Rolnicy, którzy do stolicy przyjechali już we wtorek, w środę spotkali się z premierem i członkami rządu i po rokowaniach rozpoczęli blokadę. Zdaniem protestujących rząd ignoruje ich żądania.

Protestujący domagają się przyspieszenia przekazywania im ziemi, do której mają prawo jako spadkobiercy właścicieli gruntów, przejętych w czasach komunistycznych przez spółdzielnie produkcyjne i państwowe gospodarstwa rolne. Wskazują także na nadużycia w wypłacaniu dotacji unijnych i na korupcję. Ich zdaniem należy wzmóc ochronę gleby lasów, i zbiorników wodnych.

Po spotkaniu z delegacją rolników premier Peter Pellegrini mówił, że większość ich postulatów jest już realizowana bądź też ustalono tryb ich realizacji. "Spotkaliśmy się z nimi, poświęciliśmy im swój czas" - mówił Pellegrini. Na spotkaniu z prasą krytycznie o rolniczej akcji wypowiadała się minister rolnictwa Gabriela Mateczna. Jej zdaniem, protestujący wyważają otwarte drzwi. "Dziwię się, że rolnicy wciąż przychodzą z nowymi żądaniami" - mówiła. Przed posiedzeniem rządu Mateczna uznała protest za akcję polityczną twierdząc, że "ludzie ci nie przyszli tutaj w interesie rolników, ale w interesie własnym".

Zdaniem liderów protestu, jedynym konkretnym rezultatem spotkania w siedzibie rządu jest decyzja o powołaniu specjalnej komisji, która raz w miesiącu będzie rozpatrywała aktualne problemy gospodarki rolnej. Dostali też obietnicę przyspieszenia porządkowania spraw własnościowych. O innych postulatach mówili, że zostały przez rząd zignorowane.