W piątek rano za jedno euro trzeba było zapłacić 4,18 zł, za dolara 3,25 zł, a za franka 3,36 zł.

Diler Banku BGŻ Piotr Popławski ocenił, że w piątek złoty "dość dobrze się zachowuje". "Chyba jest tak, że inwestorom +chwilowo wypaliła się amunicja+ na osłabienie złotego. W powietrzu cały czas wiszą oczekiwania na dalsze obniżki stóp procentowych o całe 100 pkt bazowych. Jak widać jednak, nie decydują się oni, aby złotego sprzedawać" - powiedział PAP Popławski.

"Większy ruch jest oczywiście na parze dolar-złoty za sprawą eurodolara. Tutaj dolarowi pomaga czwartkowy komentarz Fed. Jeden z członków Rezerwy Federalnej powiedział, iż jego zdaniem Fed może na najbliższym posiedzeniu zmniejszyć skalę dotychczasowego programu skupu aktywów. Dzięki temu zyskuje dolar" - dodał.

Analityk Raiffeisen Polbank Dorota Strauch uważa, że w przyszłym tygodniu dla złotego kluczowe będą dane z polskiej gospodarki. "Piątkowe zahamowanie spadków na złotym może być optymistycznym sygnałem. Kluczowe będą dane z polskiej gospodarki, których będzie sporo. Mamy dosyć dobre prognozy dla sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej. Być może, jeśli odczyty okazałyby się dobre, to byłyby to przeciwwagą dla słabych danych o PKB, które mieliśmy w tym tygodniu" - stwierdziła.

Strauch widzi szansę na to, aby złoty pozostał poniżej poziomu 4,20 zł za euro. "Ciężko jednak będzie o jakieś wyraźne odreagowanie i abyśmy szybko wrócili na 4,12 zł za euro" - stwierdziła.

W poniedziałek GUS opublikuje kwietniowe dane dotyczące przeciętnego wynagrodzenia i zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Z kolei we wtorek poznamy informacje dotyczące produkcji przemysłowej oraz budowlano-montażowej za kwiecień. W tym dniu GUS poda też wyniki wskaźników cen produkcji sprzedanej przemysłu oraz produkcji budowlano-montażowej.