W czwartek przed południem euro wyceniano na 4,27 zł, dolara na 3,25 zł, a szwajcarskiego franka na 3,46 zł.

Analityk TMS Brokers Szymon Zajkowski wskazał w rozmowie z PAP, że powodem czwartkowego osłabienia naszej waluty była informacja, jaka napłynęła z Europejskiego Banku Centralnego. Jego szef Mario Draghi poinformował, że w strefie euro na razie nie będzie ujemnej stopy depozytowej. Analityk dodał, że na zachowanie złotego wpływ miała też kontynuacja negatywnego nastawienia inwestorów do długu rynków wschodzących. "Początek odpływu tego kapitału mieliśmy już w ubiegłym tygodniu. W tej chwili wygląda na to, że kapitał przepływa z rynków (długu - PAP) wyżej oprocentowanych, jak Polska, do dolara. Pokłosiem tego jest osłabienie złotego" - powiedział Zajkowski.

Analityk X-Trade Brokers Daniel Kostecki stwierdził, że nasza waluta traci zdecydowanie na wartości względem euro, funta oraz franka. "Jedynie wzrost na głównej parze walutowej euro-dolar chroni złotego przed silną wyprzedażą wobec dolara" - dodał.

"W czwartek notowania pary euro/złoty znalazły się na najwyżej od roku testując poziom 4,32 zł za euro. Z kolei kurs frank/złoty dotarł do poziomu 3,50, który był ostatnio obserwowany we wrześniu 2012 r. Natomiast funt w relacji do złotego osiągnął najwyższy poziom od stycznia 2013 r." - wskazał.

W jego opinii w piątek wydarzeniem dnia będzie publikacja danych z amerykańskiego rynku pracy. "O godz. 14.30 poznamy stopę bezrobocia w USA oraz ilość nowopowstałych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Powyższe dane z pewnością będą pilnie obserwowane przez inwestorów i doprowadzą do większej zmienności na rynku" - ocenił.