Zgodnie z konkluzjami ubiegłotygodniowej Rady Europejskiej brytyjski rząd będzie musiał podjąć decyzję w tej sprawie do 12 kwietnia.

Głosując w dniu, który pierwotnie miał być datą wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, za umową opowiedziało się jedynie 286 deputowanych, a przeciwko - 344 (porażka różnicą 58 głosów).

Komentując wynik głosowania, premier Theresa May powiedziała, że decyzja parlamentu będzie miała "bardzo poważne" konsekwencje dla W. Brytanii.

Szefowa rządu przestrzegła, że po piątkowym odrzuceniu projektu umowy zgodnie z prawem "sytuacją domyślną jest teraz wyjście Wielkiej Brytanii z UE w terminie 12 kwietnia".

"Będziemy musieli znaleźć alternatywną drogę naprzód" - dodała, zapewniając, że jej rząd "będzie nadal przedstawiał argumenty za uporządkowanym brexitem, którego wymaga wynik referendum z 2016 roku".

Premier przypomniała, że w przyszłym tygodniu posłowie wezmą udział w drugiej fazie głosowań nad alternatywnymi planami w sprawie brexitu, poszukując rozwiązania, które mogłoby przełamać impas polityczny w parlamencie. Wcześniej w tym tygodniu pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem, gdy wszystkie osiem propozycji zostało odrzuconych.

"W poniedziałek ta Izba będzie kontynuowała proces poszukiwania stabilnej większości dla konkretnej (...) wersji naszej przyszłej relacji z UE. Oczywiście jednak wszystkie opcje będą wymagały także umowy wyjścia" - zaznaczyła.

"Obawiam się, że docieramy do granic procesu" w tej Izbie - dodała, przypominając, że posłowie zagłosowali już przeciwko wielu opcjom: od bezumownego brexitu przez "wszystkie wariacje dostępnego porozumienia" do odwrócenia decyzji podjętej w referendum z 2016 roku.

Brytyjskie media spekulowały, że Downing Street może próbować doprowadzić do czwartej próby przyjęcia umowy, zestawiając ją w przyszłym tygodniu z opcją, która uzyska w procesie orientacyjnych głosowań największe poparcie wśród parlamentarzystów.

Wyniki pierwszej rundy sugerowałyby, że na najwięcej głosów mógłby liczyć wówczas model zakładający członkostwo Zjednoczonego Królestwa w unii celnej z UE z ewentualną opcją referendum ratyfikacyjnego. Taki scenariusz byłby nie do przyjęcia dla eurosceptycznych posłów, potencjalnie zmuszając ich do poparcia rządowej propozycji jako "mniejszego zła".