Według danych GUS na początku epidemii koronawirusa w Polsce tylko 14 proc. zatrudnionych pracowało zdalnie. Ten typ pracy w naszym kraju może wykonywać w sumie ok. 20 proc. aktywnych zawodowo. Większość osób - aż 80 proc. – nie ma możliwości pracy z domu, bo branże, w których funkcjonują i zlecane im obowiązki zawodowe wymagają fizycznej obecności w firmie.

No właśnie, żywności przecież nie da się wyprodukować czy transportować „zdalnie”. Jakie zmiany były konieczne aby zapewnić ciągłość dostaw produktów?

Kwestia mycia rąk opanowana 30 lat temu

Podczas lockdownu zakłady Danone pracowały w zwieszonym reżimie sanitarnym. Jak to wpłynęło na pracę na produkcji? O tym opowiadała Agata Partyka, dyrektor ds. rozwoju klientów w Danone. 

- W marcu, kiedy wybuchła pandemia, wprowadziliśmy szereg obostrzeń sanitarnych. Mamy wysokie standardy bezpieczeństwa, ale z uwagi na troskę o naszych pracowników oraz o bezpieczeństwo produktów, postanowiliśmy działać jeszcze "bardziej". Maseczki, dezynfekcja rąk, zakaz wprowadzania do zakładów wszelkich gości z zewnątrz - to wszystko aby zminimalizować ryzyko zakażenia. Podzieliśmy pracowników fabryk na zespoły, które się nie kontaktowały osobiście. Wszelkie kwestie niezbędne rozwiązywaliśmy podczas spotkań online - mówiła Agata Partyka. 

- W ramach podziękowań dla pracowników produkcji, wszyscy otrzymali dodatkowe premie, za to, że codziennie przychodzą i pracują. Zagwarantowaliśmy im stabilność zatrudnienia. Także osoby, które zdecydowały się na przejście na zasiłek związany z opieką nad dziećmi, dostawały 100 proc. wynagrodzenia (zrefundowaliśmy im tę różnicę) - dodała.

Danone wspierało pracowników także podtrzymując ich na duchu w tym ciężkim czasie. - Nagrywaliśmy filmiki, w których pracownicy pracujący zdalnie dziękowali tym, którzy przychodzą do zakładów. Zamieściliśmy te nagrania na naszych wewnętrznych mediach i spotkały się z zainteresowaniem wszystkich zatrudnionych - mówiła dyrektor ds. rozwoju klientów.

- Spotkało się to z pozytywną reakcją pracowników. Nie tylko aspekt finansowy był dla nich ważny, ale ten szacunek i docenienie całego zespołu - podsumowała.

Marcowy lockdown zastał spółkę Iglotex w sytuacji, kiedy rozpoczęto odbudowę fabryki w Skórczu, która spłonęła w maju 2019 r.

- Jako rozporoszona grupa posiadająca kilka oddziałów i zakładów, od około 10 lat regularnie korzystamy z różnych form zdalnej pracy i spotkań. W marcu wdrożyliśmy home office w działach, które mogły sobie na to pozwolić i jedyne co się zmieniło to częstotliwość spotkań online, która wzrosła. Niesie to za sobą wiele korzyści, bo efektywniej wykorzystujemy czas, ale z drugiej strony - stawia przed nami wyzwania, jak sobie poradzić z emocjami, konfliktami, jak się wspierać oraz skutecznie przekazywać informacje - podkreślił Maciej Włodarczyk, prezes Iglotex.

Przyznał, że spółka dość restrykcyjnie przestrzega zaleceń pracy zdalnej, ale nie wszystkim da się w zdalny sposób zarządzać. Dlatego na produkcji wzmocniono reguły higieny i bezpieczeństwa.  - Dajemy naszym pracownikom poczucie, że dbamy o nich, ale także o produkt i klientów - mówił.

- W maju 2019 r. spłonęła fabryka w Skórczu, która odpowiadała za 30 proc. produkcji, nasz największy oddział dystrybucyjny oraz biuro. Obecnie uruchamiamy nową fabrykę, więc potrzebujemy nowych pracowników. Produkcja rośnie wraz z zapotrzebowaniem na mrożonki - dodał Maciej Włodarczyk.

Piotr Bieliński, prezes firmy Atlanta Poland zapytany o wyzwania związane z prowadzeniem biznesu w nowej rzeczywistości przyznał, że od samego początku priorytetem było bezpieczeństwo pracowników.

- Staraliśmy się jak najszybciej wprowadzić odpowiednie procedury bezpieczeństwa. Nasi pracownicy otrzymali m.in. dofinansowanie na dojazd do firmy własnym środkiem transportu. Przyznam, że home office nie był dotąd podstawową formą pracy w naszej firmie ale dostosowaliśmy się do nowych realiów. Nic oczywiście nie zastąpi kontaktu osobistego, jednak faktem jest, że zdalna praca to np. oszczędność czasu, związana z redukcją podróży służbowych - dodał.

- Branża spożywcza od zawsze pracuje w dużym reżimie sanitarnym i jest poddawana częstym kontrolom pod tym względem. Dopasowanie się do wymogów pandemii było dla nas właściwie formalnością. Kwestię mycia rąk mamy opanowaną od 30 lat - mówił Marian Owerko, przewodniczący rady nadzorczej Bakalland podczas panelu "pt. "Zarządzanie w „zdalnych“ czasach. Wyzwania liderów".

Jak podkreślił, przez to właśnie 30 lat pracowano nad tym, aby integrować zespoły, poprawiać komunikację, wymieniać wiedzę i doświadczenia. Teraz trzeba było to odwrócić, tak żeby te kontakty bezpośrednie zminimalizować bez uszczerbku na wydajności. - Dużym wyzwaniem były właśnie te podziały zespołów na grupy i zmiany. Dodatkowo musieliśmy ograniczyć wizyty w zakładach naszych klientów. I do tego jeszcze zbudować determinację do pracy w zakładach w ciężkich czasach, podczas gdy pracownicy administracyjny w większości pracowali zdalnie - mówił. 

- Poradziliśmy sobie w tymi wszystkimi wymaganiami i wyzwaniami. Dużym wsparciem była wymiana wiedzy pomiędzy poszczególnymi zakładami i firmami. Branża spożywcza solidaryzowała się w trudnym okresie - stanęliśmy na wysokości zadania - dodał.

Marian Owerko wspomniał także o innym wyzwaniu, jakim była sprzedaż w kanale tradycyjnym, który opiera się jednak na bezpośrednich wizytach handlowców.

Pandemia niesie za sobą także kilka miłych zmian. Marian Owerko przytoczył przykład zagranicznych partnerów handlowych, od których Bakalland kupuje surowce. - Po raz pierwszy zobaczyliśmy się podczas video-rozmowy. Zacieśniliśmy więzy. Wcześniej wszystko omawialiśmy przez telefon - mówił.

Mateusz Kowalewski, prezes firmy Hortimex, przyznał podczas panelu w ramach Internetowego Forum Rynku Spożywczego i Handlu, że jego firma była gotowa na pracę zdalną.

- 11 marca 2020 r. poinformowaliśmy nasz zespół, że od kolejnego dnia przechodzimy na pracę zdalną. Byliśmy gotowi zrobić to z dnia na dzień. Kwestia przeorganizowania była kwestią jednej decyzji. Zresztą od jakiegoś czasu zastanawialiśmy się na ile nasze biuro stacjonarne jest nam potrzebne - dodał.

Jego zdaniem wyzwaniem dla wielu przedsiębiorców mógł być fakt, że praca online nie daje pełnej kontroli nad zespołem i jego pracą. 

- My akurat z tym problemu nie mamy. Najbardziej w pracy zdalnej brakuje oczywiście relacji osobistej, bo prawda jest taka, że nie da się jej zastąpić najlepszymi narzędziami - przyznał Mateusz Kowalewski.

Dziś kryzys, jutro - szansa

- COVID-19 zwrócił wszystkim wyraźną uwagę na to, jak ważnym elementem życia każdego człowieka jest zdrowe odżywianie. Okazało się, że zbilansowana dieta, w tych okolicznościach, może nawet uratować komuś życie - zwrócił uwagę podczas panelu Piotr Bieliński z Atlanta Poland.

I dodał, że pandemiczna sytuacja, dla segmentu bakalii, to ogromna szansa. - Bakalie, z produktu, który jeszcze kilkanaście lat temu, były czymś sezonowym stały się codziennym elementem zdrowej diety - dodał.

Jego zdaniem dzisiejszy kryzys to nasza jutrzejsza rzeczywistość. - Nie wiadomo czy to co się dzieje dzisiaj nie zostanie z nami na dłużej. Normalnie działamy, rozwijamy firmę - przyznał. 

Jak potwierdziła Agata Partyka z Danone, z punktu widzenia społecznego pandemia jest kryzysem, także dla firm. - Boimy się o swoje bezpieczeństwo oraz zdrowie, chcemy jak najbardziej zabezpieczyć przed zagrożeniami naszych pracowników, którzy obecnie pracują w dużo większym stresie niż zazwyczaj. Natomiast z punktu widzenia tego co dzieje się na rynku, jest to na pewno wyzwanie, które stwarza możliwość. Kryzysem może być wtedy, kiedy jesteśmy niegotowi lub nieelastyczni, żeby odpowiadać na to co się dzieje - mówiła Agata Partyka. 

- Dla Danone pandemia to ogromny sprawdzian tego jak szybko potrafimy reagować na rynkowe zmiany. Wydaje mi się, że trudno jednoznacznie wskazać czy dla sektora spożywczego pandemia jest kryzysem czy szansą. To wszystko zależ od poszczególnych sektorów. Ten rynek będzie się zmieniał w zależności od tego jak będą zmieniały się przyzwyczajenia, nawyki konsumenckie i trendy z nimi związane - dodała.

Pierwszą dużą zmianą jest zmiana nawyków żywieniowych. - To, że więcej czasu spędzamy w domu wymusiło na nas zmianę sposobu przygotowania i spożywania posiłków. Więcej gotujemy i zwracamy uwagę na to, co ląduje na naszych talerzach. To jest bardzo pozytywna zmiana, ale oznacza także wzrost zapotrzebowania na jedne produkty, a spadek - na inne - potwierdziła Agata Partyka.

Polacy większą uwagę zwracają na przygotowanie pełnych posiłków dla całej rodziny. Przy tym szukają zdrowych alternatyw codziennych posiłków. - Moim zdaniem zyskają produkty roślinne, w tym owoce i warzywa. My widzimy w tym swoją szansę. Mocno działamy na rynku produktów roślinnych i planujemy rozwój w tym kierunku. Stale obserwujemy rynek, aby szybko reagować na zmiany - dodała. 

- Nauczyliśmy się w tym roku, że nie można niczego planować "na sztywno". Trzeba bardzo szybko reagować na zmieniające się trendy i dopasowywać się do potrzeb konsumentów. Mamy plany, ale mamy też kilka możliwych scenariuszy. Obrazuje to przykład wycofania kilku rodzajów nowych produktów, które wprowadziliśmy na przełomie roku. Po prostu nie przystawały one do covidowej rzeczywistości. Przestajemy z żalem patrzeć na to, z czego musimy zrezygnować, ale patrzymy do przodu na to, co będzie budowało nam biznes i da nam satysfakcje, że robimy ciekawe rzeczy - podsumowała.

Na brak wyzwań nie może narzekać Iglotex. - Po pożarze fabryki w Skórczu w maju 2019 r. skoncentrowaliśmy się na utrzymaniu rynku i klientów. Po podjęciu decyzji o budowie nowej fabryki i rozpoczęciu tej budowy, dowiedzieliśmy się o lockdownie. Wiele z dostawców maszyn pochodziło z Włoch z regionu Bergamo, więc musieliśmy szybko sprawdzić czy sprzęt dojedzie na czas. Od września udało nam się wznowić produkcję - mówił prezes Maciej Włodarczyk. 

- Od maja ub.r. zmieniliśmy definicję problemu. Wiele rzeczy, które kiedyś były prawie niemożliwe, dziś dzieją się z sukcesami. Covid dla nas to nie tylko praca zdalna, utrzymanie produkcji i budowa nowej fabryki, ale także wpływ pandemii na rynek gastronomiczny. Razem z naszymi klientami odczuliśmy lockdown. To nasz duży kanał zbytu - podkreślił.

- Umiemy - jako polscy przedsiębiorcy z branży spożywczej - brać sprawy w swoje ręce i zarządzać kryzysami i szybką zmianą. Poza kwestią przygotowania fabryk, przejścia na online i zdalnym zarządzaniem działów handlowych - wielkich wyzwań w czasie pandemii nie mieliśmy jak branża. Jest wiele branż, które mocno ucierpiały na koronawirusie. Nam obroty znacząco nie spadły - potwierdził Marian Owerko.

Jego zdaniem, branża obecnie powinna zastanowić się jak zmienią się zwyczaje konsumenckie i jak to wpłynie na portfolio firm i układ sił w branży. Wiadomo, że zyskują family packi, a straciły produkty typu 'on the go'. Bakalland ma w swojej ofercie i jedno i drugie, więc zmieniły się jedynie proporcje sprzedaży. 

- Wyzwaniem zapewne będzie zmiana nawyków konsumenckich. Musimy pilnie obserwować rynek, słuchać konsumentów, aby zmieniać nasze produkty i wprowadzać nowe rozwiązania - zarówno produktowe, jak i w obszarze komunikacji. To są prawdziwe wyzwania stojące przed branżą spożywczą w czasach pandemii. Zaostrzenie reżimu sanitarnego czy praca zdalna to tylko kosmetyczne zmiany, do których się dostosowaliśmy - mówił.

Jego zdaniem, już teraz warto przygotować się na wiele wariantów rozwoju epidemii. - Odpowiedzi na pytania pt. "jaka jest przyszłość branży HoReCa?", "gdzie będziemy wyjeżdżać na wakacje?" czy "co i jak będziemy jeść?", "jak będziemy kupować?", "jak zmienią się sklepy?", mogą być kluczowe z punktu widzenia rozwoju firm spożywczych - przyznał Owerko.

- Z drugiej strony, jeżeli ludzie stracą pracę i optymizm, to branża spożywcza na pewno straci na pandemii - dodał.

- Poważnym pytaniem, które zadają sobie menadżerowie firm spożywczych brzmi: "jak powinniśmy przygotować się na zmianę nawyków konsumenckich?". Bo może nie musimy. Może pandemia szybko się skończy i wrócimy do swoich nawyków lub je nawet zintensyfikujemy - podsumował.

Jak podkreślił Mateusz Kowalewski z Hortimex, nasi ustawodawcy bardzo dbają o "rozrywki" i wyzwania dla polskich przedsiębiorców. Bycie biznesmanem w Polsce oznacza dużą odporność na różnego rodzaju niespodziewane sytuacje. - Pandemia może nie okazać się największym złem, które nas spotka w najbliższym czasie - dodał.

Jego zdaniem, przedsiębiorca to nie człowiek sukcesu, a człowiek porażek. Droga do sukcesu wiedzie przez niezliczoną liczbę nieudanych przedsięwzięć.  

- Pandemia przyspieszyła pewne zmiany. Zmiany nawyków żywieniowych i większą świadomość konsumentów zapowiadano już wcześniej. Koronawirus tylko to przyspieszył. Od pewnego czasu rozbudowujemy portfolio Hortimex o surowce prozdrowotne, roślinne i funkcjonalne - właśnie dlatego, że spodziewaliśmy się zmian trendów - mówił.

Podkreślił także, że w dobie pandemii branża spożywcza radzi sobie całkiem nieźle. - Sprawnie opanowano nowe obostrzenia sanitarne, dostawy odbywały się bez wielkich zmian. Co ważne, nie zostaliśmy objęci lockdownem. To jeden z ważniejszych sektorów polskiej gospodarki i - dodatkowo - dobrze przygotowany do zmian. Funkcjonowanie branży, choć poddane próbie, nie jest zagrożone - mówił Mateusz Kowalewski.

- Firmy - po pierwszym szoku - wzięły się ostro do tworzenia i promowania rozwiązań na covidowe czasy, takich jak: produkty wspierające odporność czy bardziej odżywcze - dodał.

- Widać, że branża reaguje na zmiany, a my - jako Hortimex - cieszymy się, bo byliśmy na to przygotowani - podkreślił.

Hortimex patrzy na trendy długofalowo i stara się reagować na nie w bardzo początkowej fazie. - Gdy zaczynamy z pewnymi surowcami czy rozwiązaniami, chcemy odpowiadać na potrzeby firm spożywczych nie za rok czy za dwa, ale za 5-10. Chcemy cały czas iść naprzód! - podsumował prezes.

Nowe formy sprzedaży w gastronomii

- Jesteśmy biologią i do tego, aby dobrze się czuć potrzebujemy kontaktu z ludźmi. Gastronomia, czyli hospitality, czyli gościnność polega właśnie na tym, że ludzie się spotykają. I to właśnie zostało ograniczone wraz z lockdownem. To ogromny problem dla branży gastronomicznej - mówił Krzysztof Kaliciński, konsultant, wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego, trener biznesu, coach.

Jak przeżyć emocje związane z zatrzymaniem biznesu? - Trzeba przede wszystkim skupić uwagę na tym, jak będzie wyglądał nasz biznes po powrocie do działalności. Po pierwszym lockdownie nie wszyscy odrobili to zadanie i zostali w świecie, który zakończył się 13 marca, w dniu wprowadzenia pierwszego lockdownu gastronomii. I dla tych mamy w tej chwili tzw. powtórkę. Natomiast nie ma czasu, aby się bać, ponieważ trzeba działać i odpowiadać na sytuację. Nie wolno zastanawiać się co będzie za tydzień czy miesiąc, trzeba funkcjonować dzisiaj - mówił.

Krzysztof Kaliciński dostrzega związek pomiędzy branżą spożywczą i gastronomią w związku z tym co i jak spożywają Polacy podczas pandemii. Świat "po" będzie już zupełnie inny pod względem zachowań konsumentów. To będzie mieć ogromny wpływ także na gastronomię. 

- Pandemia wymusiła na gastronomii ukłon w stronę takich form sprzedaży jak delivery, click&collect czy pick-up. Naturalny jest opór związany z użyciem nowych sposobów dostarczania produktów, które do tej pory czekały na klientów w lokalach. Wielu gastronomów zrozumiało jednak, że to nie jest chwilowa zmiana, ale trwały trend, ponieważ sytuacja pandemiczna zostanie z nami raczej dość długo, dobudowanie więc nowej nogi biznesowej wydaje się być niezbędne - mówił.

Przygotowując się na niepewne czasy trzeba mieć różne alternatywy dla funkcjonowania biznesu. Warto zwrócić uwagę na kilka trendów związanych z usługami. To - zdaniem eksperta - convenience i bezpieczeństwo (brak zbędnego kontaktu z innymi ludźmi). Na przykład w USA kawiarnie Starbucks są reformatowane na tzw. "pick-up pointy", czyli miejsca odbioru produktów zamówionych wcześniej przez aplikacje. 

To na co zwrócił uwagę Krzysztof Kaliciński to także inwestycje w ludzi, które warto kontynuować w trudnych czasach. - Kryzysy bywały i będą - to nieodzowna część biznesu. Łączy je możliwość przetrwania, a to jest możliwe tylko i wyłącznie dzięki relacjom i zespołom. Kryzys obnaża prawdę i ten obnażył relacje międzyludzkie w firmach i funkcjonowanie zespołów - dodał.

Jakie cechy liderów uwypukliła pandemia? - To źle rozumiana kontrola! Zarządzanie zdalne nie wymaga specjalnych i szczególnych umiejętności i różni się od tradycyjnego zarządzania tylko brakiem kontaktów osobistych. Pozostałe elementy są niezmienne - podsumował.