poszukiwaniu tych wszystkich wad, które przedstawili przedmówcy czyli całego łańcucha produkcji, logistyki. - Jako, że wcześniej miałem więcej do czynienia ze sceną stratupową technologiczną, to muszę powiedzieć, że możliwość produkowania realnego produkty, który fizycznie istnieje, który gdzieś się wysyła, który ktoś recenzuje i spożywa, który pojawia się na sklepowej półce – jakoś zawsze mnie interesowało i udało się nam to odnaleźć - opowiedział.

Przyznał, że historia jego firmy jest trochę o tym jak ewoluuje ta branża foodtechowa w Polsce. - Myśmy startowali w 2016 r. ja wtedy uciekałam od świata wielkich technologii. Dzisiaj widać jak zainteresowanie wielkiej sceny startupowej foodtechem rośnie. To nas cieszy. Zwłaszcza, że my przeprowadziliśmy rundę inwestycyjną i udało się nam dołączyć do silnego partnera VC bValue – dodał.

Przyznał, że kilka czynników doprowadziło do tego, że jego firma jest w tym punkcie, w którym się znajduje. – Kiedy zaczynaliśmy w 2016 r. to był początek boomu na prozdrowotną żywność, holistyczne podejście do dbania o siebie. A my, wprowadzając produkt naturalny, 100 proc. soki cold press i diety sokowe, odpowiadaliśmy na ten trend. Równolegle, z drugiej strony, trafiliśmy na takie początki w Polsce biznesowego wykorzystania mediów społecznościowych i drzemiącego w tym potencjału biznesowego. My mocno na to postawiliśmy, wyrażało się to w działaniach organicznych, promocyjnych jak i np. w influence marketingu. Poza tym do branży wprowadziliśmy nasze doświadczenia technologiczne, a wówczas kiedy ruszaliśmy z naszym projektem e-commercowym warto dodać, że mieliśmy na przeciwko siebie firmy, które realizowały zamówienia wyłącznie przez telefon, bez automatycznych płatności. Rzeczy, które dzisiaj wydają się podstawą, wówczas były rewolucją. W największym skrócie my stworzyliśmy sklep internetowy, który działał i samo to wówczas było rewolucją – wyliczał Oskar Lis.  

Sebastian Wróbel, CEO, ClickCollect.io opowiedział swoją historię. – My, czasie pierwszych dni lockdownu, który miał miejsce w marcu 2020, zauważyliśmy że zakupy bez wychodzenia z domu są dostępne jedynie dla wybrańców. Nie ukrywam, że jesteśmy dzieckiem COVID-19, jako firma technologiczna stwierdziliśmy, że mamy możliwości, żeby coś z tym zrobić. Mieliśmy kilkunastoletnie doświadczenie na tym polu, przez 17 lat działaliśmy jako dostawca różnych rozwiązań technologicznych dla klientów z całego świata, zbudowaliśmy dziesiątki market place’ów. Od początku mieliśmy cel: dajemy możliwość mniejszym i większym sklepom rozpocząć wyścig o klientów dla nich nowym kanałem jakim jest e-commerce. Zrobiliśmy to bardzo zwinnie, w ciągu 3 tygodni wypuściliśmy pierwszą wersję. Zdążyliśmy zrobić to podczas lockdownu, pomogliśmy wielu sklepom ale i klientom w zakupach w trakcie kwarantanny – opowiedział Sebastian Wróbel. 

W tym momencie to rozwiązanie, które jest czysto cyfrowe, pomaga sklepom rozpocząć sprzedaż w internecie.

- Część konsumentów, głównie z Trójmiasta, zna nas pod nazwą odbierzspozywke.pl. Powoli naszą usługą zaczyna się interesować coraz więcej osób, z całej Polski. Widać, że ta nowa rzeczywistość dociera do coraz większej rzeszy osób – dodał.

Bartłomiej Topa, Piotr Borkowski, współwłaściciele, Terafood Sp. z o.o., marka Kurkumik są zupełnie nowi na spożywczym rynku.

- Zaczęło się od tego, że w 2014 r. brałem udział w takim programie „Zdrowie powraca do zdrowia”, przygotowanym dla 20 osób, które były żywione wyłącznie naturalnym zielonym dobrym jedzeniem, nieprzetworzonym, zachowującym wszystkie enzymy. Piotr był asystentem kucharza, który jeździł po całym świecie i leczył ludzi jedzeniem. To był nasz wspólny początek, po tym programie pomyślałem sobie, że to nie może być koniec. Spotkaliśmy się, stworzyliśmy firmę Terafood i markę Kurkumik, napoju na bazie kurkumy, imbiru, pieprzu, cytryny i wody. Jesteśmy na początku drogi. Mamy sklep internetowy. Współpracujemy z małą manufakturą, który tłoczy nasze Kurkumiki pod Warszawą – mówił Bartek Topa.

- Te 6 lat temu program był eksperymentem żywieniowym, który miał wzmocnić lub obalić tezę, że poprzez jedzenie możemy poprawić stan swojego organizmu albo sobie zaszkodzić. Dziś jest oczywistością, że jesteśmy tym co jemy. To pokazuje jak dużo w tej świadomości nas wszystkich się zmieniło - dodał.

Dzisiaj Terafood bazuje na Kurkumiku ale jak wspomina Piotr Borkowski to nie była od początku oczywistość.

- My wiedzieliśmy od początku, ze chcemy produkować jedzenie, które jest terapeutyczne – stąd nazwa Terafood (czyli Terapeutyczne Żywienie), które wpływa na nasze zdrowie pozytywie. Na początku operowaliśmy na ok. 20 produktach, eksperymentowaliśmy z różnymi opcjami. Ostatecznie okazało się, że Kurkumik jest produktem na czasie, poszukiwanym. Jest spójny z naszą wizją i możemy go oferować – dodał.

W drugiej części debaty nastąpił hybrydowy networking, wymiana wiedzy, energii i pytań między prelegentami.

Piotr Grabowski zapytał Oskara Lisa, na co poświęcił zbyt dużo czasu przy budowaniu biznesu Natura Cold Press?

Oskar Lis przyznał, że wszystkie aspekty psychologiczne tworzenia swojego dzieła, niemal „dziecka”, powodują to, że daje się temu kolejne szanse. - Dlatego zachęcam wszystkich do podchodzenia na chłodno do swoich pomysłów i do zabijania tych, które nie są trafione. W naszym przypadku były na pewno różne ślepe uliczki związane z produktami. Jako osoba z zewnątrz musiałem się nauczyć wszystkiego od początku jeśli chodzi o produkcję. Uważam, że warto postawić na co-foundera, jakiegoś szefa produkcji, który przejmie część rzeczy od nas i wesprze nas lub zastąpi, bo jeśli my sami zabierzemy się za rzeczy, na których nie znamy, to nie wykorzystamy tych swoich naturalnych talentów i predyspozycji – doradził Oskar Lis.

Piotr Grabowski zgodził się z Oskarem Lisem, że warto oddać część kompetencji osobom, które się znają na danym obszarze. - Szukanie wspólników, founderów, mentorów w tym tradycyjnym środowisku biznesowym jest świetnym pomysłem. Z mojego doświadczenia wynika, że często zbyt wiele czasu poświęca się na produkcie, na wielu różnych jego wariantach. A często wystarczy jeden wariant – ten najlepszy. Potem należy sparować najlepszy wariant produktu z docelową grupą - dodał Piotr Grabowski.

Jego zdaniem należy eksperymentować jednak nie za długo. A z potencjalnymi konsumentami trzeba rozmawiać, o produkcie, o ich potrzebach.

Bartek Topa zgodził się, że testowanie jest niezwykle ważne, jest jednym z podstawowych i głównych elementów tworzenia nowego produkty, który później będzie owocował.

- Kiedy przekazuję butelkę z naszym napojem w nowe ręce to myślę o osobach, które będą to spożywać. Nasz produkt nie jest tylko wytworem przemysłu, to coś więcej. Oskar mówił o odsunięciu emocji od tych działań, a ja mam przekonanie, że w każdej butelce jest odrobina naszego serca. To może brzmi naiwnie ale to prawda - dodał Bartek Topa.

Jak zacząć niszowy biznes? - Po pierwsze trzeba w niego uwierzyć, a potem testować, rozmawiać z konsumentem i pytać jak smakuje, jak się czuje, jak nas postrzega - mówił Bartłomiej Topa.

- Po tej "selekcji" stanęliśmy przed największym wyzwaniem, czyli dystrybucja. Pracujemy nad zbudowaniem dostępności naszych produktów - mówił Piotr Borkowski, współwłaściciel Terafood.

Malka Kafka przyznała, że ona również na początku miała mnóstwo emocji do swoich produktów i działań. - Ciągle próbowałam, eksperymentowałam. Nazywam to syndromem założycielki. W pewnym momencie trzeba powiedzieć stop i zastosować zasadę celów odrzuconych. Kiedy jest strategia na początku stworzona, podąża się za nią i ją realizuje  wtedy biznes prowadzi się dużo spokojniej i dużo łatwiej. Moim zdaniem w pewnym momencie warto zatrudnić kogoś z zewnątrz, takie osoby, które nas wesprą w odrzucaniu nowych pomysłów - mówiła Malka Kafka.

Jej zdaniem zatrudnienie bardzo konkretnych kompetencji jest niezwykle istotne.

Z kolei Malka Kafka zapytała w jaki sposób inwestorzy widzą usługę jako przedmiot inwestycji?

Marian Owerko odpowiedział, że nie ma znaczeniem co jest produktem – czy fizyczny produkt masło, buty czy usługa. - Każdy inwestor powinien patrzeć na wielkość i dynamikę danego rynku, czy dana usługa jest w kategorii, która rośnie i ma perspektywę wzrostu i rozwoju. Jaka jest pozycja danego produktu/usługi na danym rynku czyli jaka jest szansa, że ta osoba czy grupa ludzi osiągnie pozycję lidera - odpowiedział Marian Owerko.

Sebastian Wróbel zapytał Mariana Owerko: gdzie są szanse a gdzie zagrożenia wynikające z wielokanałowości w tradycyjnym biznesie. - Ostatnie parę lat pokazało, że rozwój kanałów alternatywnych są przyszłością, a czas pandemii mocno to przyspieszył. One zmienią strukturę handlu. To, co ty robisz, to idealne rozwiązanie dla sklepów niezrzeszonych. Ty dostarczasz im klientów. To świetne co robisz. A razie obsługujesz 20 sklepów, jak będziesz obsługiwał 200 to zadzwoń do mnie. Czekam na telefon - odpowiedział Marian Owerko.

Piotr Borkowski przyznał, że Kurkumik i Terafood ma produkt, ma wytwórcę a teraz firma jest my w miejscu gdzie zmaga się z dystrybucją i pomysłem na nią.

Piotr Grabowski doradził założycielom marki Kurkumik: z naszej perspektywy online jest fajny, jest przyszłością. Ale skok następuje w momencie wejścia w retail. - To jest dobry moment, żeby z retailem rozmawiać. Ta prozdrowotna półka jest dzisiaj eksponowana. Dzisiaj sieci handlowe chcą być tymi pierwszymi, którzy mają jakiś nowy fajny produkt na półce – bo to buduje ich przewagę konkurencyjną między sklepami i sieciami. To trudny i duży świat retailu, umowy negocjacje, ale myślę, że gra jest warta świeczki - zapewnił.

Malka Kafka dodała, że ludzie powinni zajmować się tym, co potrafią robić najlepiej, bo kompetencje można kupić. - Moim zdaniem do logistyki czy dystrybucji warto zatrudnić kogoś, kto po prostu się na tym zna. To nauka, którą wyciągnęłam po latach straconego czasu i pieniędzy - przyznała.

Na koniec panelu, w ramach podsumowania, wszyscy prelegenci zostali poproszeni o zostawienie myśli, z którą zostaną po debacie.

Widać, że temat żywności, która wzmacnia zdrowie i odporność konsumentów jest obecnie mocno w trendzie. Poza tym skracanie łańcucha dostaw, nowe opcje dostaw - to będzie duży trend. Na podstawie naszych projektów widać, że trend identyfikalności żywności jest ważny. Sporo z nas chce wiedzieć jak powstaje żywność, jak jest transportowana i przechowywana. Dostęp do informacji to trend, który będzie rósł - dodała jako podsumowanie debaty Adriana Bałazy z EIT Food.

Malka Kafka z Tel Aviv Urban Food na koniec przyznała, że kryzys covidowy spowodował przeformułowanie wielu rzeczy i zjawisk, do których się przyzwyczailiśmy. - I teraz trzeba będzie to wszystko sformułować na nowo. Powstają zupełnie nowe rzeczy, gastronomia przestaje być tylko gastronomią, teraz jest brandem, który zaprasza się do domu. Zaczynamy myśleć w kreatywny sposób. To jest coś, za co jestem wdzięczna kryzysowi, że wybił nas z ciepłego komfortu, z takiego zgniłego ciepła - dodała.

Piotr Grabowski zgodził się, że kryzys zmusza do myślenia.

- Jesteśmy na początku tego fodtechu produktowego, usługowego i e-commercowego. Dlatego namawiam, żebyśmy my jako konsumenci eksperymentowali z produktami, edukujmy znajomych jakie produkty wybieramy. Ze strony inwestorskiej z kolei na pewno warto pokazywać jak duży liczbowo jest rynek spożywczy – na świecie. Nikt tego nie zabierze - bo jeść zawsze będziemy. A jeśli chodzi o przyszłość - myślę, że w ciągu najbliższych lat czeka nas tworzenie własnych produktów i wejście w głębszą fazę badań i rozwoju – tak jak dzieje się to np. w Stanach. Liczę, że 10-20 lat edukacji inwestorów, sektora nauki pokaże to, że będziemy mieli mnóstwo technologicznych produktów i ten foodtech stanie się techem w perspektywie tak jak obserwujemy to w laboratoriach i uczelniach za granicą - podsumował Piotr Grabowski.

Bartek Topa przyznał, że kryzys dowiódł, że mamy wartościowy produkt i my na tych wartościach opieramy temat. - Teraz szukamy wsparcia specjalistów z innych dziedzin - dodał.

Piotr Borkowski podzielił się, że patrzy na obecną sytuację jako na szansę. - Ten kryzys nas zbliża do celu - mówił.

Z kolei Oskar Lis powiedział, że pozytywne emocje to jest coś co może teraz wszystkim pomóc. - Powinniśmy jako branża spotykać się i rozmawiać. Ten kryzys pokazał, że lepiej współpracować niż walczyć - podsumował.

Sebastian Wróbel na koniec od siebie dodał: Wszystkie firmy chciałabym zachęcić do bycia zwinnym i szybkim. Nie warto poświęcać lat na budowanie strategii. Trzeba być szybkim i sprawdzać czy jest potrzeba na dany produkt czy usługę.

Marian Owerko podsumował i zakończył panel słowami, że kryzys spowodował, że jako konsumenci nauczyliśmy się czytać etykiety i to ze zrozumieniem. - Zaczęliśmy wyciągać wnioski z tej wiedzy, nauczyliśmy się gotować i piec ciasta, nauczyliśmy się mówić o jedzeniu - dodał.

Na koniec wyraził nadzieję, że w przyszłości wraz z firmą Sebastiana Wróbla, zbuduje drugiego Amazona.

Trzymamy kciuki.