Spadek zapotrzebowania na transport staje się coraz bardziej widoczny. Okres jesienny zawsze był wysokim sezonem, z kolei w czasie wakacji obserwować można było wyraźnie spadki popytu na usługi transportowe, dlatego konkretne wnioski będziemy mogli wyciągnąć dopiero w niedalekiej przyszłości. Jednak prognozy pozostają nieubłagane i wszystko wskazuje na długotrwałą stagnację, co jest bezpośrednio związane z recesją i zmniejszeniem popytu na konsumpcję i towary. Konsekwencje tych wydarzeń mogą być znacznie bardziej dalekosiężne niż myślimy, a dodatkowo transport nieustannie napotyka na kolejne przeszkody, które skutecznie odwracają myśli od końca kryzysu.

Fala bankructw

W tym sezonie jesiennym wiele firm transportowych upadnie, niestety nie możemy się w tej kwestii oszukiwać. Rekordy inflacji, ciągłe podwyżki stóp procentowych, bardzo szybki wzrost kosztów, szczególnie paliwa i energii, a także wciąż zwiększające się wymagania prawne, które trzeba spełnić, stwarzają sytuację bez wyjścia. Mniejszych przedsiębiorstw nie stać w tej sytuacji również na zakup taboru – na to mogą sobie pozwolić duże, często międzynarodowe firmy. Przyszłość małych rodzimych biznesów jest na pierwszy rzut oka bardzo pesymistyczna, a dodatkowym problemem jest uzyskanie i przedłużenie dokumentów potwierdzających legalny pobyt ukraińskich kierowców w krajach Unii, zatrudnionych przez polskich przewoźników. Sytuacji nie poprawia również niedobór pracowników, wśród których brakuje już nie tylko osób na stanowiska truckerów.

Ostatnio branża TSL mierzy się z trudnościami w pozyskaniu pracowników do… działów handlowych. Pracodawcy w całym kraju potrzebują osób, które będą odpowiedzialne za pozyskiwanie klientów i sprzedaż usług logistycznych, a jak się okazuje, zadanie nie jest proste, bowiem oczekiwania finansowe kandydatów są znacznie wyższe od ofert, w związku z czym łatwo przegrać walkę o pracownika z konkurencją. Brak Home Office również skutecznie zniechęca wiele osób do rozpoczęcia pracy w danej firmie, jednak obecnie to nie są jedyne szczególnie palące bolączki branży. 

Ceny prądu a magazyny

Wzrost cen prądu to zdecydowanie temat, który budzi niepokój nie tylko wśród przedsiębiorców, ale również wszystkich obywateli. W branży TSL wzrost cen i konieczność oszczędzania znacząco wyhamują rozwój zielonego transportu opartego na elektryczności. Po drugie ceny prądu mają bezpośrednie przełożenie na koszty magazynowania towarów, szczególnie tych, które wymagają chłodni lub mroźni. Kiedy dodamy do tego wzrosty cen niezbędnych elementów, jak palety i folie, wówczas widzimy, że koszty magazynowania wzrosną gwałtownie i znacząco. Do tej pory można było zrekompensować je poprzez optymalizacje, takie, jak chociażby montaż paneli fotowoltaicznych.

Niestety teraz to nie wystarczy, bowiem wzrosty są dosłownie ekstremalne. Zresztą nie tylko ceny prądu są niepokojące, duże obawy wzbudza również sytuacja z gazem. Wzrost cen gazu trwa od kwartałów, a jego znaczące przyspieszenie obserwujemy od dwóch miesięcy, co więcej te realia mogą się znacznie pogorszyć przez obniżanie przepływów z Rosji. Znacząca, negatywna presja wywołana przez te niedobory powoduje dużą zmienność rynków i najwyższe w historii ceny gazu.  Nie wiadomo, jak sprawa potoczy się w tym aspekcie - czy Rosja zupełnie odetnie dostawy? A może podejmie decyzję o zwiększeniu przepływów do Europy, aby nie ograniczać wydobycia na polach gazowych? Tutaj niestety możemy tylko gdybać.

Dalekosiężne konsekwencje

Problemy branży TSL będą niestety odczuwane mocno przez zwykłych obywateli. Koszty związane ze wzrostem cen energii przełożą się na kolejny wzrost cen żywności, a niedobór kierowców ciężarówek może skutkować powtórką sytuacji, która miała kiedyś miejsce w Wielkiej Brytanii, czyli brakiem towarów na sklepowych półkach i zastojem w sektorze e-commerce. Inflacja powoduje spadek dokonywanych zakupów, a to bezpośrednio przekłada się na spadek zapotrzebowania na transport, co komplikuje już i tak trudną sytuację w branży, a dodatkowo inflacja w strefie euro oznacza dalszy wzrost cen paliwa, nowych ciężarówek oraz ich części.

Rosnące koszty niszczą branżę TSL zwłaszcza, iż coraz bardziej dostrzegane jest spowolnienie gospodarcze i chociaż o jego skali na ten moment ciężko jeszcze coś powiedzieć, to obniżona aktywność gospodarcza potrwa z pewnością jeszcze dłużej niż do połowy przyszłego roku. Jak się uchronić przed konsekwencjami tej rzeczywistości? Większość firm z branży stawia na dywersyfikację, aby w jakiś sposób utrzymać się na powierzchni. Szukanie nowej sprzedaży, nowych klientów, a może zacieśnienie współpracy z dotychczasowymi – nie ma jednej recepty na poradzenie sobie z obecnym kryzysem. Zatem ile jeszcze jest w stanie znieść polska branża TSL? To pytanie, na które ciężko mi znaleźć odpowiedź, jednak możemy wszyscy być pod wrażeniem jej dotychczasowej siły i miejmy nadzieję, że będzie gotowa przetrwać ten kryzys i stać się silniejsza niż kiedykolwiek

- mówi Katarzyna Syta